wtorek, 30 sierpnia 2005

Zobaczyć, znaczy przestać wierzyć


Moraliści zarzucają baśniom, że uczą dzieci, że istnieją
potwory. A to nieprawda, dzieci wiedzą, że potwory
istnieją . Bajki uczą je, że potwory można zabić.

W kampanii RPG Void, Daniel jest zwiadowcą. Jest zwiadowcą fenomenalnym. Nie dlatego , że jest taki czujny czy zaradny, o nie... Daniel jest wyjątkowy, ponieważ wiadomo, że jeśli Void rzuci kośćmi „na wydarzenie”, a w okolicy jest jakiś wyjątkowo wielki i przerażający potwór, to Daniela z pewnością znajdzie.Nabijaliśmy się, że Dan wędruje sobie lasem, a za nim podąża wielki klin wygłodniałych stworów bijących się o swoją kolejkę. Gigantyczne pająki, stado latających , morderczych wiewiórek (maj fejwryt! coś jak killer rabbit z Monthy Pythona, „O jaki śliczny, biały króliczek argh!!!),ostatnio ogromna glizda...ależ ona jest roślinożerna - stwierdziła Void. A Dan na to - Jasne! Słoń też jest roślinożerny...
Właśnie, jeśli już przy glizdach jesteśmy. Istnieje dawny (jak dawny?) spór o to czy jeśli nikt nie zaobserwował zajścia jakiegoś zjawiska, to czy można uznać, że rzeczywiście się zdarzyło . Dam tu wyświechtany przykład drzewa, które pada w lesie, ale nikt tego nie widzi, ani nie słyszy. Czy jeśli nikt tego nie zaobserwował, to ten fakt zaistniał?
Siedziałem czekając na resztę kompani pod Sobieskim, patrzę, a tu na chodniku przede mną skręca się gąsienica. Po krótkim rozważeniu, czy warto ratować ewentualnego szkodnika, stwierdziłem , że nie mam ochoty siedzieć i gapić się jak wije się na słońcu. Wziąłem ją na liść i rzuciłem w trawnik...
...po czym odruchowo, rozejrzałem się szybko dookoła . Dobrze, nikt nie widział, znaczy nic się nie stało... Fakt, że studziesiędziokilowy, ubrany na czarno typ o owłosionych nogach , przeniósł na liściu, przez plac w środku miasta, centymetrowej gąsienicy pozostał niezauważony. Nie zdarzył się więc, dla nikogo oprócz mnie i gąsienicy. Rzeczywistość jest wspaniała!
A poza tym okazało się że nie ma prądu. Okazało się w momencie , gdy przygotowywana, pieczołowicie przez ostatnie 20 minut pizza znalazła się w elektrycznym piekarniku. Taka gotowa pizza, której nie można upiec to widok niezwykle frustrujący. Jak myślicie , co w takiej sytuacji mógł zrobić wieńczący 6,5 miliona lat ewolucji Kiszczak? A jakże! Poćwiartowałem cholerę i usmażyłem na patelni...

*

piątek, 26 sierpnia 2005

A śpiewak przecież był sam


Poszedłem spać o 3 a wstałem o 7, więc jeśli ktoś oczekuje dziś wylewności i elokwencji z mojej strony to niech się odwróci i odejdzie , zanim sprzedam mu kopa.
Stałem wczoraj z 8 metrów od Jarre i machałem dwoma wystawionymi paluszkami. Powietrze wypełniały słowa Kaczmarskiego i było tak pięknie, że pękało serce.
Gdy na telebimach zrobionych z całych budynków pojawiły się błękitne fale oceanu, przez cały plac przeszło głębokie, stutysięczne westchnienie.
Rozświetlony dźwig wyjeżdżający zza hali wyglądał jak trójnóg z wojny światów. Nie jedyne to takie skojarzenie. Gdy wracaliśmy potem przez noc, szliśmy jedną z głównych arteri miasta, wypełnionej dziesiątkami tysięcy ludzi wędrujących, niczym lemingi, w kierunku morza. Zajmowali jezdnię ,trawniki , tory tramwajowe i chodniki a pośród nich grzęzły nieliczne samochody. Dzisiaj Gdańsk nie zasnął. Sama ta noc była jak sen.
Jeśli oglądaliści relację w tv, to nic nie zobaczyliście. Gdyby TVP robiło relację z końca świata, to wyszedły inspirujący dokument o zapierającej dech w piersiach skali w rodzju "Życie seksualne paralityków" albo "Co chciałbyś wiedzieć o glukozie, ale bałeś się zapytać". To oni powinni płacić nam abonament za oglądanie. Nie wspomnę już o gównianej jakości obrazu i ustawieniu kamer typu: Dużo publiczności, trochę sceny i fajerwerki lecące do góry i tajemniczo znikające poza kadrem. Cała relacja była pozbawiona choć odrobiny ekspresji orginału, coś jak porównanie trupa z żywym człowiekiem. Na miejscu , każdy kolejny punkt programu zaskakiwał, w tv wszystko co najlepsze rozmiędlili, albo nie pokazali. Za to wielokrotnie można było zobaczyć jak Jeam Michel poprawia włosy.Ach!
Bilet wkleiłem do notesu. Wychodząc przeprowadziłem kobiety przez stare , robotnicze dzielnice. Ucięte jak nożem w różnych niespodziewanych miejscach. Gdy za komuny rozbudowywała się stocznia to pochłaniała dziewiętnastowieczne kwartały budynek po budynku. Dziś w czasach "Po stoczni", mamy tam pustynię gruzu i stali.
Meandrując odprowadziłem Maleństwo do domu i z drapiącym od kurzu gardłem powlokłem się ku wybrzeżu. W domu obejrzałem wszystko raz jeszcze na video.
Gdy zaczynali grać mury, z tysiącami innych uniosłem ku górze rękę z ułożonym z palców V, i krzyknąłem do Tau: Zawsze chciałem to zrobić!!!". Moje pokolenie dostało kilka minut tego, czego odmówiło nam życie i historia, dostaliśmy kilka minut prawdziwego, dziejowego przeżycia i wszyscy przez chwilę byliśmy razem.

*

czwartek, 25 sierpnia 2005

Powrót kota


To nie boli. Czuję jak dzielisz mnie ze mną . Wyrastasz mi pod żebrami. Zatrzymujesz w oddechu cała przestrzeń jaką potrzebuję do lotu. Dobrze , już przestaję. Sam przecież mówiłem, że najpiękniej pisze się o miłości, która umiera.
Jawność zabija wszelką inwencję.Trzeba pilnować każdego słowa by kogoś nie zraniło. A ja potrzebuję powietrza, wiatru na twarzy i zapachu dymu. Ścieżek żłobionych przez pot w sadzy pokrywającej twarz i krwi na ostrzu. Potrzebuję krzyku i zatracenia.
Tymczasem czuję jak skrupuły kastrują ten blog. Obciążony bagażem wątpliwości bije ciężko skrzydłami, pozostając wciąż na ziemi. Nigdzie nie poleci.
Jestem zmęczony myśleniem i przewidywaniem. Jestem zmęczony słuchaniem i głęboko rozczarowany, że niejaki Lomax mnie nie zaatakował. Czuję się zlekceważony i niedopieszczony. Potrzebuję walki, chcę czuć smak surowego mięsa między zębami.
Tabletki przeciwbólowe i odkładany sen zmieniają świat w bezustanne brzęczenie. Chcę jasności, męczą mnie niuanse. Chcę wojny, ale na tym małym światku, który zamieszkuję, wojna niesie ze sobą zbyt wiele kosztów. Trzy wulkany i róża, krzyż samolotu na piasku pustyni, wąż i wszystkie baranki świata pozamykane w skrzynkach farm hodowlanych. Chcę stąd odlecieć.

*

wtorek, 23 sierpnia 2005

Noszenie Ciebie Pazurku to prawdziwa przyjemność


Pazurek - Misiu...
Ja - Od razu dodało mi to sił.
Pazurek - Mój ty niedźwiedziu!

Lato kończy się . Wytrąca się złotem na twojej skórze. Skrzy się na delikatnym puszku włosów, niedostrzegalnym w zwykłym świetle. Czuję pod palcami chłód piasku i ostre kawałki betonu. Morze szepcze swe odwieczne opowieści, a złota ścieżka mknie po wodzie przez zatokę , aż po płynących przez złotą mgłę wzgórz. Uśmiecham się do Ciebie, jeśli to nie jest szczęście, to nic takiego nie istnieje.
Nektarynki zapijane reedsem. Zdjęcia zatrzymujące nas w pół ruchu na taką , czy inną wieczność. Wreszcie zmierzch pośród gwaru i świateł na pętli trzynastki. W Brzeźnie kończą się wszystkie drogi.
Wymiana myśli jest znacznie szybsza niż wymiana genów. Tworząc język i kulturę wyprzedziliśmy wszystkie pozostałe gatunki. Wszechświatem zawładnie ten , kto szybciej wymienia informacje.
Myślę o zbyt wielu rzeczach na raz. Nie mam czasu. Rzadziej wchodzę w sieć. Myślę o niepokojącej urodzie Bajki i o tym, że dawno nic jej nie napisałem. Ale to w sumie takie uspokajające w niczym nie brać udziału, tylko poddać się czyjejś narracji. Dziś zapoznam się z matką Pazurka. Przeprowadzamy dziś stadny najazd na pazurkowaty dom w celu oglądania filmów na wideo. Tak na tym szlachetnym, magnetycznym nośniku wypieranym przez cyfrowe barbarzyństwo...Prawdziwy ze mnie medialny Jedi.
Gdańsk po jarmarku jest szaro błękitny i cichy. Wszystko dzieje się wolniej. W herbaciarni jesteśmy tylko my . Wszystko dzieje się w jednej chwili, w elektrycznych impulsach przeskakujących z neuronu na neuron. Mam w sobie cały świat. Wszystko jest efektem mikrosekundy pracy mojego mózgu. To wspaniałe uczucie.
Dla każdego z nas rzeczywistość, czas, świadomość jest czymś innym. Inaczej widzimy, myślimy i rozumujemy. Dla wygody tylko krążymy wokół usypanej z piasku lini, powszechnie znanej jako „norma”. W każdym z nas śpi uśpiony, inny wszechświat. Czyż to nie cudowne? Patrzę znad parującej herbaty w twoje oczy i widzę tam wirujące gwiazdy.

Ziemia się kręci
Jesteśmy w pułapce
Atakuje nas ciężarem
Szamoczemy się w klatce
Pulsujących kiloton

Nikt nie wie więcej
Niż musi wiedzieć
Wszyscy jesteśmy zamknięci
W grobach grawitacji

(Ptasiek)

*

czwartek, 18 sierpnia 2005

Ar Megido


Po zakończeniu ostatecznej wojny, pokrytą popiołem powierzchnię oceanu przecina ostatni ludzki okręt, krążownik klasy Apocalipse. Wszystko przykrywa radioaktywana mgła i właściwie nic już nie widać, tak jakby naprawdę nic już nie istniało. Mgła jaśnieje, rozlegają się głosy trąb. W tym pustym, cichym świecie ich głos odbija się od osmalonych zboczy gór, zwęglonych lasów i opustoszałych murów miast. Bóg postanowił zmknąć świat, ale ludzie jak zwykle nie zgodzili się z nim i postanowili walczyć - tacy już są.
Okręt toczy pojedynek z Bogiem. Wszystko spowija błękitna mgła, pośród niej stoi gigantyczna kobieta o włosach splątanych z cummulusów. Okrywa ją długa szata z fal i wodorostów, nad równiną jej brzucha widać cienie przepływających rekinów. Między palcami przeskakują jej błyskawice, puste oczodoły lustrują przestrzeń pełne wirującej nieskończoności. Jej słowa słyszane są wszędzie, wibrują echem w każdym atomie.
Smugi kondensacyjne pocisków tną niebo na kwadraty, wszystko zagłusza wizg dział elektromagnetycznych i rozświetla blask ukierunkowanych wiązek energi.
Człowiek po tym jak zabił się sam stoczył ostateczną wojnę ze swoim Bogiem, ale tym razem miał czym. W chwili śmierci ludzkość dorównała mocą swemu Stwórcy.
Trzecia nad ranem budzi mnie sms, to Mała przypomniała sobie o czym rozmawiała z Lennonką. Wczoraj byliśmy w galerii na Witkacym i sztuce socrealizmu. W pamięci pozostał portret Stalina na tle jutrzenki. Na tle tego całego różu , w białym mundurze i z łagodnym uśmiechem wygląda jak anioł. Tylko anioł czego...Z Witkacego zostało spojrzenie pewnych, młodych oczu, młodych w latach 30, ale dzięki kilku pastelom, utrwalonym na wieczność. Utrwalenie spojrzenia, nie oczu, ale właśnie spojrzenia, uważam , za rzecz wielką. Obok obrazów opisy tych samych osób wzięte z książek Witkacego, zabójcze. Na każdym obrazie zapisane skróty, substancje pod których wpływem był w tym danym momencie twórca. Mnie osobiście urzekła mieszanka: piwo, wódka, kokaina.
Lato świetliście wycieka z miasta, wytargowałem niższą cenę za kamienne koty dla Lennonki, która niechcąco kupiła żelków za 3 i pół dychy. Potem musieliśmy to wszystko zjeść.
Wieczór w herbaciarni tłumny, pełem zapachów, rozmów i wina. Pazurek po raz pierwszy w swej historii wykazała symptomy względnego upojenia. Wędrowaliśmy śmiejąc się po rozsrebrzonych brukach pod jej dom. A księżyc wzszedł jasny i ogromny.
Spytacie co w takim razie z tym okrętem, i z tym Bogiem? Nie wiem. Nie tu i nie teraz. U nas ciągle dobro przeważa zło, a ja osobiście nie wierzę by jakiekolwiek zło mogło okazać się trwałe. Nie dajcie się więc oszukać , gdy ktoś wam wciska kit , że jest źle, że wojny, głód i wieloryby. Tego wszystkiego jest mniej niż było kiedyś , to tylko media stają się coraz lepsze. Żyjemy w złotym wieku, a świat jest dokładnie taki, jacy wy jesteście.

*

wtorek, 16 sierpnia 2005

Nic to


Izraelici na pustyni Negef przeprowadzili udane próby z polami siłowymi. Oznacza to kolejną rewolucję w prowadzeniu wojen, ponieważ odpowiednie rozwinięcie tej technologii może zepchnąć do lamusa tradycyjną artylerię, pociski kinetyczne, eksplodujące, rakiety, a nawet broń nuklearną. Sytuacja w której jeden chroniony polem człowiek rozwala korpus czołgów przestaje być taka niedorzeczna.
Tu na zasadzie skojarzeń przypomina mi się starą historia z czasów jednej z wojen arabsko - żydowskich. Nie pamiętam nazwiska, ale był taki izraelski żołnierz, który dowlekł się uszkodzonym czołgiem na szczyt wzgórza i sam przez kilkanaście godzin powstrzymywał atak wojsk arabskich. To właśnie zawsze podobało mi się u Żydów, ich beznadziejne walki okazywały się często skuteczne, a ich bohaterzy nie wyścielają masowo cmentarzy tylko żyją i można napić się z nimi piwa w Tel Awiwskiej knajpce.
Dziś rano obudziło mnie radio wiadomościami o tym cypryjskim samolocie, który ostatnio się roztrzaskał. Podobno większość ludzi na jego pokładzie nie żyła już przed katastrofą. Mimo upadku i pożaru niektóre ciała przetrwały nienaruszone , bo były zamarznięte na kość.
A teraz rzeczywistość. Łażąc w niedzielę po mieście widzieliśmy z Małą 17 kobiet w ciąży i w jarmarkowym tłumie próbowało mnie rozjechać 15 wózków. Przedtem przez cały rok widziało się na ulicy może z dwie zaciążone kobiety. Świetnie będzie kto miał kolonizować Białoruś. W mieście było tyle koncertów i imprez, że właściwie latało się od jednej do drugiej. Ze mszy w św. Mikołaju, rozedrgani jeszcze tembrem chóru, wpadliśmy w koncert grupy Egri Bikaver grającej z wykopem na butelkach. Chłopaki dali czadu, mieli kamizelki i cylindry oraz panią dyrygent, która kłaniając się widowni ujawniała światu swój wątły biust. Rozświetlone różowo stoczniowe krzyże ściągnęły nas na baletowo teatralne obchody 25- lecia. Popatrzyliśmy na panny młode tańczące ze śnieżącymi telewizorami. Gdy przekraczaliśmy wygięty łuk mostu za naszymi plecami , nad stocznią rozkwitły porozświetlane grzyby dymów i zawyły syreny.
W domu Maleństwa zastaliśmy demony seksu i ciasto cytrynowe. Demony były już raczej senne a ciasto nadal dobre, mimo braku proszku do pieczenia. Czekają na tramwaj w samym środku wieczoru łowiłem „Noc Komety” wyśpiewywaną przez Budkę Suflera, na Placu Zebrań.
Piszę dzisiaj troszeczkę inaczej, ale właśnie skończyła mi się depresja i jestem nabuzowany energią. Na krawędziach pola widzenia tańczą mi różowe kręgi, mam chęć wrzeszczeć i biegać, mam ochotę zerwać komuś twarz, mam ochotę posłuchać Marylin Mansona, może „ odbicie Boga”? W sumie dobrze się składa przez ten okres stazy, w którym byłem w stanie jedynie masowo żreć i czytać, nawarstwiło mi się sporo roboty. Poza tym spotykam się dziś z moim Namiętnym Drapieżcą i będę ganiał po mieście z pietnastokilowym monitorem w objęciach. Tak więc potrzeba ściskanie zostanie tak czy inaczej zaspokojona.
Radio brzęczy Izraelem wycofującym osadników ze strefy Gazy. Zabawne mam tam kumpla, który pisze o protestach Palestyńczyków. Ci rozsądniejsi skapowali się już co naprawdę oznacza likwidacja osiedli, a oznacza wolność , mur i totalną biedę bo 75% pracy mieli Palestyńczycy u Żydów. Teraz gdy Żydzi w końcu się wkurzyli i umywają od całej sprawy ręce, dla ogromnej większości Palestyńczyków nadchodzi dzień sądu. Oczywiście arabscy radykałowie z krwią kobiet i dzieci na rękach cieszą się, czym większa nędza Palestyńczyków tym więcej ochotników do samobójczych oddziałów, którzy obkleją się bombami, aby ich rodziny dostały pieniądze na życie.
Trochę szkoda. Miałem nadzieję , że Izrael nie ustąpi i będzie miał lepsze pozycje wyjściowe w wojnie, która wybuchnie , gdy świat skończy z ropą naftową. Cały Bliski Wschód, wszystkie państwa, rządy i terroryści są finansowani z pieniędzy za ropę. Jeśli ropa się skończy , albo świat przejdzie na inne paliwo, np wodór, To efektem będzie kilkadziesiąt milionów, głodnych ludzi na pustyni. Głodnych i dobrze uzbrojonych.
W chwili gdy realnym zagrożeniem stanie się arabska inwazja na Hiszpanię , Włochy czy Turcję, cały ten liberalny i dumny ze swej pogardy dla walczącego o byt Izraela zachód, ustawi się w kolejce by całować go w dupę.
Oczywiście niektórzy z was zachłysną się czytają te moje dywagacje: jak to tak , Polak broniący Żydów, agresora gnębiącego biednych, krwiożerczych Palestyńczyków...Ale jak dla mnie sytuacja jest oczywista: Izrael jest w analogicznej sytuacji, jak Polska w międzywojniu. Byliśmy otoczeni przez wrogów a naszymi Palestyńczykami byli Niemcy, Ukraińcy, Białorusini, Litwini. Rzezie na Podolu, były taką ówczesną Intifiadą. Oni wymordowali 80 000 Polaków, my w odwecie wymordowaliśmy 40 000 Ukraińców. Nienawiść do Polski na wschodzie jest silna nawet dzisiaj.
5 milionów cywilizowanych, reprezentujących kulturę , która ma ok 10 000 lat Żydów jest otoczonych przez 90 milionów Arabów, którzy rozpoczęli już z nimi kilka wojen i przy każdej kolejnej szczegółowo opowiadali co zrobią przy tym Żydom. Hitler znalazł godnych naśladowców.

*

sobota, 13 sierpnia 2005

Przeciągi są tu jak do katastrof obraz


W życiu chodzi też o to, aby rzeczy z natury nieodwracalne
robić w odpowiednim momencie
(cyt)

Mój porysowany kadłub przewala się ciężko przez fale rzeczywistości. Rozmazane odbicia gwiazd mkną chybotliwymi smugami po jego obłej powierzchni. Dawno zszedłem z mielizny na który zepchnął mnie wiatr bawiący się w jej włosach. W przeszłość odchodzą sztormy jej słów. Przyszedł przypływ. Uniósł pordzewiałe cielsko z raf. Uchwyciłem nową równowagę na fali, wyrwałem ster z wodorostów, postrzępione żagle znowu łapią wiatr. Pamięć jest kamieniem, który jest we mnie. Twardnieje, tonie we mnie, zarasta mięsem. Oczy wypełnia mi blask polarnych gwiazd, serce uderza o kant stołu, wewnętrznie kąpię się we krwi. Osadza się popiół wypłukany z żył, biorę kurs na południe. Za oknem znowu pada.
Siostra Pazurkowatej uważa, że powinienem zapoznać się z ich rodzicami. Wygląda na zaniepokojoną moim brakiem przekonania, że związek dwóch osób może się toczyć bez społecznych obciążeń. A to wszystko przecież jest umowne. Tłumaczę jej: Wszystkie granice są w twoim głowie. I kładę przyniesionego arbuza obok brzoskwiń.
Dawno temu napisała Ignis: To nie jest prawda, że istnieje tylko jedna złota rybka. Ich jest całe mnóstwo, tyle, że nie spełniają życzeń. Mają wyłupiaste oczy i są strasznie żarłoczne (tzn. zjadają inne rybki zostawiając ogony). Taka proza życia.
Wiedza tworzy wątpliwości. Myślenie jest wrogiem działania. Idioci są zniewalająco pewni siebie. Tymczasem moja babka wychyla się z okna i krzyczy do Panny Pazurek , że jej cytrynowe ciasto było pyszne. Było.
Nie jestem dobry. Nie jestem zły. Jestem kiszczakiem, dostałem od Boga życie, świadomość i talenty. Jestem wdzięczny za to i uważam, że najgorszym grzechem byłoby te dary zmarnować. Nie żyjąc pełnią życia okazałbym niewdzięczność. Nie będąc sobą, nie doskonaląc się nie ucząc się i nie czując, zaprzeczałbym swojemu istnieniu. Staram się nie ograniczać, ale też nie krzywdzić nikogo bez potrzeby. Bóg dał mi możliwość wyboru tworząc diabła, i żadne okłamywanie siebie tego nie zmieni.
Czasami tylko, najczęściej w zimie, staję w mroku i tęsknię, patrząc w rozświetlone okna.

„antyglobaltyzant”

- Zniszczenia wywołane...
- Rozumieć należy...
- Kup naszą...
- Weź
Kolejny skurcz kciuka
Obawiam się że
Nasz świat rozumieć należy
W diagramach siły uderzeniowej
Wydawanych pieniędzy
I zużytej energii

Jesteśmy bardzo głośni

My, my i my
Mnożymy byty bez potrzeby
Zarażeni konsumpcją rozpościeramy macki
Cywilizacji sklepów
Rzesza konsumentów
Kult jednostek
Biotechnologiczni naziści
Pewni misji swojej rasy

Będziemy jeść

Zamykam was w pięści
Umieszczam bomby w jogurcie
Nie potrafię przestać
Się uśmiechać patrząc
Na was krzywo
Podmiejski renegat
Zielonej trawy
Pustą butelką zamierzam się
Na wasz szklany świat

*