czwartek, 14 lipca 2005

Nie oszukujesz, znaczy się nie starasz


Najgroźniejszymi zabójcami są ludzie,
którzy coś kochają. To z miłości żoł-
nierze idą na wojnę. Najwięksi wojo -
wnicy są największymi kochankami.
(Ringo)

Nad ranem śnił mi się deszcz. Obudził mnie powiew wiatru od okna, niósł jeszcze ze sobą gładki chłód nocy, a ja otrząsałem myśli z ostatnich kropel i wracałem na tą samą płaszczyznę zmiennych co budzik. O godzinie 5 rano pogoda była jeszcze rozkosznie bezpłciowa. Perłowa szarość, która mogła okazać się chmurami lub błękitnym niebem. Dzień przywitał mnie czekającym, nocnym smsem od Maleństwa (Zawsze bawi mnie paradoks, że w tym wypadku maleństwo piszę przez duże M) i widokiem jakiejś parki całującej się nago na balkonie w pierwszych promieniach słońca.
Zrobiłem sobie herbaty i czytając prasę przeczekałem rodziców. Jakiś Polak odkrył planetę na której niebie świecą 3 słońca, co po raz kolejny wybebeszyło naszą wiedzę o wszechświecie.
Świat nauki musi nienawidzić Polaków, czego się nie dotkniemy, zaraz się rozleci, nawet takie ładne amerykańskie teorie...
Wczoraj gdy wracałem tramwajem, siedziała przede mną zajebista czarnula. Długie włosy, krucze brwi, smagła cera i wyzywające ciuchy opinające kilka intrygujących krzywizn i doskonałości. Wszystkie kobiety w tramwaju patrzyły na nią jak na dziwkę.
Void jest ostatnio zmęczona i rozdrażniona. Zaczyna działać w zawodzie lekarza. Początki zawsze są męczące, do tego nie dali jej urlopu na Grunwald i jedyny kontakt z tegoroczną bitwą ma przez suknie z epoki, które szyje, dla znajomych dziewczyn. Jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że to jest właśnie rzeczywistość: brak czasu, nerwy i rezygnacja z rzeczy, które się lubi. Nie ma takiej pracy, w której w pierwszym roku dostawałoby się urlop. Nie ma co się wściekać, tak będzie już teraz przez następne 40 lat. Najwyższy czas się przyzwyczaić. Z chwilą podjęcia stałej pracy człowiek staje się elementem struktury a przestaje być indywidualnością.
Można oczywiście inaczej. Ja nie podejmuję stałej pracy. Prawdopodobnie pracuję przez to więcej i szybciej się zużywam, ale za to zachowuję kontrolę nad własnym życiem.
Ostatnio Avatar postanowiła iść do kina a wściekła się za to na mnie Awari. Teraz Avatar postanowiła obejrzeć filmy w domu i zaprosić na nie znajomych i za to wściekła się na mnie Void. Dobrze mieć pod ręką takiego Kiszczaka, zawsze można przelać na niego nadmiar emocji.
Ostatnio u Void nagle poczułem, że już mi przeszła chęć na oglądanie czegokolwiek, za to pojawiła się nagła i nieprzemożona chęć wyjścia stamtąd. Wydostania się na zewnątrz i oddalenia możliwie daleko. Avatar powiedziała: Żebym nie zachowywał się jak dziecko. O przepraszam! Jestem dorosły, mogę więc zachowywać się jak dziecko kiedy tylko zechcę.
Na szczęście droga już czeka. Wywlokłem plecak z szafy, pożyczyłem karimatę. Teraz poluję na śpiwór i mapy. Pierwsza część mojej wyprawy do Mławy poprowadzi szlakiem Motławskim do Tczewa i stamtąd do Elbląga. Potem się zobaczy.

Idę tam gdzie idę
Nie idę gdzie nie idę
Idę tam gdzie lubię
Nie idę gdzie nie lubię
Idę tam gdzie idę
Nie idę gdzie nie
Idę, lubię, lubię, idę
Ole!

*

wtorek, 12 lipca 2005

Czy kwas solny jest słony?


Awari do psa Marzanów: Tam masz Kiszczaka.
Jest tłusty, dorodny i brodaty...

Ależ pięknie Cimoszewicz zgnoił tych głąbów z komisji prześladowczej. Nareszcie pojawił się ktoś, kto pokazał im ich miejsce, wstał i wyszedł dając wyraz absolutnej pogardy i niesmaku dla aparatu pseudo demokratycznej represji. Panowie o obrzmiałych, powykrzywianych atawistycznym złem twarzach przed chwilą równi w swym mniemaniu bogom, władni rzucać największych nawet na kolana i brukających najczystszych nawet ludzi swą zgnilizną, zostali strąceni na glebę, poinstruowani jak uczniaki, i olani gdy piskliwymi głosikami usiłowali stosować swoją „władzę”. Ten wyraz ich twarzy, gdy zostali sami ze stertami przygotowanych brudów, gdy zrozumieli, że nie pokażą się przed kamerami jako potężni inkwizytorzy i nie pouprawiają swoich małych, śmierdzących kampanii, wreszcie chwila gdy pojęli, że nie są w stanie doskoczyć Cimoszewiczowi, ze swoimi małymi, spróchniałymi ząbkami, choćby do kostek... o rany! Lata całe czekałem na podobną chwilę. Szkoda że nie nagrywałem tego na video. Wydłużająca się mina Giertycha, te jego mrugające, pomalowane oczęta. Wyglądał jakby przełknął zgniłe jajo, gdy musiał machać swoimi papierkami do pustej sali.
A poza tym upał. Wszyscy jesteśmy gorący i lepcy. Miasto żywo mieni się w słońcu. Trwa Feta i ulicami wędrują teatry. Gra muzyka, na Długiej małolata z gitarą śpiewa Kaczmarskiego. Byliśmy na wystawie grafik Dalego w Sopocie. Oglądaliśmy zdjęcia z Peru Gudzowatego. Szykuje się też wyskok na wystawę chińskiej porcelany na Manhattanie. Wiatr porusza liśćmi, wędrujemy od jednego tańczącego cienia do drugiego. Magnolia przybyła na krótko z Niemiec. Zrobiliśmy jej powitanie w herbaciarni. Pazurek z Avatarem i Void jadą wkrótce nad jezioro, gdzie będą opalały sobie ponętne przyległości. Ja zamierzam ten czas poświęcić na jedno z moich życiowych zamierzeń i wyruszę piechotą do Mławy. Muszę kupić mapy i opracować jakąś fajną trasę, tak jakieś 300 km w tydzień. Potem zapadną trochę u babki, a potem zobaczy się, może pójdę dalej do Warszawy i podręczę Bajkę...no i wreszcie rzucę monetą z Pałacu Kultury, może trafię nawet Kaczyńskiego w ten jego zakuty łeb.
Dzisiaj trochę zapolityczniłem, ale to przez upał, krew jest gorąca, a wskazujący palec wykonuje nieskoordynowane ruchy w poszukiwaniu spustu.
Kisuna na swoim blogu zamieściła list gończy za mną. Na szczęście zapomniała o podaniu ceny za moją głowę, więc na lotnisku im. LECHA WALESY nie odnotowano zwiększonej liczby przybyć skrzypków, czy kontrabasistów obładowanych bardzo ciężkimi futerałami. Choć może nie najlepiej, że o tym wspomniałem, bo Młoda może naprawić swój błąd i zaraz będę miał na karku całą filharmonię chicagowską z wielkim Alem trzymającym batutę, na czele.

- Czy zrobisz to czego żądamy? - spytali bogowie.
- Nie! - odparł człowiek - odmawiam troski o losy
wszechświata, który rozpada się tylko dlatego, że
ja coś zrobiłem
(Sheckley)

*

sobota, 9 lipca 2005

W tym mieście ci co wyglądają jak ja, nie są tacy jak ja


Pogrzeb znanego kardiochirurga. Podniosły
nastrój. Trumna wjeżdża do pieca , którego
drzwiczki przyozdobiono czerwonymi ró-
żami na kształt serca. Serce otwiera się
powoli, trumna wjeżdża i nagle uroczystą
ciszę przerywa histeryczny śmiech.Śmieje
się jakiś gość, gdy już mu mniej więcej prze-
szło, mówi: Bardzo państwa przepraszam,
ale jestem ginekologiem i właśnie wyobraził-
em sobie jak będzie wyglądał mój pogrzeb...

Piątek , wieczór, zapalają się latarnie. Stoję z Pazurzastą i Avatarem przed Multikinem. Przez niebo w kolorze indygo ciągnie się splątana chmura w kształcie żagla. Avatar robi jej zdjęcie telefonem. Wszystko powoli różowieje. Pokazujemy jej sierp księżyca, między tą a tamtą chmurą , powyżej latarni. Jest cienki jak krawędź paznokcia.
Byliśmy na „Wojnie światów”. Oglądałem wiele filmów katastroficznych, ale nigdy czegoś takiego. Nie ma tu przemawiających prezydentów, bohaterskich pilotów, czy walących się słynnych budowli. To co się dzieje widzimy z perspektywy zwykłego człowieka. Patrzymy z wysokości jego oczu. Jest to widok fragmentaryczny, pełen przeczuć i odruchów. Nie wychylamy się z piwnicy, nie biegniemy za skarpę...i to jest naprawdę przerażające. Osobiście polecam się czułej pamięci wszystkich, którzy pójdą na ten film i zobaczą pociąg. Ja poczułem się naprawdę nieswojo.
W ciemnym kinie dopadła mnie alergia. Myślę że to przez strach. Jestem już po fazie kichania, a w fazie „ciężkich płuc” Czuję się jakbym oddychał szlamem. Trochę mną zatrzęsło a Pazurek przestraszyła się , że mam zimne palce. Ja mam zawsze ciepłe ręce.
Zwaliliśmy się ostatnio brygadą do Lenn. Był jogurt domowej roboty, który wypiłem i ciasto, które pożarłem. Marzan puszczał Laibacha, Lao Che i industrialne przeróbki Metallicy. A pies krążył polując na zainteresowanie.
Lenn musi siedzieć w domu, a jej umysł nie jest dostosowany do bezruchu . Padliśmy więc ofiarą pytań typu : Kiedy ostatnio myłeś pępek? (Nikt nie pamięta), albo: Co byś zrobił, gdybyś obudził się zamknięty w grobie? To ostatnie stąd, że jak sama mówi: Ostatnio siedzi ciągle zamknięta i patrzy jak rosną jej włosy i paznokcie.
Awari zarzuciła mi ostatnio, że gardząc poczciwym, starym Okchamem, mnożę linki bez potrzeby. A oto i bronię się , z niespotykaną u takiego grubasa gracją wykonuję treściowy półobrót i odbijam klingą jej ostrze jakby było powiewem wiatru.. Otóż najogólniej rzecz ujmując: Mój blog, moje linki. Czy też inaczej: moje linki są moje. Nie dysponuję własnym komputerem. Nie mam „zakładek” ani „ulubionych”. Jeśli podoba mi się jakaś strona to mogę zrobić sobie do niej przejście tylko i wyłącznie z bloga.
Na koniec miałem napisać, kto ginie w kolejnym tomie „Harrego Pottera”, „Książe półkrwi”. Rozgłosiłem to pośród znajomych, ze złośliwą radością opędzając się od ich żądzy wiedzy i czerpiąc uciechę z niewątpliwych udręk ciekawości na jakie w swym okrucieństwie ich skazałem BUHAHAHAHAHAHAHA!!! khm, przepraszam... No więc po dogłębnym przemyśleniu tematu stwierdziłem, że o wiele zabawniej będzie tego nie pisać... Cóż to za jęk dobiega zza horyzontu?
Moja podła, nienawistna natura przeciąga się właśnie rozkosznie pod ogniem waszych nienawistnych spojrzeń. Ale spokojnie, przecież to zaledwie parę miesięcy do polskiego wydania...
A na razie Pazurek , jak każda rasowa kobieta, twierdzi że musi schudnąć. A ja jej na to , że jak jeszcze trochę schudnie to będzie trup.
I już całkowicie i definitywnie kończąc, napiszę co uświadomiłem sobie wczoraj w kinie, a co przecież wydaje się tak oczywiste. Tytuł „Wojna światów” nie jest przypadkowy. To nie my pokonaliśmy obcych najeżdców mimo naszej nauki i pychy, zniszczył ich nasz świat. Potraktował ich jak żywy organizm chorobę i usunął. Chociaż w filmie właściwie się o tym nie mówi to pozostaje przeświadczenie, że natura czy Bóg czuwa nad nami i nie pozwoli naruszyć swego porządku czy równowagi nawet wrogowi tak potężnemu i snującemu swoje plany przez miliony lat.

*

czwartek, 7 lipca 2005

Bóg to bezwzględny dyktator, który nas kocha


Awari dała mi długopis, który po naciśnięciu odpowiedniego przycisku świeci. Nadmienić tu należy, że mamy kilka żarówiastych z lekka psychodelicznych kolorów do wyboru, a także funkcję pozwalającą na ciągłą, płynną ich zmianę. Fajna rzecz, można pisać po ciemku i doprowadzać do szału sąsiadów. Ostatnio kobieta z naprzeciwko spytała mnie, co ja właściwie robię wieczorami. Uśmiechnąłem się tylko znacząco...
A propos dziwnych rzeczy, które zdarzają się człowiekowi po ciemku, w tv znowu leciał "Obcy". Uwielbiam filmy o obcym, a szczególnie tą różnorodność sposobów jego uśmiercania. W jedynce obcy został wyssany w przestrzeń, w dwójce obcy został wyssany w przestrzeń, w trójce nie został, ale nie dlatego że nie chcieli, Ripley miała gada pod sercem i nie wypuściła go do końca z matczynego uścisku. Na szczęście w czwórce nastąpił powrót do tradycji i obcego znowu wyssało, tym razem by dać upust entuzjazmowi scenarzystów, wyssało go po kawałeczku. Jak tak dalej pójdzie podróże kosmiczne staną się naprawdę niebezpieczne, bo wszechświat zapełni się zamarzniętymi truchłami obcych... No, chyba że ktoś ma dobre wycieraczki.
Jeśli mi kiedyś przypomnicie to napiszę wam jak ojciec zabrał mnie pierwszy raz na obcego. Było...hm, interesująco a konsekwencje okazały się dość długotrwałe.
Wczoraj w herbaciarni był jeden z tych dni, w których Phantom wszystkim stawia. Stawiał nam, pozostałym klientom, przypadkowym, dość zszokowanym osobom a nawet obsłudze. Najpierw stawiał lody...Khm, tego, bez żadnych podtekstów, sam zjadłem 5. W końcu nam te Big Milki zaczęły nosem wychodzić, wtedy przerzucił się na Smirnoffa Twister w wersji tropikalnej. Był przy tym głośny i nieznośny i w oczach Herbaciarza, który był co chwila wzywany głośnym krzykiem, widać było walkę chęci zysku z chęcią zabójstwa z premedytacją. Ph za to nieźle się bawił.
Zaczęliśmy się zbierać. A Phantom patrząc na nas smętnie mówi: no tak. Jak wyjdzie Pazurek to wyjdzie Kiszczak, jak wyjdą Kiszczaki to wyjdzie Avatar... A ja: I wtedy zostaniesz sam z Herbaciarzem, który cię nienawidzi...:))
Wypadając z centrum zahaczyliśmy o Madisona. Phantom zakupił tam wędzone ucho dla swojego nowego psa. Tak, rodzina Ph skombinowała nowego psa. Trochę to trwało, bo mieli szalone problemy ze znalezieniem czegoś odpowiednio przerażającego, i generującego skomplikowane okoliczności , w jakich bez wieści znikają sąsiedzi i przypadkowi emeryci. Pies nazywa się Walkiria i jest mieszanką rottwailera z czymś, osobiście uważam, że z samym Władcą Ciemności tudzież Godzillą, czy inną Hedorą.
Wieczór był leciutko zamglony, tak że na pastelowym niebie widać było tylko pociągnięte złotą nitką krawędzie chmur.
Dałem Pazurzastej do czytania "Waisera Dawidka". Jej matka zagląda do niej i pyta: Co za żydowskie książki czytasz? Zawsze bawią mnie podobne sytuacje, przecież po setkach lat asymilacji nie ma Polaka, który nie byłby Żydem.

*

wtorek, 5 lipca 2005

Zasada światła i ciemności


Depresja jest jak atak padaczki. Gdy już się skończy , jesteśmy słabi i zmęczeni. Ja spałem 13 godzin , potrzebowałem też dużo słońca i odrobiny miejskich ulic, doprawionych szczyptą samotności.
Jest za gorąco i za jasno żeby myśleć. Mam głowę pełną światła. Chodzę powoli i zatrzymuję się co chwilę by patrzeć na świat. Zadziwia mnie nieustannie głęboki błękit nieba. Szumiące cienie drzew odczuwam jak pieszczotę.
Dziś zrobiłem sobie wolne, wolne od wszystkiego.Czytałem , opalałem się, piłem i jadłem dobre rzeczy. Umyłem okno żeby było jaśniej. Posłuchałem muzyki.
Teraz idę do przyjaciół. Uśmiecham się myśląc o wieczorze, herbacie Kenja i odprowadzaniu przez zmierzch mojego wiotkiego Maleństwa. Lato wypełnia mnie po brzegi.

Nieznany gatunek poety
Odkryto w archeologicznej
Warstwie „Gdańsk”
Właśnie z błota wyciągane
Są okulary

Bury, cienki nalot sugeruje
Skórzany płaszcz
Nie stwierdzono
Żadnych publikacji

Liczne ubytki w jamie ustnej
Zgrubienia i przemieszczenia kości
Świadczą o częstych złamaniach
- Prawdopodobnie niezbyt spokojny
Tryb życia
- Szkoda, że nie da się
Obejrzeć jego blizn

Ocalała plastikowa oprawa
Taniego zegarka
Ruda papka to wszystko
Co pozostało z kluczy
- Obiekt miał gdzie wracać

Pozycja szczątków sugeruje bieg
w innym kierunku niż reszta obiektów
- Ten gatunek nie uciekał

W skupionym snopie światła latarki
Wyszczerzony , wieczny uśmiech

- W stanowisku odkryto także
Pustą butelkę

*

niedziela, 3 lipca 2005

Powiew znad rzeki


...siedze sam w herbaciarni. Moje Kochanie znowu dzisiaj zemdlalo, tym razem w kosciele, i musialo pozostac w domu. Obawiam sie , ze trzeba bedzie ja zawlec profilaktycznie do lekarza, co przepelnia mnie swego rodzaju niepokojem, poniewaz Pazurek moze nie miec na to ochoty , i zastosowac hiperskuteczna, babska metode lagodnej negacji. Trudno pokonac kogos kto radosnie przyznaje ci racje a i tak robi swoje.
Niedziela piekna i letnia jak opowiesc z dawnych czasow. Postanowilem ja sobie przeznaczyc na wykonczenie ponurej ksiazki o bakteriologiczno - nuklearnej zagladzie ludzkosci. Wlasnie dochodzilem do momentu gdy jeden z glownych bohaterow dreczony zapaleniem opon mozgowych i smiertelnym zapaleniem pluc rownoczesnie ogkrywa straszna prawde, gdy w cien , ktory sobie pracowicie odszukalem weszli Krzyski.
Pogadalismy, pokonsumowalismy na sloncu , w koncu zrobilismy runde po miescie fotografujac liczne wykopaliska.
Po uchwalwniu planu zagospodarowania miasta, wszedzie ruszyla odbudowa i na swiatlo dzienne wyszly miasta pod miastem, zarowno te zeszlowojenne jak i te sredniowieczne.
Miasto puste, jakby wszyscy polezli na plaze. Tylko stale trasy wycieczkowe sa zatloczone.Amerykanie ze statkow sa jak mrowki, chodza tylko po liniach w przewodniku. Moze to byc tez spowodowanw tym , ze jakis czas temu , chlopaki z Dolnego Miasta skroili amerykanskiego konsula i troche go przy tym sponiewierali. Teraz na amerykanskiej liscie najniebezpieczniejszych miast Gdansk jest gdzies kolo Bejrutu.
Wiekszosc miasta jest pelna wiatru i slonca. Nieliczni autochtoni rozmawiaja na progach kamienic. Starsze panie obserwuja z wystawionych w cien krzeselek.
Siedze sam w herbaciarni pijac kawe z lodami waniliowymi, z tylu rifuje Santana, nienawidze Santany. Ciesze sie spokojem, brakiem pospiechu i ogolnie tesknie za polskimi literami, ktorych miejscowy sprzet, trzeszczacy pod moimi palcami najwyrazniej nie posiada.

*

sobota, 2 lipca 2005

Zakurzenie


Wieczność - 3 blondynki na skrzyżowaniu równorzędnym.

Wiecie co powiedziałyby myszy gdyby potrafiły mówić? - Pobrać mu mózg!. Tak, byliśmy na „Autostopem przez galaktykę”. Kto nie widział hali stoczniowej w której montuje się planety , to jest dobra okazja. Wieczorem piliśmy wino i herbatę na urodzinach Herbaciarni , zagryzaliśmy ciastkami i delicjami przy świecach. Całość wieńczyliśmy truskawkami z cukrem , jeżykami i kawą z bitą śmietaną i miętą. Wyszedłem stamtąd znacznie cięższy niż przyszedłem. Gadałem z Herbaciarzem o makaroniarni i Phantomie który po całym dniu przerzucania 50 kilowych worów kartofla, w pełnym słońcu i , a jakże, arktycznym swetrze przychodzi do herbaciarni by stworzyć niepowtarzalną atmosferę. Kobiety posłuszne odwiecznym prawom bawiły się woskiem. Postaw świecę obok kobiety a napewno coś się stanie.
Ostatnio ciągle jestem wściekły, tak ogólnie i bez powodu. Jestem wściekły, z trudem powstrzymuję się od ataku na cokolwiek i na to powstrzymywanie się też jestem wściekły. Najchętniej bym coś zniszczył, najchętniej wszystko dookoła. A potem gdy już bym się zmęczył, usiadłbym na tej dymiącej kupie gruzu , odetchnąłbym i zaczął znowu wszystko od początku. Cywilizacja jest straszna dla mężczyzn. Otacza jak szklany kokon. Rozerwanie jej , rozbicie nie jest problemem, tylko , że przy tym potłucze się tyle rzeczy i ludzi, a my przecież staramy się być tacy odpowiedzialni.
Tłumię złość, czuję jak kotłuje się gdzieś we mnie, napięta i gotowa do ataku. W domu ćwiczę do bólu , aż pot zaleje oczy a mięśnie palą jak rozgrzane żelazo. Jutro cały dzień domowej roboty. Będę robił jak najwięcej , żeby nie myśleć i pożądnie się zmęczyć. Wiele trzeba zrobić by odebrać ZŁOści pożywkę . Nocami kładę się i nim pomyślę zapadam się w sen jak w studnię.

Północ
Pełnia księżyca
W tym świetle krew jest czarna
Jak noc
Czuję jej smak
Na rozciętej wardze
Patrzę jak czarna kropla
Spływa wolno po twoim policzku
Szykuję się do pocałunku
Bojąc się trochę siebie
Nieforemności i ciężaru
Delikatnie dotykam cię opuszkiem palca

Czemu Bóg oblekł miłość w fizykę?
Może właśnie po to
By było trudniej
Powinna wymagać skupienia
Koncentracji...

Z wysiłkiem wydźwigamy się ku gwiazdom
Rwąc lepkie pęta grawitacji

Nie szanujemy niczego
Co przychodzi łatwo

*