Po praniu:
- I co kocie , Perwol pogłębia czerń ubrań?
- Jawohl Perwol!
(My)
Grad wielkość kurzych jaj w Wielkopolsce, tornada we Włoszech, "Pojutrze" Emmericha też się tak zaczynało.
Próbowaliśmy ściąć mi włosy, scena: siedzę na golasa, nade mną Szponiasta niczym niczym litościwa bogini żniw czy inna faraonica - rączki na boki w jednej maszynka w drugiej nożyczki - Trochę ich szkoda - Nooo - I długo rosły - I tak fajnie błyszczą... Włosy wygrały.
Wyspę Cegieł obili blachą, stalowa ściana wyrosła od strony Motławy. może w końcu z tego gruzowiska wzniosą się ku niebu ściany najnowszych spichlerzy. Znalazłem tez nową, ukrytą z lekka przed światem fontannę Neptuna, z tajemniczych przyczyn pachnie stęchlizną. Kupiłem pierwszą w moim życiu mangę i trochę czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do czytania pod prąd.
W pracy dokończyliśmy z hukiem przyspieszony sezon wiosennych porządków. Kończymy zamiatanie dróg osiedlowych na Wawelskiej, nie chciało nam, się już tachać resztki gruntu w wiadrach, dyskretnie wmietliśmy go więc, że tak powiem, pod parking, na którym stała akurat czarna Alfa. Nagle zagulgotało coś trzy piętra wyżej, zaszumiało i z klatki wysypało się paru dresiarzy. Było bardzo, bardzo słonecznie, my przegrzani, zakurzeni jak niebożęta i nieludzko wkurwieni bo robotę wykonywaliśmy za jełopów, którzy nie tylko nie wykonali swojej części pracy ale dodatkowo nas oszukali... no i ściskaliśmy akurat w rękach czterokilowe, stalowe i finezyjnie wygięte miotły Fiskersa. Dresy wypadły z chmury kurzu i na widok wyrazu naszych fizjonomii gwałtownie wyhamowali. Zapanowała tzw krepująca cisza, którą w końcu przerwał Radosny niosącym szereg znaczeń pytaniem: Co, ryj swędzi?
Teraz już wzeszła szczęśliwa gwiazda wirujących ostrzy i zaczęliśmy sezon na koszenia. Jestem zielony, pachnę jak wiosna. Cały parter wypełnia buchający z moich ciuchów roboczych aromat zmasakrowanych ziół i traw, z kieszeni wysypują mi się rozwścieczone biedronki.
Kosiarki stały się częścią naszych ciał, dostaliśmy dwie nowiutkie maszyny, a rżniemy 4 obiekty dziennie.Przez skórę odbieramy każde drgnięcie stalowych ścięgien silników, czujemy każde skrobnięcie noża o kamień, płuca przepełnia organiczny zapach gorącej wachy i aromat masowego trawobójstwa. Spalone ręce, spalone twarze, wiatr we włosach, śmiech i pęd przez Miasto.
Radosny zakupił zgrzewkę koli po 79 groszy litrowa butelka.... Piliście kiedyś NRDowską kolę w małych buteleczkach? Smakuje tym samym lekarstwem, tyle że tamta była z reguły tak nagazowana, że wybuchała przez nos. Śmiejemy się, że można by to cholerstwo używać w charakterze politury do mebli, albo lać do baku podkaszarki.
Struna boli, przypomina, że już jutro mogę znowu paść i już leżeć do końca życia. Weronika postanawia umrzeć, Pułkownik Kiszczak postanawia iść pośród oblanych złotem popołudnia ścian Miasta Miast i przeczesywać przestrzeń ulic i zaułków echosondą swoich uczuć. Być może jutro mój czas się skończy w przepoconej pościeli i zmienianych przez żonę pampersach, ale na razie CIĄGLE TU JESTEM
Ja uromatyczniony - Kochanie, ukradłaś mi serce?
Szponiasta - Tak. Trzymam je w sejfie i jem razem
z innymi wiedźmami by zachować wieczną młodość.
...czasem lepiej nie pytać.
*
środa, 15 maja 2013
czwartek, 2 maja 2013
Czwartek to taki wicepiątek...
Hradani Bahzell Bahnakson z plemienia
Koniokradów nigdy nie chciał zostać
wybrankiem boga wojny. Niestety bóg
wojny nalegał.
(Weber)
To naprawdę deprymujące Kiedyś uwielbiałem tu pisać. Teraz jednak gdy po jakiejś półgodzinie siedzenia kość ogonowa zmienia mi się w poligon w Semipałatyńsku odczuwam do tego lekką niechęć, żeby nie powiedzieć, że jestem żywiołowo zainteresowany wszystkim poza tym. Ostatnio nawet gdy w końcu stanąłem nad klawiaturą obudził się we mnie ukryty niewątpliwie od neolitu instynkt pierwszych rolników, po czym udałem się nawozić ogródek i przesadzać kwiatki. Zasadziłem nawet w donicy bazie, które od jakiegoś czasu stały w wazonie... inna sprawa, że stały tak długo aż puściły listki i korzenie.
W międzyczasie wydarzyło się całe mnóstwo rzeczy z których większość zdążyłem już zapomnieć. Pracuję, i jak na razie nic mi nie odpadło, choć nie narzekam na nadmiar komfortu. W wozie nie usiądę inaczej jak z butlą po koli wciśniętą w lędźwiowe okolice i pochylam się tak jakby bokiem. W sumie więcej klękam niż się pochylam, co mi przypomina, że muszę jeszcze jakoś zrzucić pozostałe 14 kilo nadwagi zanim eksplodują mi kolana. Ostatnio jednym ciągiem czyścimy wszystkie podziemne hale garażowe Trójmiasta. Po zimie miejscowy pył ma specyficzny chemiczno-solny skład, skutkiem czego oczy mamy czerwone jak króliki a w płucach dymiący krater Etny.
Moja rodzicielka tak dzielnie i żywiołowo świętowała ostatni dzień wolności przed powrotem ojca, że potknęła się o własne łóżko i strzaskała dokumentnie bark. Spędziliśmy z nią upojne godziny w szpitalu na Zaspie wożąc ją na wózku po rentgenach, ultrasonografach i salach zabiegowych skąd dobiegały jej upiorne wrzaski. Pooglądaliśmy sobie z jaką bezczelną pogardą i niepowstrzymaną skutecznością białe kitle gnają korytarzami staruszków w obięcia śmierci, coś obrzydliwego i nie do uwierzenia, jak instytucja stworzona przecież z założenia by służyć ludziom potrafi ich publicznie i okrutnie upodlić. Ciągle stoi mi przed oczyma jakiś dziadek z cewnikiem czarnym od krwi, którego płacząca żona przywiozła tego dnia trzeci raz do szpitala i uśmiechniętego konowała, który tłumaczył jej, że w szpitalu nie mogą jej pomóc i lepiej niech zmieni lekarza pierwszego kontaktu. Ostatnio łatwo się wkurwiam i gdy kolejny niedouczony, arogancki debil stanął nad moją matką i z pretensją zaczął ją wypytywać czemu zsiniała jej dłoń i nie ma w niej czucie, wziąłem go za fraki i wytłumaczyłem jak dziecku, że jak się zrobi za ciasny opatrunek i odetnie krążenie pod pachą, to tak się zwykle dzieje. Ostatecznie rodzicielka skończyła na stole i teraz może się cieszyć długą na palec blizną i zestawem tytanowych śrub. Przejście przez odprawę na lotnisku, już nigdy nie będzie takie samo.
A poza tym spokój, pusto, krzaki popierdalają.. Choć przyznam że czasem sam się zadziwiam, ostatnio zjadłem z puszki coś niemieckiego, co, co prawda miało termin ważności do 2016, ale nabyłem to drogą kupna w 2008.
- Co będziemy dzisiaj jeść?
- Demony przeszłości...
...
-Sprzątałeś lodówkę?
(My)
*
Koniokradów nigdy nie chciał zostać
wybrankiem boga wojny. Niestety bóg
wojny nalegał.
(Weber)
To naprawdę deprymujące Kiedyś uwielbiałem tu pisać. Teraz jednak gdy po jakiejś półgodzinie siedzenia kość ogonowa zmienia mi się w poligon w Semipałatyńsku odczuwam do tego lekką niechęć, żeby nie powiedzieć, że jestem żywiołowo zainteresowany wszystkim poza tym. Ostatnio nawet gdy w końcu stanąłem nad klawiaturą obudził się we mnie ukryty niewątpliwie od neolitu instynkt pierwszych rolników, po czym udałem się nawozić ogródek i przesadzać kwiatki. Zasadziłem nawet w donicy bazie, które od jakiegoś czasu stały w wazonie... inna sprawa, że stały tak długo aż puściły listki i korzenie.
W międzyczasie wydarzyło się całe mnóstwo rzeczy z których większość zdążyłem już zapomnieć. Pracuję, i jak na razie nic mi nie odpadło, choć nie narzekam na nadmiar komfortu. W wozie nie usiądę inaczej jak z butlą po koli wciśniętą w lędźwiowe okolice i pochylam się tak jakby bokiem. W sumie więcej klękam niż się pochylam, co mi przypomina, że muszę jeszcze jakoś zrzucić pozostałe 14 kilo nadwagi zanim eksplodują mi kolana. Ostatnio jednym ciągiem czyścimy wszystkie podziemne hale garażowe Trójmiasta. Po zimie miejscowy pył ma specyficzny chemiczno-solny skład, skutkiem czego oczy mamy czerwone jak króliki a w płucach dymiący krater Etny.
Moja rodzicielka tak dzielnie i żywiołowo świętowała ostatni dzień wolności przed powrotem ojca, że potknęła się o własne łóżko i strzaskała dokumentnie bark. Spędziliśmy z nią upojne godziny w szpitalu na Zaspie wożąc ją na wózku po rentgenach, ultrasonografach i salach zabiegowych skąd dobiegały jej upiorne wrzaski. Pooglądaliśmy sobie z jaką bezczelną pogardą i niepowstrzymaną skutecznością białe kitle gnają korytarzami staruszków w obięcia śmierci, coś obrzydliwego i nie do uwierzenia, jak instytucja stworzona przecież z założenia by służyć ludziom potrafi ich publicznie i okrutnie upodlić. Ciągle stoi mi przed oczyma jakiś dziadek z cewnikiem czarnym od krwi, którego płacząca żona przywiozła tego dnia trzeci raz do szpitala i uśmiechniętego konowała, który tłumaczył jej, że w szpitalu nie mogą jej pomóc i lepiej niech zmieni lekarza pierwszego kontaktu. Ostatnio łatwo się wkurwiam i gdy kolejny niedouczony, arogancki debil stanął nad moją matką i z pretensją zaczął ją wypytywać czemu zsiniała jej dłoń i nie ma w niej czucie, wziąłem go za fraki i wytłumaczyłem jak dziecku, że jak się zrobi za ciasny opatrunek i odetnie krążenie pod pachą, to tak się zwykle dzieje. Ostatecznie rodzicielka skończyła na stole i teraz może się cieszyć długą na palec blizną i zestawem tytanowych śrub. Przejście przez odprawę na lotnisku, już nigdy nie będzie takie samo.
A poza tym spokój, pusto, krzaki popierdalają.. Choć przyznam że czasem sam się zadziwiam, ostatnio zjadłem z puszki coś niemieckiego, co, co prawda miało termin ważności do 2016, ale nabyłem to drogą kupna w 2008.
- Co będziemy dzisiaj jeść?
- Demony przeszłości...
...
-Sprzątałeś lodówkę?
(My)
*
wtorek, 2 kwietnia 2013
Olbrzymie maleństwo
...i to brzmienie silnika. Przy pełnym
przyspieszeniu na pełnej mocy Aston
nie warczy ani nie wyje. Brzmi jak
najbardziej ekscytujące fragmenty
biblii. Brzmi jak apokalipsa.
(Clarkson)
Jutro wracam do pracy. Na zewnątrz pośród smug arktycznego wiatru rozwija kryształowe skrzydła nowa epoka lodowcowa. W najśmielszych snach nie przypuszczałem, że będę odśnieżał w kwietniu, co najwyżej wirujące płatki kwiatów wiśni.Ciekawe czy uda mi się tak pracować, żeby struna mi znowu nie pękła. Zabawna rzecz ten kręgosłup, człowiek nie zdaje sobie sprawy że go ma póki nie zaboli. Ostatnio często śni mi się że się pochylam i wiążę sobie buty. Budzę się zaśliniony. Taka mała fantazja seksualna.
Lenn nadal się nie odzywa obrażona, że nie potrafi wychować własnego dziecka. Nadal wisi nam za światłowód, powinna dziękować wszystkim bogom, że telewizor był dobrze osadzony bo inaczej pożegnałaby ze trzy pensje.
Stasiu z Void i Małym Boro wprowadzają się do mieszkania sąsiadującego przez ścianę z teściową. Śmieję się, że powinni jej wybić do kuchni okno bufetowe.
Landryna wpadła z Areckim i opisała ze szczegółami swój ślub, który odbędzie się zdaje w 2015. Ma wybrane już wszystko, od sali po sznurówki gorsetu i buciki z futerkiem na noc poślubną.. Nawet spróbowali 16 rodzajów tortu. Potem zagryźli je frytkami i mieli ciekawą noc.
Szponiasta zaś opisywała perypetie pewnego znajomego pana doktora, który pojechał dorobić sobie do Libii. Jak chciał pojechać na urlop, to przyjechał miejscowa bojówka wyposażona w broń maszynową i obiecała mu, że jak tylko się ruszy to dopadną go, jego rodzinę i poobcinają ręce pielęgniarkom. Gość zostawił tam samochód i kupę szmalu i przewędrował z przemytnikami, bez wiz i papierów, perę granic. (Chyba nie lubił za bardzo pielęgniarek). Teraz dzwonią do niego co czas jakiś i uprzejmie zachęcają by wrócił odebrać pensję... Wrócilibyście?
Zadzwonił do mnie Seba podobno został już rozdziewiczony przez Czarny Ląd. Udał się z jakimś biznesem w głąb kontynentu i popieściła go malaria. Mówi że jak malaria cię polubi, to ci nie pomogą żadne piguły, ani płyny przeciw komarom. Malaria jak wierna kochanka pozostanie już z tobą na zawsze. Ale ogólnie gość wydaje się zadowolony, drugie murzyniątko jest już w drodze i postawił warsztat mechaniczny, w którym odzyskuje metal z min morskich przynoszonych z zatoki przez pomocnych autochtonów. Żyć nie umierać.
Chcesz mi przeziębić piersi?
Wiesz jak głupio będą wyglądać
gdy zaczną kichać?
(Lady Pazurek)
*
przyspieszeniu na pełnej mocy Aston
nie warczy ani nie wyje. Brzmi jak
najbardziej ekscytujące fragmenty
biblii. Brzmi jak apokalipsa.
(Clarkson)
Jutro wracam do pracy. Na zewnątrz pośród smug arktycznego wiatru rozwija kryształowe skrzydła nowa epoka lodowcowa. W najśmielszych snach nie przypuszczałem, że będę odśnieżał w kwietniu, co najwyżej wirujące płatki kwiatów wiśni.Ciekawe czy uda mi się tak pracować, żeby struna mi znowu nie pękła. Zabawna rzecz ten kręgosłup, człowiek nie zdaje sobie sprawy że go ma póki nie zaboli. Ostatnio często śni mi się że się pochylam i wiążę sobie buty. Budzę się zaśliniony. Taka mała fantazja seksualna.
Lenn nadal się nie odzywa obrażona, że nie potrafi wychować własnego dziecka. Nadal wisi nam za światłowód, powinna dziękować wszystkim bogom, że telewizor był dobrze osadzony bo inaczej pożegnałaby ze trzy pensje.
Stasiu z Void i Małym Boro wprowadzają się do mieszkania sąsiadującego przez ścianę z teściową. Śmieję się, że powinni jej wybić do kuchni okno bufetowe.
Landryna wpadła z Areckim i opisała ze szczegółami swój ślub, który odbędzie się zdaje w 2015. Ma wybrane już wszystko, od sali po sznurówki gorsetu i buciki z futerkiem na noc poślubną.. Nawet spróbowali 16 rodzajów tortu. Potem zagryźli je frytkami i mieli ciekawą noc.
Szponiasta zaś opisywała perypetie pewnego znajomego pana doktora, który pojechał dorobić sobie do Libii. Jak chciał pojechać na urlop, to przyjechał miejscowa bojówka wyposażona w broń maszynową i obiecała mu, że jak tylko się ruszy to dopadną go, jego rodzinę i poobcinają ręce pielęgniarkom. Gość zostawił tam samochód i kupę szmalu i przewędrował z przemytnikami, bez wiz i papierów, perę granic. (Chyba nie lubił za bardzo pielęgniarek). Teraz dzwonią do niego co czas jakiś i uprzejmie zachęcają by wrócił odebrać pensję... Wrócilibyście?
Zadzwonił do mnie Seba podobno został już rozdziewiczony przez Czarny Ląd. Udał się z jakimś biznesem w głąb kontynentu i popieściła go malaria. Mówi że jak malaria cię polubi, to ci nie pomogą żadne piguły, ani płyny przeciw komarom. Malaria jak wierna kochanka pozostanie już z tobą na zawsze. Ale ogólnie gość wydaje się zadowolony, drugie murzyniątko jest już w drodze i postawił warsztat mechaniczny, w którym odzyskuje metal z min morskich przynoszonych z zatoki przez pomocnych autochtonów. Żyć nie umierać.
Chcesz mi przeziębić piersi?
Wiesz jak głupio będą wyglądać
gdy zaczną kichać?
(Lady Pazurek)
*
środa, 13 marca 2013
Święty, Święty, Święty, Pan Bóg zastępów
Marzenia są dla kobiet i dzieci, dla
mężczyzn są zadania do wykonania
(Ktoś kiedyś)
Szponiasta przywlekła z pracy wielką matę na stół, przypominam gwoli porządku, że luba pracuje w szpitalu położniczym. No właśnie, co może być na takiej macie, którą wykłada się biurka w fabryce niemowlaków? Taaaaak, dokładnie, kalendarz... i dokładny wykaz chorób układu rozrodczego tudzież patologii ciąży. Obecnie więc spożywam śniadania patrząc na wielką, antypoślizgową matę wypełnioną wszystkim co może przytrafić się pochwie.
Wczoraj byłem z Babką w szpitalu na Zaspie. Tak tym słynnym szpitalu z którego pacjęci z połamanymi rękami spuszczają się po piorunochronach by udać się do jakiegokolwiek innego ośrodka zdrowia z chatką Babki Zielarki i zagubionym pośród bagien Chramem Wielkiego Pożeracza Dusz włącznie. No ale nic, idziemy. Dobudowali tam ostatnio dodatkowe piętro, od razu widać. Cały budynek osiadł i jest popękany jak skorupka jajka. Pęknięcia biegną od drzwi do drzwi, od okna do okna, biegną nawet pomiędzy puszkami elektrycznymi na ścianach. W dodatku patrząc na dzielne choć nieskoordynowane wysiłki ekip remontowych, pojawiają się ciągle nowe. Stałem więc tam z duszą na ramieniu czekając aż Babce wyciągną rurę z przełyku. Gdy wyszła, była bardzo nieszczęśliwa bo zamrozili jej gardło i język i nie mogła zdać szczegółowej relacji.
Marnie jest ze mną ostatnio. ZUS postanowił mnie zagłodzić, wracam więc chory do pracy. Będzie super, muszę jedynie odkryć jak pracować nie pochylając się. Moi starsi dobijają mnie zamiast wsparcia serwując jakieś obłędne pomysły tudzież niechętną obojętność, zależy o którym osobniku mówimy. Szczerze mówiąc, gdy po tych paru ciepłych, błękitno-słonecznych dniach ze wschodu nadszedł sztorm sypiąc przez trzy dni śniegiem i terminalnym mrozem, często wychodziłem z domu z myślą, by iść gdzieś za park, położyć się w zaspie i poczekać na śmierć. Jest mi ostatnio kurewsko źle. Przy Szponiastej nie chcę już nic mówić, bo w końcu ile można narzekać nim się kogoś ostatecznie stłamsi? Resztki przyjaciół opadają ze mnie jak skóra po chorobie popromiennej. Nie wiem czy jeszcze mam pracę, nie wiem czy kiedykolwiek będę mógł normalnie siedzieć czy pochylić się i zawiązać buta. Nic już nie wiem.
Dziś się rozchmurzyło. Na tle nieba są piękne, wyraźne kontury drzew i budynków. Odprowadziłem Pazurkowatą do Przyjaciółki, a potem szedłem i szedłem i nie chciałem się zatrzymać.
Po ulicach biegały człekokształtne
płomienie, ścigane przez ludzi z
kocami...
)Stephenson)
*
mężczyzn są zadania do wykonania
(Ktoś kiedyś)
Szponiasta przywlekła z pracy wielką matę na stół, przypominam gwoli porządku, że luba pracuje w szpitalu położniczym. No właśnie, co może być na takiej macie, którą wykłada się biurka w fabryce niemowlaków? Taaaaak, dokładnie, kalendarz... i dokładny wykaz chorób układu rozrodczego tudzież patologii ciąży. Obecnie więc spożywam śniadania patrząc na wielką, antypoślizgową matę wypełnioną wszystkim co może przytrafić się pochwie.
Wczoraj byłem z Babką w szpitalu na Zaspie. Tak tym słynnym szpitalu z którego pacjęci z połamanymi rękami spuszczają się po piorunochronach by udać się do jakiegokolwiek innego ośrodka zdrowia z chatką Babki Zielarki i zagubionym pośród bagien Chramem Wielkiego Pożeracza Dusz włącznie. No ale nic, idziemy. Dobudowali tam ostatnio dodatkowe piętro, od razu widać. Cały budynek osiadł i jest popękany jak skorupka jajka. Pęknięcia biegną od drzwi do drzwi, od okna do okna, biegną nawet pomiędzy puszkami elektrycznymi na ścianach. W dodatku patrząc na dzielne choć nieskoordynowane wysiłki ekip remontowych, pojawiają się ciągle nowe. Stałem więc tam z duszą na ramieniu czekając aż Babce wyciągną rurę z przełyku. Gdy wyszła, była bardzo nieszczęśliwa bo zamrozili jej gardło i język i nie mogła zdać szczegółowej relacji.
Marnie jest ze mną ostatnio. ZUS postanowił mnie zagłodzić, wracam więc chory do pracy. Będzie super, muszę jedynie odkryć jak pracować nie pochylając się. Moi starsi dobijają mnie zamiast wsparcia serwując jakieś obłędne pomysły tudzież niechętną obojętność, zależy o którym osobniku mówimy. Szczerze mówiąc, gdy po tych paru ciepłych, błękitno-słonecznych dniach ze wschodu nadszedł sztorm sypiąc przez trzy dni śniegiem i terminalnym mrozem, często wychodziłem z domu z myślą, by iść gdzieś za park, położyć się w zaspie i poczekać na śmierć. Jest mi ostatnio kurewsko źle. Przy Szponiastej nie chcę już nic mówić, bo w końcu ile można narzekać nim się kogoś ostatecznie stłamsi? Resztki przyjaciół opadają ze mnie jak skóra po chorobie popromiennej. Nie wiem czy jeszcze mam pracę, nie wiem czy kiedykolwiek będę mógł normalnie siedzieć czy pochylić się i zawiązać buta. Nic już nie wiem.
Dziś się rozchmurzyło. Na tle nieba są piękne, wyraźne kontury drzew i budynków. Odprowadziłem Pazurkowatą do Przyjaciółki, a potem szedłem i szedłem i nie chciałem się zatrzymać.
Po ulicach biegały człekokształtne
płomienie, ścigane przez ludzi z
kocami...
)Stephenson)
*
piątek, 8 marca 2013
Spalinowe spadachrony
Ja - Wychodzisz, a tu cała plaża opalających
się wampirycznych foczek...
Pazurek - Nie, wampiryczna foczka nie może
się opalać, przecież jest wampiryczna.
Daleki zwiad. Codziennie zapuszczam się dalej. Nocne przeloty przez pełznące kolonie bloków Zaspy. Segmentowe, betonowe cielska skrzą się w świetle księżyca, roziskrzone girlandy okien ujawniają bezwstydnie kokony zamarłej teraźniejszości i dzieci wpatrzone w gwiazdy. Dalekie rubieże Olivy i Wrzeszcza, czerpiącego swą nazwę od starosłowiańskich wrzosów, gdzie z ziemi wynurzają się coraz to nowe szliste cielska wieżowców i gdzie stary nasyp kolejowy ujawnił całą swą niespodziewaną nagość po pożarciu przez Miasto tysięcy drzew i krzewów ( paru ścieżek, kilku kryjówek gwałcicieli i powszechnego azylu młodzieży spożywającej). Znika z historii miejsca półokrąg zieleni i ślad po zerwanych mostach i strzaskanych lokomotywach. Nigdy nie pojadą już tutaj widmowe pociągi Waissera Dawidka, pojadą prawdziwe w kierunku Wysoczyzny i Kaszub i dalej po podniebnych liniach Rębiechowa ku reszcie świata i smaganemu przeciągiem podbrzuszu Boga.
WhiteTown zmienia się w oczach, rzadki i niespotykany widok, gdy na zbyt małej przestrzeni gromadzi się zbyt wiele pieniędzy Rozpruli właśnie swoje miasto by zbudować najbrzydszy dworzec w Polsce. Oddalam się od tego pogardliwie krętym cięciem doliny Potoku Elizy. Idę ku morzu i lasom. Morze jest wielkie i wieczne, przykrywa swym miękkim cielskiem pragnienia i tajemnice. Zaczyna się tu, pod twoimi stopami i mknie ku wiecznemu Infinity. Ktoś to kiedyś ładnie napisał. potem to znajdę.
Wpadł Marzan ze zmiażdżonym paliczkiem. Kopał laptopa przez szafkę i czekał na chirurga, czy innego nogologa. Snuł opowieści z porwanych szlaków i o tym jak pomimo wyczerpania limitu, pewnego dnia włączył mu się niespodziewanie internet i po paru chwilach snucia się wśród bitów trafił na najładniejszą dziewczynę swego życia, która podziela jego wschodnie fascynacje i razem z nim słuch radzieckiej muzyki. Słuchałem ostatnio bez końca jego płyty, Kerouac i Bębny Jacka Oltera bez przerwy i naprzemiennie.
Noc rozdudniona, ja znowu w trasie, wącham powietrze. Patrzę na dziewczyny i roztkliwiam się z lekka niesiony wiosenną falą hormonów. Jak żywioły które nas niszczą najpiękniejsze są te, które nas unicestwiają byśmy mogli odradzać się na nowo z popiołu lub pięknie ginąć. Kurwy inspiracji takie jak Lenn czy Yoru. Pozostawiające za sobą pas przepięknych zniszczeń, które gdy porosną mchem i byliną staną się miejscem schadzek przy świetle księżyca.
Potem zaś wyrywam się trzewiom nocy do ciepłych pieleszy i szerokokątnych ekranów, do żony - zbożowo - słonecznej bogini wszelkiego lata. Ból miesza się z strachem w szklance mojego ciał. Przytulam się więc, topię w zapachu i nie myślę już więcej o niczym.
W górze toczyła się bitwa
Czyniących i płonęło niebo,
na dole żywi walczyli z
umarłymi
(Grzędowicz)
się wampirycznych foczek...
Pazurek - Nie, wampiryczna foczka nie może
się opalać, przecież jest wampiryczna.
Daleki zwiad. Codziennie zapuszczam się dalej. Nocne przeloty przez pełznące kolonie bloków Zaspy. Segmentowe, betonowe cielska skrzą się w świetle księżyca, roziskrzone girlandy okien ujawniają bezwstydnie kokony zamarłej teraźniejszości i dzieci wpatrzone w gwiazdy. Dalekie rubieże Olivy i Wrzeszcza, czerpiącego swą nazwę od starosłowiańskich wrzosów, gdzie z ziemi wynurzają się coraz to nowe szliste cielska wieżowców i gdzie stary nasyp kolejowy ujawnił całą swą niespodziewaną nagość po pożarciu przez Miasto tysięcy drzew i krzewów ( paru ścieżek, kilku kryjówek gwałcicieli i powszechnego azylu młodzieży spożywającej). Znika z historii miejsca półokrąg zieleni i ślad po zerwanych mostach i strzaskanych lokomotywach. Nigdy nie pojadą już tutaj widmowe pociągi Waissera Dawidka, pojadą prawdziwe w kierunku Wysoczyzny i Kaszub i dalej po podniebnych liniach Rębiechowa ku reszcie świata i smaganemu przeciągiem podbrzuszu Boga.
WhiteTown zmienia się w oczach, rzadki i niespotykany widok, gdy na zbyt małej przestrzeni gromadzi się zbyt wiele pieniędzy Rozpruli właśnie swoje miasto by zbudować najbrzydszy dworzec w Polsce. Oddalam się od tego pogardliwie krętym cięciem doliny Potoku Elizy. Idę ku morzu i lasom. Morze jest wielkie i wieczne, przykrywa swym miękkim cielskiem pragnienia i tajemnice. Zaczyna się tu, pod twoimi stopami i mknie ku wiecznemu Infinity. Ktoś to kiedyś ładnie napisał. potem to znajdę.
Wpadł Marzan ze zmiażdżonym paliczkiem. Kopał laptopa przez szafkę i czekał na chirurga, czy innego nogologa. Snuł opowieści z porwanych szlaków i o tym jak pomimo wyczerpania limitu, pewnego dnia włączył mu się niespodziewanie internet i po paru chwilach snucia się wśród bitów trafił na najładniejszą dziewczynę swego życia, która podziela jego wschodnie fascynacje i razem z nim słuch radzieckiej muzyki. Słuchałem ostatnio bez końca jego płyty, Kerouac i Bębny Jacka Oltera bez przerwy i naprzemiennie.
Noc rozdudniona, ja znowu w trasie, wącham powietrze. Patrzę na dziewczyny i roztkliwiam się z lekka niesiony wiosenną falą hormonów. Jak żywioły które nas niszczą najpiękniejsze są te, które nas unicestwiają byśmy mogli odradzać się na nowo z popiołu lub pięknie ginąć. Kurwy inspiracji takie jak Lenn czy Yoru. Pozostawiające za sobą pas przepięknych zniszczeń, które gdy porosną mchem i byliną staną się miejscem schadzek przy świetle księżyca.
Potem zaś wyrywam się trzewiom nocy do ciepłych pieleszy i szerokokątnych ekranów, do żony - zbożowo - słonecznej bogini wszelkiego lata. Ból miesza się z strachem w szklance mojego ciał. Przytulam się więc, topię w zapachu i nie myślę już więcej o niczym.
W górze toczyła się bitwa
Czyniących i płonęło niebo,
na dole żywi walczyli z
umarłymi
(Grzędowicz)
środa, 27 lutego 2013
Gwałciciel powietrza
Silni tworzą historię
słabi historyjki
Jest tak ciemno. Żyje w pożyczonym czasie dzień każdy oddala mnie od terminu przydatności. Myślę, że już nigdy nie wyzdrowieję. Ciągle coś we mnie pęka. Wpadam z bólu w ból. Tydzień temu niezdolny do oddychania bez bandaża elastycznego, dziś uginam się pod ciężarem zdenaturyzowanego ramienia, ale w gruncie rzeczy nie chcę już o tym myśleć.
Z nostalgią wspominam czasy gdy byłem po prostu dryfującym wrakiem, pchanym wiatrem od mielizny do mielizny. Teraz płonę, powietrze wypełniają wirujące metalowe strzępy rozrywanego eksplozjami kadłuba a niebo jest czarne od nurkujących krzyży myśliwców Zero i zamyślonych stratosferycznie molochów z amerykańskich fabryk Boeinga. Budzą mnie nurkujące z wizgiem po nitkach nerwów łańcuszki bomb.
Dużo czytam, dużo chodzę, wszyscy mnie straszą że leczenie jest gówno warte i że prędzej czy później trafię pod skalpel.
Wpadłem dziś do roboty pomóc trochę Danowi. Walka z maszynami pod powierzchnią ziemi.
ZUS nie przysłał mi ani grosza,co dzień coraz bardziej zadziwia mnie bezmiar zbędności tej instytucji. Biorą jedną trzecią pensji, a gdy trzeba oddać choć część tej forsy to patrzą wielkimi, smutnymi oczami afrykańskiego dziecka żującego oponę. Przecież to nie ich, to moje pieniądze, które tymczasowo u nich zdeponowałem. Naprawdę, z radością przestanę zawracać im głowę, z dziką chęcią zrezygnuję nawet z ich usług... niestety, ZUS działa na zasadzie mafii pobierającej haracz. Nie zapłacisz - zrobi się przykro.
Marzana odznaczyli, nie wiem czym i za co, skombinował sobie za to, za moją nieroztropną radą, jakąś ponętną Ukrainkę i sytuacja jest podobno rozwojowa jak róża eksplozji termojądrowej. Zawsze robię się niespokojny gdy ludzie mnie słuchają. Spiknął się też ostatnio w swoim pędzie dekonstrukcji Systemu z Konjem, który pięknie mu się wpisał w cegle, którą dopiero co opublikował, o wiele mówiącym tytule "Gangrena - mój punk rock song". Biorąc pod uwagę, że kolo wychowywał się jakieś 200 metrów stąd na zachód, wgłębianie się gruboziarnistą przeszłość, której osobiście posmakowałem już tylko smętne resztki, sprawia wiele radości.
Mój Starszy wyskoczył do Iranu z wiceministrem gospodarki, który okazał się moim kolegą z dzieciństwa. Poprosiłem go, żeby przywiózł mi koran, ale z nim to jest tak, że jak się go pośle po latawiec to wróci Jumbo Jetem. Zakupił mi za 150 euro, wciśnięte w podwójne, tłoczone okładki monstrum, skrzące się kolorami tęczy i wydrukowane na papierze mieszanym z jedwabiem. Trzy dni ze strachem szukałem po mieszkaniu miejsca w którym mógłbym to cudo postawić. O samym Iranie opowiedział niewiele, bo na imprezę powrotną zaprosił oprócz nas parę tłuków, kipiących jadem i zazdrością , tak, że właściwie nie dali mu dojść do słowa. Nie kumam po co on się trzyma tych... ludzi.
Jedna z ciekawostek, która mi się spodobała, to to, że Iran, kraj niesamowicie wręcz bogaty eksportuje ropę, ale z powodu embarga nie może budować własnych rafinerii, więc importuje benzynę. Za to wszyscy mają gaz za darmo i prąd za grosze.
Tyle na razie, niestety obecnie moje pisanie uzależnione jest od tego jak długo dam radę siedzieć. Zdaje się, że czas ten się właśnie skończył.
...I był tam ten Gdańsk
niepokojąco piękny w
swej legendzie...
(Konjo)
*
słabi historyjki
Jest tak ciemno. Żyje w pożyczonym czasie dzień każdy oddala mnie od terminu przydatności. Myślę, że już nigdy nie wyzdrowieję. Ciągle coś we mnie pęka. Wpadam z bólu w ból. Tydzień temu niezdolny do oddychania bez bandaża elastycznego, dziś uginam się pod ciężarem zdenaturyzowanego ramienia, ale w gruncie rzeczy nie chcę już o tym myśleć.
Z nostalgią wspominam czasy gdy byłem po prostu dryfującym wrakiem, pchanym wiatrem od mielizny do mielizny. Teraz płonę, powietrze wypełniają wirujące metalowe strzępy rozrywanego eksplozjami kadłuba a niebo jest czarne od nurkujących krzyży myśliwców Zero i zamyślonych stratosferycznie molochów z amerykańskich fabryk Boeinga. Budzą mnie nurkujące z wizgiem po nitkach nerwów łańcuszki bomb.
Dużo czytam, dużo chodzę, wszyscy mnie straszą że leczenie jest gówno warte i że prędzej czy później trafię pod skalpel.
Wpadłem dziś do roboty pomóc trochę Danowi. Walka z maszynami pod powierzchnią ziemi.
ZUS nie przysłał mi ani grosza,co dzień coraz bardziej zadziwia mnie bezmiar zbędności tej instytucji. Biorą jedną trzecią pensji, a gdy trzeba oddać choć część tej forsy to patrzą wielkimi, smutnymi oczami afrykańskiego dziecka żującego oponę. Przecież to nie ich, to moje pieniądze, które tymczasowo u nich zdeponowałem. Naprawdę, z radością przestanę zawracać im głowę, z dziką chęcią zrezygnuję nawet z ich usług... niestety, ZUS działa na zasadzie mafii pobierającej haracz. Nie zapłacisz - zrobi się przykro.
Marzana odznaczyli, nie wiem czym i za co, skombinował sobie za to, za moją nieroztropną radą, jakąś ponętną Ukrainkę i sytuacja jest podobno rozwojowa jak róża eksplozji termojądrowej. Zawsze robię się niespokojny gdy ludzie mnie słuchają. Spiknął się też ostatnio w swoim pędzie dekonstrukcji Systemu z Konjem, który pięknie mu się wpisał w cegle, którą dopiero co opublikował, o wiele mówiącym tytule "Gangrena - mój punk rock song". Biorąc pod uwagę, że kolo wychowywał się jakieś 200 metrów stąd na zachód, wgłębianie się gruboziarnistą przeszłość, której osobiście posmakowałem już tylko smętne resztki, sprawia wiele radości.
Mój Starszy wyskoczył do Iranu z wiceministrem gospodarki, który okazał się moim kolegą z dzieciństwa. Poprosiłem go, żeby przywiózł mi koran, ale z nim to jest tak, że jak się go pośle po latawiec to wróci Jumbo Jetem. Zakupił mi za 150 euro, wciśnięte w podwójne, tłoczone okładki monstrum, skrzące się kolorami tęczy i wydrukowane na papierze mieszanym z jedwabiem. Trzy dni ze strachem szukałem po mieszkaniu miejsca w którym mógłbym to cudo postawić. O samym Iranie opowiedział niewiele, bo na imprezę powrotną zaprosił oprócz nas parę tłuków, kipiących jadem i zazdrością , tak, że właściwie nie dali mu dojść do słowa. Nie kumam po co on się trzyma tych... ludzi.
Jedna z ciekawostek, która mi się spodobała, to to, że Iran, kraj niesamowicie wręcz bogaty eksportuje ropę, ale z powodu embarga nie może budować własnych rafinerii, więc importuje benzynę. Za to wszyscy mają gaz za darmo i prąd za grosze.
Tyle na razie, niestety obecnie moje pisanie uzależnione jest od tego jak długo dam radę siedzieć. Zdaje się, że czas ten się właśnie skończył.
...I był tam ten Gdańsk
niepokojąco piękny w
swej legendzie...
(Konjo)
*
wtorek, 12 lutego 2013
Nasze bydło jest nieumarłe!
TV - ...swędzenie stref intymnych i upławy...
Ja - Swędzenie stref intymnych i upławy...
Kocham to słowo UPŁAWY.Kochanie masz
upławy?
Szponiasta - Całe mnóstwo.
No i zwagarował nam papież. Widzieliście zdjęcie błyskawicy, która tego samego dnia pizdnęła w Bazylikę Św Piotra. Zdaje się, że rada nadzorcza przedstawiła swoje obiekcje Z drugiej strony Papa może wiedzieć coś o czym my nie wiemy i chce pozałatwiać zaległe sprawy nim dopełni się era ludzkości, i zastąpią nas organizmy oparte na siarce, srające radioaktywną pulpą i czczące Godzillę.
Niezłe jest to, że w sumie jeszcze, żaden papież w historii, nie miał szansy usłyszeć dogłębnej oceny swojego pontyfikatu, co z pewnością nie będzie zbyt przyjemne. No cóż, rzadko kiedy analityk i naukowiec okazuje się charyzmatycznym przywódcą porywającym tłumy. Tacy ludzie wolą tło i cień mównic i tam właśnie Ratzinger powróci.
Wybrałem się dziś na zwiedzanie nowych mostów Letniewa. Przygoda, przygoda, śnieg pomiędzy zębami, przęsła wijące się w powietrzu jak kryształowe struny i groza wiejąca w plecy, jako, że na moście samochodowym złośliwie nie umieszczono chodników. Krążyłem po obsypanych świeżym śniegiem nieużywanych pasów ruchu patrząc na rodzącą się nową dzielnicę. W nocy most samochodowy mieni się kolorami i rozświetla barwnie zimowe niebo nisko zawieszone nad Brzeźnem.
Urodziny przyszły i przeszły, jestem bogatszy o magnetofon, na którym teraz z obłędem w oczach odsłuchuje moje 1264 zakurzone kasety, oraz głośniki do komputera większe od komputera, którymi z kolei do obłędu doprowadzam babkę.
Poza tym kupiłem sobie wagę i odkryłem, że po trzech miesiącach leżenia i rekraacji ważę około 118 kilo... Ech, wyczuwam nadchodzący czas bólu i wyrzeczeń Już widzę rozchybotane butelki koli niesione w dal na szeleszczących falach oceanu czipsów, nadchodzi odpływ, odsłaniając rafy marchewek, papryk i innych odrażających substancji. Nadchodzi czas rzezi i pożogi.
W przyszłości leży reszta naszego
życia, więc równie dobrze możesz
zacząć już teraz...
(skądś)
*
Ja - Swędzenie stref intymnych i upławy...
Kocham to słowo UPŁAWY.Kochanie masz
upławy?
Szponiasta - Całe mnóstwo.
No i zwagarował nam papież. Widzieliście zdjęcie błyskawicy, która tego samego dnia pizdnęła w Bazylikę Św Piotra. Zdaje się, że rada nadzorcza przedstawiła swoje obiekcje Z drugiej strony Papa może wiedzieć coś o czym my nie wiemy i chce pozałatwiać zaległe sprawy nim dopełni się era ludzkości, i zastąpią nas organizmy oparte na siarce, srające radioaktywną pulpą i czczące Godzillę.
Niezłe jest to, że w sumie jeszcze, żaden papież w historii, nie miał szansy usłyszeć dogłębnej oceny swojego pontyfikatu, co z pewnością nie będzie zbyt przyjemne. No cóż, rzadko kiedy analityk i naukowiec okazuje się charyzmatycznym przywódcą porywającym tłumy. Tacy ludzie wolą tło i cień mównic i tam właśnie Ratzinger powróci.
Wybrałem się dziś na zwiedzanie nowych mostów Letniewa. Przygoda, przygoda, śnieg pomiędzy zębami, przęsła wijące się w powietrzu jak kryształowe struny i groza wiejąca w plecy, jako, że na moście samochodowym złośliwie nie umieszczono chodników. Krążyłem po obsypanych świeżym śniegiem nieużywanych pasów ruchu patrząc na rodzącą się nową dzielnicę. W nocy most samochodowy mieni się kolorami i rozświetla barwnie zimowe niebo nisko zawieszone nad Brzeźnem.
Urodziny przyszły i przeszły, jestem bogatszy o magnetofon, na którym teraz z obłędem w oczach odsłuchuje moje 1264 zakurzone kasety, oraz głośniki do komputera większe od komputera, którymi z kolei do obłędu doprowadzam babkę.
Poza tym kupiłem sobie wagę i odkryłem, że po trzech miesiącach leżenia i rekraacji ważę około 118 kilo... Ech, wyczuwam nadchodzący czas bólu i wyrzeczeń Już widzę rozchybotane butelki koli niesione w dal na szeleszczących falach oceanu czipsów, nadchodzi odpływ, odsłaniając rafy marchewek, papryk i innych odrażających substancji. Nadchodzi czas rzezi i pożogi.
W przyszłości leży reszta naszego
życia, więc równie dobrze możesz
zacząć już teraz...
(skądś)
*
Subskrybuj:
Posty (Atom)