Mam ci zaszyć te wszystkie dziurki?
To się nie zmieścisz w te wszystkie
koszulki. Te dziurki nie powstały bez
powodu...
(Pazurek)
Miało być o ostatnim Hobbicie. Przyznam, że z upływem czasu coraz mniej chce mi się o nim myśleć, choć trzeba przyznać, że już dawno nie widziałem czegoś równie chaotycznego i wymęczonego niczym fretka w sokowirówce. Jackson upojony najwyraźniej skalą sukcesu doszedł do wniosku, że nie potrzeba mu jasnej linii narracyjnej czy choćby krztyny sensu czy konsekwencji, film składa się z paru filmów na raz, ni to romans, ni to akcja, ni to patetyczna elegia, w efekcie człowiek nie ma właściwie pojęcia co powinien czuć, czuje więc jedynie irytacje. Nie dziwi więc że Christopher Tolkien odmówił sprzedaży dalszych praw autorskich i dzięki Najwyższemu bo strach pomyśleć co stałoby się z Silmarillionem, pewnie jeszcze nasze wnuki oglądałyby kolejne części zastanawiając się: O co kurwa chodzi...
Krasnale na haju, kozy znikąd, białowłosy gej na jeleniu, który spłodził równie gejowatego synalka zapewne po ciemku myląc dziurki, i orły... ja pierdziele, zawsze gdy scenarzyści tego pokrzywionego molocha zapędzają się w kozi róg to pojawiają się orły, chyba jako parafraza US Air Force, i z dumnym skrzekiem normalizują sytuację, przywracają równowagę sił czy jakie inne chujostwo robią takie wielkie, zmutowane bydlaki.
I tyle, spuśćmy na to zasłonę żenady i zapomnienia .
Za oknem właśnie sypie się anielskie guano, na pierwszą będę musiał doczołgać się na 3żagle i przerzucić je za płot sąsiadom. Może to i dobrze, bo z braku zimy mieliśmy ostatnio coraz bardziej zabgrejdowane prace jesienne, czyli akcje typu: Desant w piekle - Wylądujecie nieopodal Hekatomby i umyjecie posadzki z czaszek od Tartaru do Gehenny. Tylko dokładnie coby lawa równo spływała....
Ostatni ścinaliśmy bluszczyk, który w błogim zapamiętaniu zarósł część parkingów. Samochody stały na dywanie z liści. Była tego taka masa, że nie dało się tego pakować do worków. Zwinęliśmy więc to jak dywan. Zamiatam i słyszę nagle zza pleców: Ech, szur, szur, ech, szur, szur. Odwracam się a tu Radosny ciągnie ten splątany megakokon w kierunku odległej linii horyzontu i wiaty śmietnikowej. Wyglądało jakby tachał wielkiego potwora złapanego w sieci.
No i na koniec straszliwa opowieść egzystencjonalna z życia Krebsa, w sumie takie historie przydarzają mu się dość często, dzięki czemu można go traktować jako niewyczerpany rezerwuar niesmacznych acz osobliwie zabawnych historyjek do piwa. No więc dziewczyna o której Krepsidło marzyło od podstawówki wyekspediowało swojego niedopasowanego kolesia za próg, nie obyło się niestety bez kwasów i przykrych słów. Tak się złożyło, że nasz książę przyjechał akurat do niej zza morza i dowiedział się o całym zdarzeniu, a trzeba wam wiedzieć, że Kreps to stworzenie w gruncie rzeczy proste i w swoim gniewie bezpośrednie, żeby nie powiedzieć entuzjastyczne. Będąc więc w rzeczonej w łazience wziął szczoteczkę do zębów typa i jak w pewnym znanym, polskim filmie zapoznał ją bliżej ze swoim produktem przemiany materii. Siedzieliśmy wszyscy potem przy piwie, całymi zdarzeniem niezwykle rozbawiani do chwili gdy padło nieuniknione pytanie: ale właściwie, której szczoteczki użyłeś...
...Tiaaaa, fuck jeah! A potem już były tylko telefony do dzieci typu wyrzuć szczoteczki, o nic nie pytaj...
Dobra, dzwoni praca, jadę na Syberię.
*
wtorek, 20 stycznia 2015
czwartek, 8 stycznia 2015
Papka tygodnia
Gandalf the Grey...już wiem
co on robi po godzinach.
(Szponiasta)
Piąta rano smakuje solą i wilgocią. Prostytutki wracają do domu dropiąc obcasami po lodzie, uśmiechają się gdy wychodzę z ciemności nonszalanckim ruchem ścieląc im białe kryształki pod nogami. Miasto wokół oddaje się bezwstydnie ostatnim minutom nocy. Sól wypala nowe zmarszczki w kącikach oczu. Nadchodzi świt.
Po ostatnim odśnieżaniu udało mi się ustawić robocze spodnie na nogawkach w kącie przedpokoju. Bałem się że się połamią... Śmieliśmy się z szanowną małżonką, że do ekstremalnych warunków należy używać ekstremalnych środków, choć zapewne miejscowi mieszkańcy mogą nie okazać zrozumienia na widok kolesia w kombinezonie od biohazardu, który ciężko oddychając przez filtry maski rozściela im przed domem biały proszek.
W czasie ostatniego zamachu zimy na mą godność osobistą - kończę dzień z szuflą przyrośniętą do rąk, a tu idzie matka ciągnąc sanki z opatulonym dzieckiem. Docierają na krawędź wydrapanej do imentu kostki brukowej i kobieta mówi: Musisz wstać, bo dalej nie ma już śniegu. A dziecko zrozpaczonym głosem: Nie ma śniegu? Gdzie jest?- Tu patrzy na mnie - Ten pan zabrał śnieg?
Po opadzie na podwórkach wyroiła się dzieciarnia, jakby wyczuwając jak krótka będzie to radość. Na wszystkich płaskich powierzchniach stanęły bałwany, milcząca, biała armia patrząca beznamiętnie przez związki węgla na związki węgla. Myśląc zimno: I ty kiedyś wyschniesz i skruszysz się, zmienisz się w torf, zmienisz się w miał, a twe sczerniałe serce jakieś nieprawdopodobne dziecko przyszłości złamie na pół i wciśnie w twarz nie mniej nieprawdopodobnego bałwana ulepionego z zamarzniętego amoniaku.
Gdy nadeszła odwilż poszarzałe zwłoki dziesiątek bałwanów leżało potem dogorywając pośród zielonej trawy i psich kup. W świetle księżyca wyglądało to jak upiorne, ostatnie pole bitwy Królowej Śniegów.
Na sylwestra zgodnie ze wskazaniem kalendarzyka rozpoczęliśmy pośród świec, kawioru i atłasowej, czerwonej pościeli proces połączenia i emisji w daleką przyszłość naszych genów. O północy patrzeliśmy jak zatoka pogrąża się w kręgu ognia. Gdzieś za Orłowem entuzjastycznie ostrzeliwały niebo leśne osiedla, tak że z naszej perspektywy było widać tylko szczyty eksplozji barwiące lasy na zboczach wzgórz, wyglądało to jak scena z Wojny Światów, gdy zza wzgórza wychodzą tripody.
Podobno w WhiteTown nie odpalono oficjalnych fajerwerków, bo na parę minut przed północą jakiś polak - katolik zadzwonił, że kolesie od fajerwerków nie mają uprawnień. Jak to powiedział Piłsudski: Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.
Nowy rok pod nową pełnią, kiedyś pod takim właśnie księżycem, w białym kręgu, pośrodku brzeźnieńskiego parku odprawiałem magiczny obrzęd, gdy okres znajomej panny spóźniał się około półtorej miesiąca. Ach młodość.dzika i swawolna. Teraz porwałem żonę z bezpiecznego kręgu elektrycznego światła i przez dziki wiatr szlifujący piaski plaży patrzyliśmy na świetlistą koronkę miast ponad czarnymi wodami zatoki. Wskoczyliśmy z murku we własne księżycowe cienie i szliśmy pośród niesamowitej kurzawy sięgającej nam do kolan, depcząc nagle obnażone stare muszle i poczerniałe monety.
Wspólnymi siłami powiesiliśmy też nowy kalendarz, to pierwszy w moim lokum, od dziesięciu lat kalendarz w którym nie ma żadnych gołych cycków. Chociaż może jeszcze dokładnie sprawdzę, a nóż widelec jakiś się uchował...
I tyle na dzisiaj, następnym razem opowiem wam co Kreps zrobił szczoteczce i co myślę o ostatniej części Hobbita.
Legenda mówi, że jeśli nie możesz
spać w nocy to znaczy, że przebywasz
w czyimś śnie
(sieć)
*
co on robi po godzinach.
(Szponiasta)
Piąta rano smakuje solą i wilgocią. Prostytutki wracają do domu dropiąc obcasami po lodzie, uśmiechają się gdy wychodzę z ciemności nonszalanckim ruchem ścieląc im białe kryształki pod nogami. Miasto wokół oddaje się bezwstydnie ostatnim minutom nocy. Sól wypala nowe zmarszczki w kącikach oczu. Nadchodzi świt.
Po ostatnim odśnieżaniu udało mi się ustawić robocze spodnie na nogawkach w kącie przedpokoju. Bałem się że się połamią... Śmieliśmy się z szanowną małżonką, że do ekstremalnych warunków należy używać ekstremalnych środków, choć zapewne miejscowi mieszkańcy mogą nie okazać zrozumienia na widok kolesia w kombinezonie od biohazardu, który ciężko oddychając przez filtry maski rozściela im przed domem biały proszek.
W czasie ostatniego zamachu zimy na mą godność osobistą - kończę dzień z szuflą przyrośniętą do rąk, a tu idzie matka ciągnąc sanki z opatulonym dzieckiem. Docierają na krawędź wydrapanej do imentu kostki brukowej i kobieta mówi: Musisz wstać, bo dalej nie ma już śniegu. A dziecko zrozpaczonym głosem: Nie ma śniegu? Gdzie jest?- Tu patrzy na mnie - Ten pan zabrał śnieg?
Po opadzie na podwórkach wyroiła się dzieciarnia, jakby wyczuwając jak krótka będzie to radość. Na wszystkich płaskich powierzchniach stanęły bałwany, milcząca, biała armia patrząca beznamiętnie przez związki węgla na związki węgla. Myśląc zimno: I ty kiedyś wyschniesz i skruszysz się, zmienisz się w torf, zmienisz się w miał, a twe sczerniałe serce jakieś nieprawdopodobne dziecko przyszłości złamie na pół i wciśnie w twarz nie mniej nieprawdopodobnego bałwana ulepionego z zamarzniętego amoniaku.
Gdy nadeszła odwilż poszarzałe zwłoki dziesiątek bałwanów leżało potem dogorywając pośród zielonej trawy i psich kup. W świetle księżyca wyglądało to jak upiorne, ostatnie pole bitwy Królowej Śniegów.
Na sylwestra zgodnie ze wskazaniem kalendarzyka rozpoczęliśmy pośród świec, kawioru i atłasowej, czerwonej pościeli proces połączenia i emisji w daleką przyszłość naszych genów. O północy patrzeliśmy jak zatoka pogrąża się w kręgu ognia. Gdzieś za Orłowem entuzjastycznie ostrzeliwały niebo leśne osiedla, tak że z naszej perspektywy było widać tylko szczyty eksplozji barwiące lasy na zboczach wzgórz, wyglądało to jak scena z Wojny Światów, gdy zza wzgórza wychodzą tripody.
Podobno w WhiteTown nie odpalono oficjalnych fajerwerków, bo na parę minut przed północą jakiś polak - katolik zadzwonił, że kolesie od fajerwerków nie mają uprawnień. Jak to powiedział Piłsudski: Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy.
Nowy rok pod nową pełnią, kiedyś pod takim właśnie księżycem, w białym kręgu, pośrodku brzeźnieńskiego parku odprawiałem magiczny obrzęd, gdy okres znajomej panny spóźniał się około półtorej miesiąca. Ach młodość.dzika i swawolna. Teraz porwałem żonę z bezpiecznego kręgu elektrycznego światła i przez dziki wiatr szlifujący piaski plaży patrzyliśmy na świetlistą koronkę miast ponad czarnymi wodami zatoki. Wskoczyliśmy z murku we własne księżycowe cienie i szliśmy pośród niesamowitej kurzawy sięgającej nam do kolan, depcząc nagle obnażone stare muszle i poczerniałe monety.
Wspólnymi siłami powiesiliśmy też nowy kalendarz, to pierwszy w moim lokum, od dziesięciu lat kalendarz w którym nie ma żadnych gołych cycków. Chociaż może jeszcze dokładnie sprawdzę, a nóż widelec jakiś się uchował...
I tyle na dzisiaj, następnym razem opowiem wam co Kreps zrobił szczoteczce i co myślę o ostatniej części Hobbita.
Legenda mówi, że jeśli nie możesz
spać w nocy to znaczy, że przebywasz
w czyimś śnie
(sieć)
*
niedziela, 28 grudnia 2014
Nagły atak zimy... na moją żonę
- ...bo ci powiem jak kończy się
50 twarzy Greya.
- Szantażyk. Zdaje się, że od dziś
każdy twój obiad będzie miał nutkę
pieprzu cayenne
(My)
Śnieg przybył przed świtem wśród fanfar telefonicznych dzwonków. Wywlekł mnie wprost z ciepła łóżka i ostatnich iluzji świąt. Przecinałem granice dzielnic pod niebem koloru indygo, kryjąc się pośród drzew przed wzrokiem lodowych aniołów. Górą płynęły szare kadłuby krążowników chmur, ich podbrzusza pełne treści wlokły po ziemi roziskrzone smugi opadu. Potworne, stalowe meduzy z kosmosu, wlokące białe macki pośród ciemnych bloków i uśpionych ludzi, pozostawiające ślad skłębionego pyłu, za którego usuwanie płacą mnie i mnie podobnym, istotom z głębin, ubranym na cebulkę, przywracającym świat do używalności zanim ludzkość się przebudzi.
A jeszcze niedawno śledziłem w skupieniu satelitarne zdjęcia, na których codziennie zbliżał się śnieg, zaciskał oblężenie. Jeszcze wczoraj wisiał na skraju wysoczyzny, a dziś już przelał się przez granicę morenowych wzgórz by runąć zmrożonym tsunami wprost w ulice Miasta.
Jakiś czas temu grabiąc ocean liści zrozumiałem nagle treść "Zamków na piasku" Lady Pank. Zdaje się nigdy przedtem nie skupiłem się na całości piosenki. Interesowała mnie wybiórczo.
Gdzieś tak pod koniec lata, by usankcjonować nowe porządki i subtelnie pokazać nam nasze miejsce zwolniono Dana. Potem nasz sztab dokonał odkrycia, że w jego miejsce musi wynająć dwóch ludzi. Potem wierząc w baśnie i klechdy o bezrobociu w Polsce puścili wici. Rany Dopiero parę dni temu pojawił się koleś, który wytrzymał tydzień i nie uciekł, wyłączając telefon. W ciągu ostatniego miesiąca miałem po kolei pięciu pomocników, już sam nie wiedziałem co któremu mówiłem i czego, którego uczyłem.
W naszej ojczyźnie fikcji i dobrego samopoczucia połowa "bezrobotnych" pracuje na czarno a reszta po prostu nie chce pracować i ja ich świtanie rozumiem, bo to męczące, brudne i uwłaczające godności zajęcie. gdyby nie nieustępliwa postawa mojej krwiożerczej i hojnie uzbrojonej przez naturę małżonki, też bym się opieprzał po kątach, wędrował daleko, a nocami pił z szumowiną tego świata, słuchał muzyki i wierszy. To oczywiste, że codzienne poranne wstawanie i ogłupiająca harówka nie ma z tym porównania, tylko po co się oszukiwać i jęczeć jak to u nas jest źle i niedobrze?
Najlepszy był koleś, który wszystko po mnie powtarzał, tylko że ze znakiem zapytania: Przesuń te doniczki. Przesunąć te doniczki? Umyj piętra. Umyję piętra?... Jeszcze inny gdy miał mopować po mnie kilometry korytarzy wykazał się całkowitą niewiarą w moc sprawczą wiader i biegał po całych budynkach z trzema mopami, które za każdym razem znosił potem na dół, płukał w kanciapie i znowu wracał. Prysnął z roboty nim zdążyłem wyekspediować go serdecznym kopem za lufcik.
Taaak, to był czas pełen wrażeń.
Dziś, w drodze do kościoła, ratowałem moją żonę, która co jakiś czas odkrywała zamarznięte na lustro kałuże pod świeżym puchem. Czułem się jak cholerny HERO i zadżebisty badass, czy jakoś tak.
Byliśmy też ostatnio na parapetówie u Hani. Hania ma dwa rude koty, które nazywają się Imbirek i Karmelek, siadają one po dwóch stronach pomieszczenia i dyskutują głośno ze światłem, ma też zabawną przypadłość, którą nazwałem Sprawiedliwością Ostateczną, znaczy się gdy np nakłada obiad to waży porcje aby wszystkie był równe... podłożyliśmy jej świnię i przynieśliśmy wino, które musiała rozlać do kieliszków...
- Chyba wybiorę się na marsz piSSlamistów i
zablokuję im drogę rozpędzonym kombajnem
- Oj kochanie, zajdziemy ich od tyły i będziemy
załatwiać po kolei
(My)
*
50 twarzy Greya.
- Szantażyk. Zdaje się, że od dziś
każdy twój obiad będzie miał nutkę
pieprzu cayenne
(My)
Śnieg przybył przed świtem wśród fanfar telefonicznych dzwonków. Wywlekł mnie wprost z ciepła łóżka i ostatnich iluzji świąt. Przecinałem granice dzielnic pod niebem koloru indygo, kryjąc się pośród drzew przed wzrokiem lodowych aniołów. Górą płynęły szare kadłuby krążowników chmur, ich podbrzusza pełne treści wlokły po ziemi roziskrzone smugi opadu. Potworne, stalowe meduzy z kosmosu, wlokące białe macki pośród ciemnych bloków i uśpionych ludzi, pozostawiające ślad skłębionego pyłu, za którego usuwanie płacą mnie i mnie podobnym, istotom z głębin, ubranym na cebulkę, przywracającym świat do używalności zanim ludzkość się przebudzi.
A jeszcze niedawno śledziłem w skupieniu satelitarne zdjęcia, na których codziennie zbliżał się śnieg, zaciskał oblężenie. Jeszcze wczoraj wisiał na skraju wysoczyzny, a dziś już przelał się przez granicę morenowych wzgórz by runąć zmrożonym tsunami wprost w ulice Miasta.
Jakiś czas temu grabiąc ocean liści zrozumiałem nagle treść "Zamków na piasku" Lady Pank. Zdaje się nigdy przedtem nie skupiłem się na całości piosenki. Interesowała mnie wybiórczo.
Gdzieś tak pod koniec lata, by usankcjonować nowe porządki i subtelnie pokazać nam nasze miejsce zwolniono Dana. Potem nasz sztab dokonał odkrycia, że w jego miejsce musi wynająć dwóch ludzi. Potem wierząc w baśnie i klechdy o bezrobociu w Polsce puścili wici. Rany Dopiero parę dni temu pojawił się koleś, który wytrzymał tydzień i nie uciekł, wyłączając telefon. W ciągu ostatniego miesiąca miałem po kolei pięciu pomocników, już sam nie wiedziałem co któremu mówiłem i czego, którego uczyłem.
W naszej ojczyźnie fikcji i dobrego samopoczucia połowa "bezrobotnych" pracuje na czarno a reszta po prostu nie chce pracować i ja ich świtanie rozumiem, bo to męczące, brudne i uwłaczające godności zajęcie. gdyby nie nieustępliwa postawa mojej krwiożerczej i hojnie uzbrojonej przez naturę małżonki, też bym się opieprzał po kątach, wędrował daleko, a nocami pił z szumowiną tego świata, słuchał muzyki i wierszy. To oczywiste, że codzienne poranne wstawanie i ogłupiająca harówka nie ma z tym porównania, tylko po co się oszukiwać i jęczeć jak to u nas jest źle i niedobrze?
Najlepszy był koleś, który wszystko po mnie powtarzał, tylko że ze znakiem zapytania: Przesuń te doniczki. Przesunąć te doniczki? Umyj piętra. Umyję piętra?... Jeszcze inny gdy miał mopować po mnie kilometry korytarzy wykazał się całkowitą niewiarą w moc sprawczą wiader i biegał po całych budynkach z trzema mopami, które za każdym razem znosił potem na dół, płukał w kanciapie i znowu wracał. Prysnął z roboty nim zdążyłem wyekspediować go serdecznym kopem za lufcik.
Taaak, to był czas pełen wrażeń.
Dziś, w drodze do kościoła, ratowałem moją żonę, która co jakiś czas odkrywała zamarznięte na lustro kałuże pod świeżym puchem. Czułem się jak cholerny HERO i zadżebisty badass, czy jakoś tak.
Byliśmy też ostatnio na parapetówie u Hani. Hania ma dwa rude koty, które nazywają się Imbirek i Karmelek, siadają one po dwóch stronach pomieszczenia i dyskutują głośno ze światłem, ma też zabawną przypadłość, którą nazwałem Sprawiedliwością Ostateczną, znaczy się gdy np nakłada obiad to waży porcje aby wszystkie był równe... podłożyliśmy jej świnię i przynieśliśmy wino, które musiała rozlać do kieliszków...
- Chyba wybiorę się na marsz piSSlamistów i
zablokuję im drogę rozpędzonym kombajnem
- Oj kochanie, zajdziemy ich od tyły i będziemy
załatwiać po kolei
(My)
*
niedziela, 7 grudnia 2014
Królewna na ziarnku prochu
...czyli mam tam iść i spotkać się z kobietą,
której życiową pasją jest brutalne separowanie
ludzi od ich krwi?
(Green)
Koniec przymusowego urlopu. Na razie nikt nie dzwoni. Grafik dotarł do krawędzi i niepotrzebny przestałem więc tydzień na półce w oczekiwaniu na śnieg. To ta pieprzona pora roku w której mam głowę jak wyciśnięta cytryna i z założenia snuję się pośród deszczu i mgły i nie robię nic. Byłem konsekwentny i przez tydzień nic nie robiłem. No, przeorganizowałem jedną z "półek" z książkami, ale to tylko dlatego, że zaczęła wybrzuszać się u dołu i groziła zmiażdżeniem drukarki.
Wczoraj odkryłem, że za chwilę święta, upływ czasu ciągle mnie zaskakuje. Zdaje się muszę kupić nowy sznur na naszą mikrochoinke. Ostatni mnie obraził i zerwałem go z niej niczym kieckę z marsjańskiej dziwki.
Dobrze że to już koniec odpoczynku. Jestem wykończony. Babcia wyczuła mój wolny czas jak rekin krew i właściwie to nie udało mi się posiedzieć na tyłku nawet 2 godzin pod rząd. Pozałatwiała zdaje się swoje zaległe sprawy z ostatniego dziesięciolecia, a gdy wychodziłem rzucała się do plądrowania mojej kuchni z takim zapałem, że raz zapomniała laski. Potem Szponiasta jej ją odnosi a tam babunia kukśtyka oparta na miotle niczym wiekowa czarownica. Podobno w kącie leżała cała stera szczotek, kijów i innych akcesoriów.
Chyba wszędzie w szafkach i lodówce zacznę rozmieszczać karteczki typu: Bóg cię widzi, albo Kradzież to grzech...
A jak tam wasze wybory? Ostatnio siedziałem z jakimś upośledzonym dzieckiem pislamu, które zapluło się snując wizje straszliwych fałszerstw wyborczych, bo jak to tak, sondaże to a wyniki to. No to mu wytłumaczyłem, że na piSS głosują głównie idioci i analfabeci, więc najprawdopodobniej to właśnie oni znaleźli się w tym wysokim procencie kretynów, którzy nie potrafili wypełnić kart do głosowania.
Swoją drogą ciekawe jaka jest geneza słowa ANALfabeta... lecę sprawdzić.
Nie lubię podrobów. Mam wewnętrzny
uraz do jedzenia czegoś co służyło do
jedzenia czegoś.
*
której życiową pasją jest brutalne separowanie
ludzi od ich krwi?
(Green)
Koniec przymusowego urlopu. Na razie nikt nie dzwoni. Grafik dotarł do krawędzi i niepotrzebny przestałem więc tydzień na półce w oczekiwaniu na śnieg. To ta pieprzona pora roku w której mam głowę jak wyciśnięta cytryna i z założenia snuję się pośród deszczu i mgły i nie robię nic. Byłem konsekwentny i przez tydzień nic nie robiłem. No, przeorganizowałem jedną z "półek" z książkami, ale to tylko dlatego, że zaczęła wybrzuszać się u dołu i groziła zmiażdżeniem drukarki.
Wczoraj odkryłem, że za chwilę święta, upływ czasu ciągle mnie zaskakuje. Zdaje się muszę kupić nowy sznur na naszą mikrochoinke. Ostatni mnie obraził i zerwałem go z niej niczym kieckę z marsjańskiej dziwki.
Dobrze że to już koniec odpoczynku. Jestem wykończony. Babcia wyczuła mój wolny czas jak rekin krew i właściwie to nie udało mi się posiedzieć na tyłku nawet 2 godzin pod rząd. Pozałatwiała zdaje się swoje zaległe sprawy z ostatniego dziesięciolecia, a gdy wychodziłem rzucała się do plądrowania mojej kuchni z takim zapałem, że raz zapomniała laski. Potem Szponiasta jej ją odnosi a tam babunia kukśtyka oparta na miotle niczym wiekowa czarownica. Podobno w kącie leżała cała stera szczotek, kijów i innych akcesoriów.
Chyba wszędzie w szafkach i lodówce zacznę rozmieszczać karteczki typu: Bóg cię widzi, albo Kradzież to grzech...
A jak tam wasze wybory? Ostatnio siedziałem z jakimś upośledzonym dzieckiem pislamu, które zapluło się snując wizje straszliwych fałszerstw wyborczych, bo jak to tak, sondaże to a wyniki to. No to mu wytłumaczyłem, że na piSS głosują głównie idioci i analfabeci, więc najprawdopodobniej to właśnie oni znaleźli się w tym wysokim procencie kretynów, którzy nie potrafili wypełnić kart do głosowania.
Swoją drogą ciekawe jaka jest geneza słowa ANALfabeta... lecę sprawdzić.
Nie lubię podrobów. Mam wewnętrzny
uraz do jedzenia czegoś co służyło do
jedzenia czegoś.
*
piątek, 7 listopada 2014
W kosmosie nic nie jest nielegalne
- Kachu, kachu
- Co tam?
- Wdycham mąkę
- Nie wiedziałem że jesteś narkomanką
- Mąkomankką
- Hi hi, jedna żona a tyle radości
(My)
Zbiegam w dół pod estakadami w kierunku doliny Kartuskiego Potoku przede mną dolina mgieł, pokryta fawelą gubiącą powoli jesienne barwy. W rękach czuję wciąż obroty maszyny, mijają mnie ze trzy autobusy nim dotrę do przystanku. Daleko na ostatnim szczycie, który jest równocześnie początkiem Moreny geometryczne bryły kościółka. Pastelowy błękit zmierzchu, lekka mgiełka jak ze snu i neonowy krzyż, lśniący w górze jak brocząca białym światłem wyrwa w niebie.
Nakręcono pierwszy film porno z drona.
A na Discovery mają puścić film dokumentalny z wnętrza głodnej anakondy. Jakiś koleś zrobił sobie specjalny strój w którym da się połknąć i zobaczyć jak to jest...i będzie dokumentować... od środka... o ja pierdole...
Moja niezwykle zdolna babka, lat 83, postanowiła zadziwić wszystkich i chrupła sobie ścięgno achillesa. Służba zdrowia w szoku, pięć godzin sprawdzali bo nie wierzyli, a ja od dawna podejrzewałem, że jak nikt nie patrzy to babka cichcem udaje się za dom kultury charatać z małolatami w gałę, tudzież uprawia skyboarding, tudzież inne skoki z opóźnionym otwarciem spadochronu. Nieistotne, ważne za to, że jest obecnie mobilnie upośledzona przesunęła więc ciężar swej egzystencji na me bohaterskie barki. Mówię wam, nie podejrzewacie nawet jakie formy aktywności przejawia taka staruszka. Praktycznie drugi etat.
Ostatnio po takim zagęszczonym wikendzie chciał wpaść do nas Marzan, spławiliśmy go zachowując ostatnie szczątki uprzejmości.. Akurat leżeliśmy dogorywając z łapkami do góry, jak sobie pomyślałem, że musiałbym wstać, zejść po schodach otworzyć mu furtkę ...
Teraz M jedzie do Czech, a jego Freulain koczuje gdzieś na Kostaryce czy innej Sri Lance, więc jakiś czas ich nie ujrzę.
Muszę też łazić z babcinym pseudopsem na spacery. Okazało się, że bestia boi się ciemności i jeśli się ją spuści ze smyczy po zmroku to wiedziona nieomylnym instynktem i pragnieniem powrotu w krąg domowego ogniska, z miejsca, z pełną prędkością gna do domu. Mam chęć eksperymentalnie puścić ją na Stogach, żeby przekonać się jak szybko rozwiąże taktyczną kwestię kanału...
Ostatnio walcząc na jednej z klatek nalałem do maszyny jakiegoś płynu, na którym wielgachnymi bukwami napisali, że może podrażnić oczy, oczywiście moja hipochondria natychmiast wychynęła z jamy i rozejrzała się z ogniem nadziei w ślepiach. Jadę kręciołem po pół piętrze a tam wielgachna, niestabilna donica, pełna takich kulistych dziadostestw i rozłożystej palmy. Reasumując więc ten krótki przebłysk czasu, obawiałem się by kręcioł nie wyrwał mi się, nie przewrócił donicy, nie uszkodził palmy i nie zwiał w radosnych podskokach w dół schodów gnany całą mocą silnika i trzydziestokilową masą, no i oczywiście podrażnienia oczu... Znacie zwrot złośliwość losu? No właśnie. Pomknął, trącił donicę, palma runęła majestatycznie niczym drzewo rodzinne w Avatarze. Kręcioł odbił się i wyskoczył w otchłań, tak że tylko poświęcając stawy w rękach i dobry humor powstrzymałem go przed dalszym lotem nurkującym. Gdy podnosiłem palmę jeden z zabrudzonych pianą liści przejechał mi dokładnie po oku. Zamarłem tam, na chwilę klęcząc pośród tych wszystkich mydlin i stwierdziłem z podziwem: Jakież to cudownie makiaweliczne.
-...nie diament? To daj mi pięciometrowy,
alabastrowy pomnik - Centaur strzelający
z łuku do syreny.
- ...jadącej na pegazie
(My)
*
- Co tam?
- Wdycham mąkę
- Nie wiedziałem że jesteś narkomanką
- Mąkomankką
- Hi hi, jedna żona a tyle radości
(My)
Zbiegam w dół pod estakadami w kierunku doliny Kartuskiego Potoku przede mną dolina mgieł, pokryta fawelą gubiącą powoli jesienne barwy. W rękach czuję wciąż obroty maszyny, mijają mnie ze trzy autobusy nim dotrę do przystanku. Daleko na ostatnim szczycie, który jest równocześnie początkiem Moreny geometryczne bryły kościółka. Pastelowy błękit zmierzchu, lekka mgiełka jak ze snu i neonowy krzyż, lśniący w górze jak brocząca białym światłem wyrwa w niebie.
Nakręcono pierwszy film porno z drona.
A na Discovery mają puścić film dokumentalny z wnętrza głodnej anakondy. Jakiś koleś zrobił sobie specjalny strój w którym da się połknąć i zobaczyć jak to jest...i będzie dokumentować... od środka... o ja pierdole...
Moja niezwykle zdolna babka, lat 83, postanowiła zadziwić wszystkich i chrupła sobie ścięgno achillesa. Służba zdrowia w szoku, pięć godzin sprawdzali bo nie wierzyli, a ja od dawna podejrzewałem, że jak nikt nie patrzy to babka cichcem udaje się za dom kultury charatać z małolatami w gałę, tudzież uprawia skyboarding, tudzież inne skoki z opóźnionym otwarciem spadochronu. Nieistotne, ważne za to, że jest obecnie mobilnie upośledzona przesunęła więc ciężar swej egzystencji na me bohaterskie barki. Mówię wam, nie podejrzewacie nawet jakie formy aktywności przejawia taka staruszka. Praktycznie drugi etat.
Ostatnio po takim zagęszczonym wikendzie chciał wpaść do nas Marzan, spławiliśmy go zachowując ostatnie szczątki uprzejmości.. Akurat leżeliśmy dogorywając z łapkami do góry, jak sobie pomyślałem, że musiałbym wstać, zejść po schodach otworzyć mu furtkę ...
Teraz M jedzie do Czech, a jego Freulain koczuje gdzieś na Kostaryce czy innej Sri Lance, więc jakiś czas ich nie ujrzę.
Muszę też łazić z babcinym pseudopsem na spacery. Okazało się, że bestia boi się ciemności i jeśli się ją spuści ze smyczy po zmroku to wiedziona nieomylnym instynktem i pragnieniem powrotu w krąg domowego ogniska, z miejsca, z pełną prędkością gna do domu. Mam chęć eksperymentalnie puścić ją na Stogach, żeby przekonać się jak szybko rozwiąże taktyczną kwestię kanału...
Ostatnio walcząc na jednej z klatek nalałem do maszyny jakiegoś płynu, na którym wielgachnymi bukwami napisali, że może podrażnić oczy, oczywiście moja hipochondria natychmiast wychynęła z jamy i rozejrzała się z ogniem nadziei w ślepiach. Jadę kręciołem po pół piętrze a tam wielgachna, niestabilna donica, pełna takich kulistych dziadostestw i rozłożystej palmy. Reasumując więc ten krótki przebłysk czasu, obawiałem się by kręcioł nie wyrwał mi się, nie przewrócił donicy, nie uszkodził palmy i nie zwiał w radosnych podskokach w dół schodów gnany całą mocą silnika i trzydziestokilową masą, no i oczywiście podrażnienia oczu... Znacie zwrot złośliwość losu? No właśnie. Pomknął, trącił donicę, palma runęła majestatycznie niczym drzewo rodzinne w Avatarze. Kręcioł odbił się i wyskoczył w otchłań, tak że tylko poświęcając stawy w rękach i dobry humor powstrzymałem go przed dalszym lotem nurkującym. Gdy podnosiłem palmę jeden z zabrudzonych pianą liści przejechał mi dokładnie po oku. Zamarłem tam, na chwilę klęcząc pośród tych wszystkich mydlin i stwierdziłem z podziwem: Jakież to cudownie makiaweliczne.
-...nie diament? To daj mi pięciometrowy,
alabastrowy pomnik - Centaur strzelający
z łuku do syreny.
- ...jadącej na pegazie
(My)
*
niedziela, 26 października 2014
Pójdę na bezrobocie... inie wrócę
Pani naprawdę wydaje się, że Bóg
nie słucha Behemota? Naprawdę pani
myśli, że Bóg nie kocha Nergala?
- Coraz więcej kobiet obejmuje ster władzy. Pomyśl Pułkowniku co będzie gdy w naszych rękach będzie cała władza na świecie...
- Broń masowej zagłady w rękach istot z PSM. Wojna ostateczna co miesiąc, bo ta larwa z drugiej półkuli ma lepszego fryzjera. Już nie ma! HA HA, bo wyparował...
Zimno, wieje, morze tańczy się i skręca w stroboskopowym rytmie sztormów.W powietrzu kręcą samobójcze spirale opadające liście. A my je zbieramy i zbierać będziemy bezapelacyjnie do samego końca nas lub ich. Ostatnie koszenia, idziemy przez deszcz jak senne mary wznosząc spod ostrzy chmury wodnej mgły. Gdy nad świat wychodzi słońce jego światło jest piękne, bezlitosne i wyciska życie nawet z kamieni.
Ostatnio strzygliśmy pępek nieszczęścia w Pryszczu. Powędrowaliśmy dygocząc z lekka z Grzesiem do sklepu spod znaku płaza. Zamawiamy hot dogi, a należy tu wspomnieć, że mam pociąg do sosów mało popularnych i długo zalegających. Dziewczyna ujęła w swą wypielęgnowaną dłoń butlę, potrząsnęła znamiennie i sos eksplodował... Był wszędzie: na ścianach, na półkach, na szybie. Kapał z sufitu, maszyna do opiekania obracając się smarowała nim parówki. Ciężki, białe krople spływały lasce po policzkach, ustach i skapywały na hojnie wyeksponowany dekolt. Grzesiu nie wytrzymał, się skręcił się jak ruskie wiertło i zaczął rechotać. Kobieta stoi z tą pierdzącą tubą w ręce i patrzy na niego ze szczerą nienawiścią, w tym momencie ja z kamienną twarzą "To zdarza się czasem przy pięknej kobiecie...". Odwróciła wzrok na mnie i zrozumiałem, że już nigdy nie będę mile widziany w tym sklepie.
Chłopaki malowali ławki na Wróbla. Okazało się, że muszę poprawić. Zastanawiałem się czemu. Przyjeżdżam, patrzę a tam 20sto centowymi literami na siedzisku "Uwielbiam pani dupę". Ach te dzisiejsze dzieci. Za dużo TV, za mało przemocy domowej.
Zmieniłem okulary, przez poprzednie patrzyło się już jak przez śnieżycę. Pierwszy raz w życiu dali mi mniejsze dioptrie niż poprzednio. Szponiasta śmieje się, że się starzeję i słabnący wzrok zaczyna redukować dalekowzroczność.
Ostatnio Awatar podzieliła się z moją ślubną grą, w której jest się plagą, a naszym celem jest wytępienie ludzkości. Trochę upiorne ale jakże zabawne, coś jak symulator do ćwiczeń dla członka Al Kaidy. Na początku należy oczywiście wymyślić nazwę, np wirusa nazwaliśmy Happyface, śmiercionośnego grzyba - Fungi 1, a nicienia przed którym nie ma ucieczki - Awarii. W końcu doszliśmy do poziomu Bioweapon, po chwili namysłu nazwaliśmy go Landryna, a potem chichotaliśmy jak pensjonarki za każdym razem gdy pojawiał się komunikat typu:Landryna zabiła więcej ludzi niż Hiszpanka albo Cały naukowy świat pochyla się nad Landryną...
Przy broni biologicznej trzeba się mocno namęczyć by redukować jej latentność, by nie zaczęła za dużo zabijać, bo wtedy wredna ludzkość orientuje się, że coś jet nie halo i, bezczelna, wstrzymuje ruch lotniczy, albo zaczyna pracować nad szczepionką. Ładowaliśmy więc wszystkie punkty by łagodzić efekty kolejnych mutacji, aż zużyliśmy wszystkie możliwości pozostał tylko jedna ikona: Uwolnij Armageddon. No to uwolniliśmy.To był rekord szybkości zakończenia gry. Na koniec pojawiła się wiadomość "Landryna unicestwiła ludzkość", a my wyobraziliśmy sobie Mono, jak stoi na niebosiężnej górze stygnących ciał i krwistoczerwoną szpilką wyciska ostatni oddech z ostatniego żywego człowieka.
A tak poza tym to wszyscy zdrowi.
Nie myśl za dużo bo stworzysz problem,
którego przed chwilą jeszcze nie było
(sieć)
*
nie słucha Behemota? Naprawdę pani
myśli, że Bóg nie kocha Nergala?
- Coraz więcej kobiet obejmuje ster władzy. Pomyśl Pułkowniku co będzie gdy w naszych rękach będzie cała władza na świecie...
- Broń masowej zagłady w rękach istot z PSM. Wojna ostateczna co miesiąc, bo ta larwa z drugiej półkuli ma lepszego fryzjera. Już nie ma! HA HA, bo wyparował...
Zimno, wieje, morze tańczy się i skręca w stroboskopowym rytmie sztormów.W powietrzu kręcą samobójcze spirale opadające liście. A my je zbieramy i zbierać będziemy bezapelacyjnie do samego końca nas lub ich. Ostatnie koszenia, idziemy przez deszcz jak senne mary wznosząc spod ostrzy chmury wodnej mgły. Gdy nad świat wychodzi słońce jego światło jest piękne, bezlitosne i wyciska życie nawet z kamieni.
Ostatnio strzygliśmy pępek nieszczęścia w Pryszczu. Powędrowaliśmy dygocząc z lekka z Grzesiem do sklepu spod znaku płaza. Zamawiamy hot dogi, a należy tu wspomnieć, że mam pociąg do sosów mało popularnych i długo zalegających. Dziewczyna ujęła w swą wypielęgnowaną dłoń butlę, potrząsnęła znamiennie i sos eksplodował... Był wszędzie: na ścianach, na półkach, na szybie. Kapał z sufitu, maszyna do opiekania obracając się smarowała nim parówki. Ciężki, białe krople spływały lasce po policzkach, ustach i skapywały na hojnie wyeksponowany dekolt. Grzesiu nie wytrzymał, się skręcił się jak ruskie wiertło i zaczął rechotać. Kobieta stoi z tą pierdzącą tubą w ręce i patrzy na niego ze szczerą nienawiścią, w tym momencie ja z kamienną twarzą "To zdarza się czasem przy pięknej kobiecie...". Odwróciła wzrok na mnie i zrozumiałem, że już nigdy nie będę mile widziany w tym sklepie.
Chłopaki malowali ławki na Wróbla. Okazało się, że muszę poprawić. Zastanawiałem się czemu. Przyjeżdżam, patrzę a tam 20sto centowymi literami na siedzisku "Uwielbiam pani dupę". Ach te dzisiejsze dzieci. Za dużo TV, za mało przemocy domowej.
Zmieniłem okulary, przez poprzednie patrzyło się już jak przez śnieżycę. Pierwszy raz w życiu dali mi mniejsze dioptrie niż poprzednio. Szponiasta śmieje się, że się starzeję i słabnący wzrok zaczyna redukować dalekowzroczność.
Ostatnio Awatar podzieliła się z moją ślubną grą, w której jest się plagą, a naszym celem jest wytępienie ludzkości. Trochę upiorne ale jakże zabawne, coś jak symulator do ćwiczeń dla członka Al Kaidy. Na początku należy oczywiście wymyślić nazwę, np wirusa nazwaliśmy Happyface, śmiercionośnego grzyba - Fungi 1, a nicienia przed którym nie ma ucieczki - Awarii. W końcu doszliśmy do poziomu Bioweapon, po chwili namysłu nazwaliśmy go Landryna, a potem chichotaliśmy jak pensjonarki za każdym razem gdy pojawiał się komunikat typu:Landryna zabiła więcej ludzi niż Hiszpanka albo Cały naukowy świat pochyla się nad Landryną...
Przy broni biologicznej trzeba się mocno namęczyć by redukować jej latentność, by nie zaczęła za dużo zabijać, bo wtedy wredna ludzkość orientuje się, że coś jet nie halo i, bezczelna, wstrzymuje ruch lotniczy, albo zaczyna pracować nad szczepionką. Ładowaliśmy więc wszystkie punkty by łagodzić efekty kolejnych mutacji, aż zużyliśmy wszystkie możliwości pozostał tylko jedna ikona: Uwolnij Armageddon. No to uwolniliśmy.To był rekord szybkości zakończenia gry. Na koniec pojawiła się wiadomość "Landryna unicestwiła ludzkość", a my wyobraziliśmy sobie Mono, jak stoi na niebosiężnej górze stygnących ciał i krwistoczerwoną szpilką wyciska ostatni oddech z ostatniego żywego człowieka.
A tak poza tym to wszyscy zdrowi.
Nie myśl za dużo bo stworzysz problem,
którego przed chwilą jeszcze nie było
(sieć)
*
niedziela, 12 października 2014
Pocałunek z wirusem
- Ona jest jedną z Nich!
- Kim są Oni?
- Nieważne! Ważne że są! I są wszędzie!
To już jesień... ślimaki wypełzają mi ze zlewu w łazience, a w pokoju tynk osypuje się powoli i majestatycznie niczym radioaktywny śnieg. Mamy chyba jedyne mieszkanie w okolicy w którym podczas sobotnich porządków odkurza też się sufit. Pogoda zrobiła się październikowa, może jeszcze nie tak jak w piosenkach Kultu, ale wystarczająco. Na tydzień wylądowałem w zastępstwie na klatkach Brętowa. Znaczy się to nie miałem być ja, ale niestety nasz uberkierownik, który ściągnął do firmy swoich funfli i obecnie woli pracować wraz z nimi w pełnej dyskrecji, ciepła i wzajemnego zrozumienia atmosferze, wpakował mnie w to gówno. Mówię wam, nigdzie tak nie wychodzi różnica w psychice między kobietami a mężczyznami jak w takiej pracy. Minął tydzień a ja czuję jakby mózg mi się rozpuścił. Wypełnia mnie ciężka szarość a poziom energii spadł poniżej dopuszczalnych rezerw. To dla tego przy takich pracach lepiej radzą sobie babki, cierpliwość i umiejętność utrzymania uwagi na tym samym poziomie przez całe godziny. Pamiętanie o tysiącu szczegółów. Ja wyszedłem stamtąd na świat z garbem i objawami deprywacji sensorycznej, a całą sobotę przesiedziałem nieruchomo przed kompem niczym pachnące płynem do mycia zombie. Nie powiem dziewczyny, że wam zazdroszczę ale na pewno was podziwiam.
Daniel za to ostatnio odżył, ogolił się zaczął się odzywać. Zabrało mu chwilę zebranie się do kupy po marszu na wyniszczenie jaki mu urządzili. Najgorsza w tym wszystkim była samotność. Nierealne wytyczne, brak sprzętu i środków czy nawet pracę ponad siły da się wytrzymać, ale jak człowiek siedzi na pierwszej linii frontu wojny z chaosem wiecznie sam, to prędzej czy później musi jebnąć wszystkim albo zdechnąć. No może też wykopać spod jabłonki w sadzie mauzera po dziadki i radośnie chichocząc pod nosem strzelać do ludzi w centrum handlowym.
Nie dałem rady dotrzeć nas pogrzeb Przybylskiej.
Ebola nadchodzi. Wiecie, że Polska była jedynym krajem na świecie, który dzięki polityce naszych władców uniknął Czarnej Śmierci? Ciekawe czy uda się drugi raz...
Pierwszy raz w historii skopaliśmy Niemców w nogę. Jak się dowiedziałem to wyjrzałem przez okno żeby sprawdzić czy świat się nie kończy.
Skarbeczku, tatuś zadzwoni później, dobrze?
- Powiedział głosem słodkim jak Aspartam -
Mamy tu mały kryzys z umarłymi. No umarłymi,
Janeczko, dobrze słyszałaś. Wstali z martwych
i posiedli ziemię, a teraz odnawiają jej oblicze,
jak papież kazał. No jak jaki papież...
(Ćwiek)
*
- Kim są Oni?
- Nieważne! Ważne że są! I są wszędzie!
To już jesień... ślimaki wypełzają mi ze zlewu w łazience, a w pokoju tynk osypuje się powoli i majestatycznie niczym radioaktywny śnieg. Mamy chyba jedyne mieszkanie w okolicy w którym podczas sobotnich porządków odkurza też się sufit. Pogoda zrobiła się październikowa, może jeszcze nie tak jak w piosenkach Kultu, ale wystarczająco. Na tydzień wylądowałem w zastępstwie na klatkach Brętowa. Znaczy się to nie miałem być ja, ale niestety nasz uberkierownik, który ściągnął do firmy swoich funfli i obecnie woli pracować wraz z nimi w pełnej dyskrecji, ciepła i wzajemnego zrozumienia atmosferze, wpakował mnie w to gówno. Mówię wam, nigdzie tak nie wychodzi różnica w psychice między kobietami a mężczyznami jak w takiej pracy. Minął tydzień a ja czuję jakby mózg mi się rozpuścił. Wypełnia mnie ciężka szarość a poziom energii spadł poniżej dopuszczalnych rezerw. To dla tego przy takich pracach lepiej radzą sobie babki, cierpliwość i umiejętność utrzymania uwagi na tym samym poziomie przez całe godziny. Pamiętanie o tysiącu szczegółów. Ja wyszedłem stamtąd na świat z garbem i objawami deprywacji sensorycznej, a całą sobotę przesiedziałem nieruchomo przed kompem niczym pachnące płynem do mycia zombie. Nie powiem dziewczyny, że wam zazdroszczę ale na pewno was podziwiam.
Daniel za to ostatnio odżył, ogolił się zaczął się odzywać. Zabrało mu chwilę zebranie się do kupy po marszu na wyniszczenie jaki mu urządzili. Najgorsza w tym wszystkim była samotność. Nierealne wytyczne, brak sprzętu i środków czy nawet pracę ponad siły da się wytrzymać, ale jak człowiek siedzi na pierwszej linii frontu wojny z chaosem wiecznie sam, to prędzej czy później musi jebnąć wszystkim albo zdechnąć. No może też wykopać spod jabłonki w sadzie mauzera po dziadki i radośnie chichocząc pod nosem strzelać do ludzi w centrum handlowym.
Nie dałem rady dotrzeć nas pogrzeb Przybylskiej.
Ebola nadchodzi. Wiecie, że Polska była jedynym krajem na świecie, który dzięki polityce naszych władców uniknął Czarnej Śmierci? Ciekawe czy uda się drugi raz...
Pierwszy raz w historii skopaliśmy Niemców w nogę. Jak się dowiedziałem to wyjrzałem przez okno żeby sprawdzić czy świat się nie kończy.
Skarbeczku, tatuś zadzwoni później, dobrze?
- Powiedział głosem słodkim jak Aspartam -
Mamy tu mały kryzys z umarłymi. No umarłymi,
Janeczko, dobrze słyszałaś. Wstali z martwych
i posiedli ziemię, a teraz odnawiają jej oblicze,
jak papież kazał. No jak jaki papież...
(Ćwiek)
*
Subskrybuj:
Posty (Atom)