wtorek, 19 kwietnia 2005

Ogłoszenia drobne


Opowieść o dniu dzisiejszym jest w kolorze nasyconej żółci, pachnącego cynobru, ugru czerwonego, szarości prawie niebieskiej wiatrem gładzonej i błękitu zamykającego wszystko od góry. Niebo opierało się na niedzielnej ciszy i szczytach kamienic, a Sławek stał w wiecznej strefie cienia na Mariackiej , sprzedawał drzewka szczęścia i znów prosił bym napisał, że ma kundelkowate szczeniaki do rozdania. Gdziekolwiek na terenie województwa , sam dowiezie. Ja odparłem , że nie wiem czy dopasuję to do klimatu kolejnej notki , nadal nie wiem. Resztę pozostawiliśmy losowi. Acha , z waszej perspektywy dziś było przedwczoraj.
Jutro, naprawdę jutro o 18 w Herbaciarni wiersze rozczytają Lennonka i Boros. Wyjebisty zestaw duchowej piromanii pośród zapachu herbaty. Jeśli ktoś chce trafić, niech odnajdzie kościół Św. Mikołaja , stanie plecami do głównego wejścia i patrząc ponad schodkami i wzdłuż ścian kamienic , zobaczy herbaciany szyld. Jeśli ktoś ma ochotę postawić mi cynamonowe ciasteczka , to będę tam siedział nad parującą filiżanką „Róży Królowej Zofii”.
Wiecie, czasem mam wrażenie , że człowiek gra we własnym życiu niewielki epizod. Różnorodność i skala scenografii, głębia bądź płycizny kreacji rozlicznych aktorów , stanowią widowisko tyleż fascynujące co przytłaczające. Aż chciałoby się na moment zatrzymać i zapatrzeć na śmierć. Ale sufler w głębi czaszki szeleści przekładaną kartką i mówi: A teraz napiszesz o ...
...Void mści się na mnie jak rozgniewane dziecko . Gniecie i drze starą zabawkę. Nie ma niczego okrutniejszego od dziecka i nic bardziej trywialnego niż ból zabawki. Dzieci lubią niszczyć rzeczy i dręczyć zwierzęta, bo o tyle je przewyższają, że mogą je sprowadzać do poziomu cierpiących przedmiotów.
Awari cieszy się z książki i mówi do mnie z komórki w tramwaju. Lenn zaciążyła i lekarz zabronił jej się przeciągać . Zwierz wycofał się spod ośnieżonych szczytów naszej kampanii RPG. Pisze pracę doktorską z fizyki i łyka tabletki. Jadący ze mną Kłoso wątpi w sens a Dan znowu chce pożyczać. Moja matka od harleqinów woła mnie właśnie po raz piętnasty... wszyscy mnie kochają.
Chodzę z Pazurkowatą coraz głębiej w las. Dużo rozmawiamy i całujemy się na rozstajach dróg , pośród tańczących słonecznych plam i chrząkających znacząco rowerzystów. Czas płynie a opowieść ciągle trwa. Ostatnio boli bardziej niż zwykle , ale nie zostawia blizn. Zimny wiatr wieje z zachodu a niebo jest bezchmurne i tak bezlitośnie błękitne.

niedziela, 17 kwietnia 2005

Uporczywość wiatru


Jestem uprzejmy i pewny siebie
Jestem powściągliwy i nie obgaduję ludzi
Mówię wyraźnie, nie chce mi się jeść
Lubią mnie pieniądze
Szybko się uczę niczego nie odkładam
Jestem interesujący i nie myślę o sobie
Mam coraz lepszą pamięć
Jestem konsekwentny
Lubię występy publiczne , strach ładuje mnie energią
Wszystko przychodzi mi łatwo
Jestem elegancki i opanowany
Jestem drapieżnikiem wśród ludzi

Nic mnie nie powstrzyma! Nic!!!

Tak wygląda moja codzienna afirmacja. Lista osiągalnych celów, kształt jaki chcę nadać swojej duszy i myśli. Afirmacja i modlitwa to rzeczy nabyte. Obce formy , które narzucam sobie , dyscyplinując mój rozrzucony na wszystkie strony umysł. Z tej listy spokojnie można odczytać listę moich wad. Jestem ich jednak świadomy, jestem świadomy siebie, walczę, pracuję nad sobą i niczego nie zakładam.
Spadł deszcz. Przez słuchawki płynie Depeche Mode, po czaszce odbija się jeszcze echo Apocaliptica & Sandra Nasic. Powietrze jest chłodne i pachnie świeżością . Pół soboty sprzątania za mną , zmyłem pot i stoję teraz na balkonie w samych spodniach, otulony chłodnym powiewem mam gęsią skórkę. Patrzę na krople wysychające na mojej skórze. Myślę o trawie , którą wczoraj wysiałem wokół domu. Ten deszcz przyszedł jak zbawienia, szeleszczące błogosławieństwo . Da moc nasionom , które wbił w grunt uprzedzając głodne ptaki.
W okolicach Stegny policja dorwała podpalacza, który konsekwentnie , co tydzień , puszczał z dymem jakiś domek letniskowy czy inny pilśniowy wykwit. Na pytanie „dlaczego”, stwierdził że ze względów estetycznych. Niszczył to co było brzydkie, banalne i nie pasujące do okoliczności przyrody. Nie uwierzyli mu. A przecież nie ma lepszego powodu. Zmiana to wieczne niszczenie i tworzenie, rozwój to zastępowanie gorszego lepszym. Ja sam przecież wielokrotnie myślałem o wysadzeniu w powietrze krzyża na Górze Gradowej, zaminowaniu bloków wzdłuż Motławy , na Łąkowej czy Biskupiej Górce, bo oszpecają moje miasto. To tylko usunięcie błędów, które przy życiu podtrzymuje inercja i ekonomia. Nigdy nie zauważyliście , że najwięcej grafitti jest na brzydkich domach? Ludzie podświadomie nienawidzą brzydoty, próbują naruszyć ją w jakiś sposób. Istnieje w nas potrzeba ochrony tego co ładne. To dobra idea aby się jej poświęcić, jak ten „Architekt” w starym komiksie Marvela, który wyburzał nowoczesną zabudowę Gotham , by przywrócić miastu duszę. To wiara tworzy rzeczywistość. Można zmienić wszystko jeśli uwierzy się w to wystarczająco mocno.

czwartek, 14 kwietnia 2005

Pooddychać niebem


Po mieście łażą ludzie z niewidzialnymi psami. Mają takie sztywne smycze z obrożą na końcu. Wszelkie pytania kwitują uśmiechem i słowami: a co? Nie widać?
Znowu nie spałem. Świt zaskoczył mnie nagle oczywistością słonecznego blasku i bólem głowy. Zaraz potem słońce połknęły chmury, a ja zostałem sam w kuchni oparty p kuchenkę i bojąc się wypić kawę. Mój żołądek zaś mróczał sobie cicho a zachęcająco, "No spróbój tylko. Takiej eksplozji jeszcze nie widziałeś".
Ostatnio przeczytałem hurtem 30 "Wysokich obcasów" pod rząd, i dziś przez cały dzień na zmęczenie nakładało mi się schizofremiczne przekonanie, że otacza mnie międzynarodowy, feministyczny spisek. Tak to jest jak się naczyta pani Dunin, potem człowiek myśli: Dlaczego one są wszędzie i tak dziwnioe patrzą...
Lubię "Wysokie obcasy" i "Przekrój". Szybka publicystyka , lekki taniec tuż ponad śliską powierzchnią bruku i zdjącia. Nie znam polskiej gazety w której dawaliby ciekawsze zdjęcia.
Niedługo po południu objawiłem się w Realu, by uszczuplić zapas herbaty uciskanej przez system Awari. Miałem okazję zaobserwować zabawy tubylców mające bezpośredni związek z rażącym prądem długopisem. Na szczęście zarówno ja,jak i Awari, wykazaliśmy się paranaoją prawdziwych graczy RPG i ustojstwa palcem nie tkneliśmy. Za to gnani ciekawością poszliśmy popatrzeć prąd wali laskę z działu kosmetycznego.
W domu Awari kot spowijał mnie tradycyjnie po czym zwinął się w kulkę. A jego właścicielka obrzarła się czymś co w dużej mierze składało się z czosnku.Jej oddech marszczył dywan , jak łan zboża i zwijał fieranki niczym zeschłe liście. Podołowałem się chwilę moim wynikiem w konkursie na najlepszy blog . po czym ruszyliśmy ku centrum.
Mijając w pędzie Wielki Młyn pozdrowiliśmy polującą Gaję. Facet wyglądał już cokolwiek maślano i był najwyrażniej zupełnie nieświadom niebezpieczeństwa. Gaja dysponuje jednym z najwspanialszych kobiecych ciał po tej stronie wyobrażni, a poza tym lubi manipulować ludżmi i wierzy w ekologię. Wierzy jakby zupełnie nie zdawała sobie sprawy , że Matka Natura to gigantyczne bydle , które wolno reaguje na bodźce. Pewnego dia sama poczuje że coś łazi jej po grzbiecie...i podrapie się...
W herbaciarni Void epatowała skórzaną spódniczką i uszpilkowanymi nogami , sięgającymi od ziemi do samego raju. Avatar mruczała znacząco i eksterminowała cukier z kolejnych cukieniczek a Tau pokazała exlibris z zębami. Na koniec przyszedł Sławek i opowiedział jak to jego psica obrodziła szczeniaczkami: ...wiesz jaki dżwięk wydaje z siebie 11 szczeniąt pośród nocnej ciszy? Wystarczy powiedzieć , że rozwiązałem problem dopiero nad ranem , za pomocą stopterów z chleba... Wychodząc stwierdził: Siedzę tu z wami , wszyscy ponurzy,a japończycy przejmują kontrolę nad moim mózgiem...Popatrzyłem na niego z lekkim wytrzeszczem, wciąż jeszcze zastanawiając się czy nie zaksztusić się herbatą , a on dodał: wkrótce zacznie się nowy dzień , muszę wrócić do domu i założyć chełm...Tiiaaa
Wracając patrzyłem z tramwaju przez mrok na pomnik 3krzyży przy stoczni. Z samego założenia krzyże wyglądają jakby przebiły się na zewnątrz z głębi ziemi i wystrzeliły w niebo. Teraz papieskie świece płoną pośród spękanych, wypiętrzonych płyt u ich podnórza i wyglądają jak lawa wylewająca się na plac.

wtorek, 12 kwietnia 2005

Widzisz to na co patrzysz


Słoneczne plamy płyną po leśnym poszyciu, raz w jedną raz drugą stronę. Wiatr z ciepłego staje się zimny , lasy Niedżwiednika szumią i skrzypią, niosą nas przez czas, niczym okręt o tysiącu iglastych masztów.
Las pokrywa morenowe wzgórza pocięte ścieżkami i wpół zasypanymi okopami. Miasto wgryza się w doliny, schodząc z góry można zajrzeć w najwyższe okno bloku. Tu na 40 metrach w poziomie możesz pokonać 80 w dół lub w górę. Ścieżką szła kobieta z psem a my obserwowaliśmy pasącą się nieopodal sarnę. Jeżeli jest gdzieś kraina czarów to zaczyna się właśnie tutaj.
Pazurkowata dobiera mi się do szyi, ja badam jej brzuch i przyległości, ujmuję w ciepłe dłonie przemarznięte nereczki. Kobiety zawsze mają zimne palce i nie wahają się ich użyć. Zasiedliliśmy powalony pień i ogólnie zajęci sobą wydawaliśmy z siebie różne niesamowite dźwięki strasząc spacerujące z wózkami matki.
Ostatnio jestem ciągle zmęczony. Kryzys finansowy, który wygenerował mi zimą Phantom nie chce się skończyć. To jak jakaś klątwa , teoretycznie wszystko działa, silnik wyje na wysokich obrotach i żre paliwo, ale nic nie idzie w koła i ciągle stoję w miejscu. Do tego wyczerpuje mnie okrutnie lawirowanie pomiędzy znajomymi. Wszyscy mają coś do wszystkich, i plotą swoje sieci zdrady i lojalności, a ja chcąc być w porządku wobec wszystkich muszę uchylać się ciągle przed ich lepkimi nićmi.
W nocy przeczytałem kolejnego Dicka , tym razem stworzył spójny system teologiczny oparty o istniejące religie, w którym istnienie Boga nie jest założeniem , ale faktem...Bóg nie jest niczym nadnaturalnym . Stanowi pierwszy i zarazem najbardziej naturalny sposób zaistnienia czegokolwiek...I w ten właśnie sposób znowu docieram do Boga. Ostatnio jest wszędzie . Gdziekolwiek zaniosą mnie ścieżki on już tam jest. Siedzi na przydrożnym kamieniu i uśmiecha się znacząco. Zawsze się tak uśmiecha gdy coś knuje. Jak to kiedyś napisał Lec: Nie pytaj Boga o drogę do nieba, wskaże ci najtrudniejszą.
Media skrzeczą , że kibole nie uszanowali „pojednania”. Sam nie wiem co było głupsze: ta tragikomedia z małpoludami , którzy spoglądali sobie w te rozrzewnione , kaprawe ślepia i wiązali szaliki, czy wiara mediów w realność jakichkolwiek ich deklaracji. Nie można oczekiwać dotrzymywania zobowiązań od pierwotniaków , dysponujących zaledwie jedną komórką , i to do tego Nokii a nie mózgową. Zwierzęta nie znają honoru a każdy wart jest tyle ile warte jest jego słowo.

Wiersz o skurwielu

Skurwiel nie wyróżnia się niczym
jest zwykłym człowiekiem
(tak przynajmniej twierdzi)
w sobotnie wieczory obala z kolegami żyto lub bełty
potem razem wychodzą na ulicę
szukają spóźnionych przechodniów
fajnie jest zajebać komuś bez powodu
najbardziej jednak skurwiel lubi imprezy z niezłymi dupami
pierdoli szybko z wprawą
najlepiej bez prezerwatywy
później po niedzielnej mszy opowiada
jak doprowadził dziewczynę do orgazmu na parapecie
z odpowiednią częstotliwością rzuca kurwami
podkreśla to prawdziwość wypowiedzi
skurwiel nie rozmawia z tymi
którzy zbyt dużo myślą
no bo o czym rozmawiać z pojebanymi
skurwiel zna się na życiu
i jest z tego dumny

(Wojciech Boros)

niedziela, 10 kwietnia 2005

O mather father!


Miało być krótko. Nie dało rady. Ostatnio pełen jestem myśli, płyną przeze mnie, łączą się splatają w łańcuchy, tworzą jakieś nowe kody. Usiadłem dziś o 3 nad ranem z twardym postanowieniem, że będzie krótko i zabawnie, wszak żyjemy w czasach obrazków. Nie wyszło, przepraszam.
Człowiek jest jedną z form z pomocą których organizuje się wszechświat. Chaos wywołuje w nas potrzebę porządku, narzucenie porządku wywołuje eskalację chaosu. Tak doskonali w swojej niedoskonałości , tańczymy na ostrzu noża pośród bezbrzeżnej pustki. Kruche formy białkowe, wędrujące plamy mięsa, krótkie , elektryczne spięcia, które są w wstanie gasić słońca i tworzyć nowe z niczego.
Większość ludzi nie rozumie tego czym jest . Wszystko jest dla nich zwykłe, żyją z przyzwyczajenia. Po krótkim okresie rozwoju odrzucają naukę i zaczynają żyć automatycznie. Naprawdę ludźmi są tylko momentami .
Żaden człowiek nie uświadomi sobie jak użyteczne są ludzkie dłonie, dopóki nie zobaczy konia usiłującego podnieść coś kopytami. Jakże skomplikowanego procesu ewolucyjnego wymagało stworzenie umysłu , który potrafi wyobrazić sobie liczbę Pi, albo wzór na pole trójkąta.
...kula z suchym trzaskiem przebiła skórę i kości. Rozerwała mózg i wyszła z drugiej strony. Nadal stoję. Niedoszły zabójca z przerażeniem obserwuje jak tkanki regenerują się. Twarz omiata mu powiew wiatru , gdy atomy pędzą w niepojętym nakazie odbudowy zatraconego wzorca. Wkrótce w cieniu zaułka stoję już kompletny, a w oczach tańczy mi migotliwa, błękitna
błękitna poświata. Zabójca cofa się widząc jak wydłużające się zęby rozrywają mi policzki a szczęka wysuwa się do przodu tworząc potworne ociekające śliną paszczęki.Skóra na palcach pęka i obłazi do tyłu ujawniając metalicznie błyszczące szpony. Daję krok do przodu, nadchodzi czas konsumpcji...
...budzisz się w ciemnościach nocy i czujesz , że pod twoją kołderką w misie coś biega ci po brzuchu, udach , piersiach. Przerażenie odbiera ci dech. Unosisz kant kołderki i patrzysz w mrok. Z ciemności spogląda na ciebie mnóstwo małych , wygłodniałych oczek. „Kto tam?” pytasz i słyszysz chórek cienkich , zgrzytliwych głosików , który odpowiada:To my, wyrzuty sumienia.
Dokładny opis czegokolwiek jest dokładnie tym czymś. To dlatego Bóg nie interweniuje. Każda interwencja Boga sprawiałaby , że świat stawałby się doskonalszy. Doskonalszy w nienaturalny sposób. Aż pewnego dnia stałby się doskonały , czyli stałby się bogiem.
Nie sądzę by nasz Stwórca chciał się po prostu dublować. Stworzył wszechświat z pewnymi ogólnymi założeniami , ale dalej pozwala mu się rozwijać samodzielnie. Tak jak my , przekazujemy naszym dzieciom jakąś ogólną pulę naszych genów , ale wyrosnąć z nich może wszystko. Może ten wszechświat to dziecko Boga, zbiór komórek, płód który rozrasta się z prędkością światła w każdym możliwym kierunku. Z każdym rokiem, minutą , sekundą coraz bardziej wszystko organizujemy, rozwijamy się , przyrastamy, aż osiągniemy tę chwilę, w której wszystko się połączy i nadejdzie czas narodzin.
Wszystko ma swój czas i miejsce. Wierzę w to , wierzę w sens. Wierzę że ludzie w gruncie rzeczy są rozsądni. Wierzę , że to wszystko dobrze się skończy.

czwartek, 7 kwietnia 2005

Prędzej czy później zrobię wszystko.


Ostatnio żyję w oparach absurdu. Wszystko się odrealniło. Śmierć papieża wprowadziła Polskę w dziwny stan umysłu. Wszystko się wyostrzyło, uwierzyliśmy w skrajności. Na uniwerku doczepili się do dziewczyn, które przyszły w różowych bluzkach. Ja wędrowałem za Lenn i Void snującymi ciążowe tematy , wędrowałem z jakimś przygodnym pijaczkiem, Który pojawił się znikąd i przypadkiem. Szliśmy ulicą i pokrzykiwaliśy, że "kochaliśmy papieża". To że pokrzykiwaliśmy to razem było to dziwnie krzepiące.
Kraj jest w stanie histerii, ale w sumie czy to żle? Coś takiego zdarza się raz na życie. Drugiego papieża już mieć nie będziemy. Jeśli wybiorą murzyna to Polacy następnym razem nawet flag papieskich nie wywieszą. Już nawet nie wspominając , że jeśli wybiorą to spełni się Nostradamus i Sybilla i po 27 letniej wojnie nie będzie więcej papiestwa, za to Polska będzie od morza do morza. Osobiście mam nadzieję , że będzie to morze Atlantyckie do Spokojnego , a nie morze pyłu do morza popiołu.
Nieważne że media urządziły sobie szopkę, a wszystko jest przesadzone i pachnie odpustem, ważne jest , że po raz pierwszy od wielu lat jesteśmy razem. Myślimy podobnie, podobnie czujemy. Czujemy że jesteśmy razem.
Wszyscy wyrażają wielkie zdziwienia, że tak mocno zadziałało to na młodych ludzi. A przecież my jesteśmy złaknieni dziejowych zdarzeń. Chcemy mieć wreszcie własną historię. Jak to napisała kiedyś Masłowska,w słynnym artykule o pokoleniu "nic" : chcemy nowej wojny. Czegoś co wygoni nas z domów i zjednoczy na ulicach. Chcemy własnej walki, czegoś co zmusi nas do wspólnego krzyku, albo do wspólnego milczenia.
Wokół wszystko faluje. Przeczytałem "Buszującego w zbożu", spłynął po mnie bez śladu. Może zbyt długo na niego czekałem. Przeczytałem "Wracać wciąż do domu" LeGuin, zaskoczyła mnie pisząc po indiańsku. Koło strzelnicy Ktoś robił płukanki. Już tłumaczę: bierze się pompę z wężem , zbiornik wody i wymywa pod ciśnieniem dziurę w piaszczystym gruncie. Piasek rozlewa się na powierzchni. To prosta, szybka i mordercza dla środowiska metoda wydobywania bursztynu. Las jest podziurawiony jak rzeszoto, a wyschnięty , drobny piach tworzy twardą jak cement warstwę. Znalazłem w nim muszle, zupełnie zwyczajne, tyle że 2 kilometry od brzegu. Sądząc po czasie z jakim Twierdza Wisłoujście przesuwa się w głąb lądu, ślimaki, które zostawiły te muszle umarły jeszcze przed założeniem państwa polskiego.
A tak poza tym ginekolog powiedział Aube , że powinna sobie znależć drugiego kochanka, ja pokaleczyłem się przylepką od chleba, a Pazurkowata odkryła nowy sport , polegający na całowaniu mnie w szyję , na co ja oczywiście mruczę. Byliśmy wczoraj na czuwaniu w tym samym kościele , w którym chrzczono Grassa i Marzana i w którym mały Oskar nałożył żeźbionemu Jezusowi na szyję blaszany bębenek. Było naprawdę fajnie. Mnustwo ludzi, nagrany głos Jana Pawła, śpiew i wstrząsające podłogą dudnienie pociągów , tuż za drzwiami. Gdy wracaliśmy przez rozświetlony Wrzeszcz z płotu zeskoczył jakiś typ i nas uściskał.

Wychodzę z tramwaju. Przenikam przez żółte kręgi światła ulicznych latarni. Słyszę człapanie, patrzę kątem , a tu obok idzie Troll. Nagle mówi.
-Piłeś...
Ja- Nie
-Na pewno piłeś
-Byłem z kobietą w kościele
-I co robiliście?
-Ja ją obejmowałem a ona śpiewała
-Rozumiem, taki fetysz...

Noc pochłania wszystkie głosy.

wtorek, 5 kwietnia 2005

Życie to sen


To nie miało być tak. Nie miałem pisać o papieżu, nie tego chciałem . Wszyscy piszą o papieżu , papieża emituje każda stacja tv i każdy kanał radiowy odtwarza jego głos. W ten sposób można wiele zniszczyć. Już się słyszy o kulcie jednostki i ściganiu nieprawomyślnych , którzy nie żałują „tak jak my” i nie naklejają papieża w oknie.
Nie miałem o tym pisać, czuję do tego głęboką niechęć, czuję też jednak że w pewien sposób jest to mój obowiązek, bo jeśli już zdecydowałem się na pisanie o sobie, jeśli już zdecydowałem się utrwalać na piśmie moje życie , myśli i uczucia , to wręcz zdradą wobec samego siebie jak i was byłoby pominięcie tak ważnego w tym życiu momentu. Nie będzie to jednak ładna, zredagowana notka. Dziś dostaniecie surowy ciąg myśli, a jeśli się wam nie spodoba to kij wam w oko.
Według religii świat to matrix. Sztuczny twór, stworzony po to by ludzie mogli się w nim rodzić i przepoczwarzać. Gdy są gotowi, gdy się spełniają , ruszają dalej. Jak to powiedział któryś z biskupów, z tymczasowości w wieczność. Czym więcej przeżyjemy , zobaczymy i odczujemy , tym stajemy się doskonalsi i lepiej przygotowani do prawdziwego życia. wielu ludzi nie rozumiało czemu papież się tak męczy, czemu cierpi, czemu nie ustępuje, by umrzeć gdzieś w spokoju. Odpowiedź jest prosta: bo chciał. Gdyby zrezygnował zaprzeczyłby sobie, całemu swemu życiu i wszystkiemu w co wierzył, a przecież każdy z nas ma coś za co gotów byłby umrzeć. Dzięki wierze Jan Paweł II wiedział , że to nie jest żaden koniec, to dopiero wstęp.
Jakieś 2 lata temu zszokowałem sam siebie uświadamiając sobie jak integralną częścią naszej rzeczywistości jest papież Polak. Dla mnie on istniał zawsze. Dla mnie nigdy nie było świata bez niego. To że papież jest Polakiem brało się za pewnik , a przecież to absolutny ewenement i historyczny wyjątek, tak jak i to że papież pokazywał się w telewizji, czy że podróżował po świecie. Myślę że to nie tylko ja , można tu już chyba mówić o całych pokoleniach...
Ostatnio umarło wielu ludzi, bohaterów pewnej epoki: Herbert, Ciechowski, Niemen, Miłosz, Kuroń, Beksiński i wielu innych. Świat staje się inny na naszych oczach. Nadchodzi zmiana czasu.
Żal po czyjejś śmierci jest egoistyczny. Ja cieszę się że papież umarł. Cieszę się, że naprawdę przeżył swoje życie, że zmienił świat i przeszedł wszystkie próby. Cieszę się że umarł godnie, a jego śmierć była przykładem równie wielkim jak jego życie. Cieszę się ze wszystkiego co swoim życiem i śmiercią udowodnił.
W całym mieście rozdzwoniły się dzwony , obcy ludzie obejmowali się i płakali wspólnie na placach i ulicach, w oknach zapłonęły świece... Zawsze powtarzałem , że Bóg ma specyficzne poczucie humoru i niesamowite poczucie czasu. Tego Prima Aprilis raczej długo nie zapomnimy .