Marzenia są dla kobiet i dzieci, dla
mężczyzn są zadania do wykonania
(Ktoś kiedyś)
Szponiasta przywlekła z pracy wielką matę na stół, przypominam gwoli porządku, że luba pracuje w szpitalu położniczym. No właśnie, co może być na takiej macie, którą wykłada się biurka w fabryce niemowlaków? Taaaaak, dokładnie, kalendarz... i dokładny wykaz chorób układu rozrodczego tudzież patologii ciąży. Obecnie więc spożywam śniadania patrząc na wielką, antypoślizgową matę wypełnioną wszystkim co może przytrafić się pochwie.
Wczoraj byłem z Babką w szpitalu na Zaspie. Tak tym słynnym szpitalu z którego pacjęci z połamanymi rękami spuszczają się po piorunochronach by udać się do jakiegokolwiek innego ośrodka zdrowia z chatką Babki Zielarki i zagubionym pośród bagien Chramem Wielkiego Pożeracza Dusz włącznie. No ale nic, idziemy. Dobudowali tam ostatnio dodatkowe piętro, od razu widać. Cały budynek osiadł i jest popękany jak skorupka jajka. Pęknięcia biegną od drzwi do drzwi, od okna do okna, biegną nawet pomiędzy puszkami elektrycznymi na ścianach. W dodatku patrząc na dzielne choć nieskoordynowane wysiłki ekip remontowych, pojawiają się ciągle nowe. Stałem więc tam z duszą na ramieniu czekając aż Babce wyciągną rurę z przełyku. Gdy wyszła, była bardzo nieszczęśliwa bo zamrozili jej gardło i język i nie mogła zdać szczegółowej relacji.
Marnie jest ze mną ostatnio. ZUS postanowił mnie zagłodzić, wracam więc chory do pracy. Będzie super, muszę jedynie odkryć jak pracować nie pochylając się. Moi starsi dobijają mnie zamiast wsparcia serwując jakieś obłędne pomysły tudzież niechętną obojętność, zależy o którym osobniku mówimy. Szczerze mówiąc, gdy po tych paru ciepłych, błękitno-słonecznych dniach ze wschodu nadszedł sztorm sypiąc przez trzy dni śniegiem i terminalnym mrozem, często wychodziłem z domu z myślą, by iść gdzieś za park, położyć się w zaspie i poczekać na śmierć. Jest mi ostatnio kurewsko źle. Przy Szponiastej nie chcę już nic mówić, bo w końcu ile można narzekać nim się kogoś ostatecznie stłamsi? Resztki przyjaciół opadają ze mnie jak skóra po chorobie popromiennej. Nie wiem czy jeszcze mam pracę, nie wiem czy kiedykolwiek będę mógł normalnie siedzieć czy pochylić się i zawiązać buta. Nic już nie wiem.
Dziś się rozchmurzyło. Na tle nieba są piękne, wyraźne kontury drzew i budynków. Odprowadziłem Pazurkowatą do Przyjaciółki, a potem szedłem i szedłem i nie chciałem się zatrzymać.
Po ulicach biegały człekokształtne
płomienie, ścigane przez ludzi z
kocami...
)Stephenson)
*
środa, 13 marca 2013
piątek, 8 marca 2013
Spalinowe spadachrony
Ja - Wychodzisz, a tu cała plaża opalających
się wampirycznych foczek...
Pazurek - Nie, wampiryczna foczka nie może
się opalać, przecież jest wampiryczna.
Daleki zwiad. Codziennie zapuszczam się dalej. Nocne przeloty przez pełznące kolonie bloków Zaspy. Segmentowe, betonowe cielska skrzą się w świetle księżyca, roziskrzone girlandy okien ujawniają bezwstydnie kokony zamarłej teraźniejszości i dzieci wpatrzone w gwiazdy. Dalekie rubieże Olivy i Wrzeszcza, czerpiącego swą nazwę od starosłowiańskich wrzosów, gdzie z ziemi wynurzają się coraz to nowe szliste cielska wieżowców i gdzie stary nasyp kolejowy ujawnił całą swą niespodziewaną nagość po pożarciu przez Miasto tysięcy drzew i krzewów ( paru ścieżek, kilku kryjówek gwałcicieli i powszechnego azylu młodzieży spożywającej). Znika z historii miejsca półokrąg zieleni i ślad po zerwanych mostach i strzaskanych lokomotywach. Nigdy nie pojadą już tutaj widmowe pociągi Waissera Dawidka, pojadą prawdziwe w kierunku Wysoczyzny i Kaszub i dalej po podniebnych liniach Rębiechowa ku reszcie świata i smaganemu przeciągiem podbrzuszu Boga.
WhiteTown zmienia się w oczach, rzadki i niespotykany widok, gdy na zbyt małej przestrzeni gromadzi się zbyt wiele pieniędzy Rozpruli właśnie swoje miasto by zbudować najbrzydszy dworzec w Polsce. Oddalam się od tego pogardliwie krętym cięciem doliny Potoku Elizy. Idę ku morzu i lasom. Morze jest wielkie i wieczne, przykrywa swym miękkim cielskiem pragnienia i tajemnice. Zaczyna się tu, pod twoimi stopami i mknie ku wiecznemu Infinity. Ktoś to kiedyś ładnie napisał. potem to znajdę.
Wpadł Marzan ze zmiażdżonym paliczkiem. Kopał laptopa przez szafkę i czekał na chirurga, czy innego nogologa. Snuł opowieści z porwanych szlaków i o tym jak pomimo wyczerpania limitu, pewnego dnia włączył mu się niespodziewanie internet i po paru chwilach snucia się wśród bitów trafił na najładniejszą dziewczynę swego życia, która podziela jego wschodnie fascynacje i razem z nim słuch radzieckiej muzyki. Słuchałem ostatnio bez końca jego płyty, Kerouac i Bębny Jacka Oltera bez przerwy i naprzemiennie.
Noc rozdudniona, ja znowu w trasie, wącham powietrze. Patrzę na dziewczyny i roztkliwiam się z lekka niesiony wiosenną falą hormonów. Jak żywioły które nas niszczą najpiękniejsze są te, które nas unicestwiają byśmy mogli odradzać się na nowo z popiołu lub pięknie ginąć. Kurwy inspiracji takie jak Lenn czy Yoru. Pozostawiające za sobą pas przepięknych zniszczeń, które gdy porosną mchem i byliną staną się miejscem schadzek przy świetle księżyca.
Potem zaś wyrywam się trzewiom nocy do ciepłych pieleszy i szerokokątnych ekranów, do żony - zbożowo - słonecznej bogini wszelkiego lata. Ból miesza się z strachem w szklance mojego ciał. Przytulam się więc, topię w zapachu i nie myślę już więcej o niczym.
W górze toczyła się bitwa
Czyniących i płonęło niebo,
na dole żywi walczyli z
umarłymi
(Grzędowicz)
się wampirycznych foczek...
Pazurek - Nie, wampiryczna foczka nie może
się opalać, przecież jest wampiryczna.
Daleki zwiad. Codziennie zapuszczam się dalej. Nocne przeloty przez pełznące kolonie bloków Zaspy. Segmentowe, betonowe cielska skrzą się w świetle księżyca, roziskrzone girlandy okien ujawniają bezwstydnie kokony zamarłej teraźniejszości i dzieci wpatrzone w gwiazdy. Dalekie rubieże Olivy i Wrzeszcza, czerpiącego swą nazwę od starosłowiańskich wrzosów, gdzie z ziemi wynurzają się coraz to nowe szliste cielska wieżowców i gdzie stary nasyp kolejowy ujawnił całą swą niespodziewaną nagość po pożarciu przez Miasto tysięcy drzew i krzewów ( paru ścieżek, kilku kryjówek gwałcicieli i powszechnego azylu młodzieży spożywającej). Znika z historii miejsca półokrąg zieleni i ślad po zerwanych mostach i strzaskanych lokomotywach. Nigdy nie pojadą już tutaj widmowe pociągi Waissera Dawidka, pojadą prawdziwe w kierunku Wysoczyzny i Kaszub i dalej po podniebnych liniach Rębiechowa ku reszcie świata i smaganemu przeciągiem podbrzuszu Boga.
WhiteTown zmienia się w oczach, rzadki i niespotykany widok, gdy na zbyt małej przestrzeni gromadzi się zbyt wiele pieniędzy Rozpruli właśnie swoje miasto by zbudować najbrzydszy dworzec w Polsce. Oddalam się od tego pogardliwie krętym cięciem doliny Potoku Elizy. Idę ku morzu i lasom. Morze jest wielkie i wieczne, przykrywa swym miękkim cielskiem pragnienia i tajemnice. Zaczyna się tu, pod twoimi stopami i mknie ku wiecznemu Infinity. Ktoś to kiedyś ładnie napisał. potem to znajdę.
Wpadł Marzan ze zmiażdżonym paliczkiem. Kopał laptopa przez szafkę i czekał na chirurga, czy innego nogologa. Snuł opowieści z porwanych szlaków i o tym jak pomimo wyczerpania limitu, pewnego dnia włączył mu się niespodziewanie internet i po paru chwilach snucia się wśród bitów trafił na najładniejszą dziewczynę swego życia, która podziela jego wschodnie fascynacje i razem z nim słuch radzieckiej muzyki. Słuchałem ostatnio bez końca jego płyty, Kerouac i Bębny Jacka Oltera bez przerwy i naprzemiennie.
Noc rozdudniona, ja znowu w trasie, wącham powietrze. Patrzę na dziewczyny i roztkliwiam się z lekka niesiony wiosenną falą hormonów. Jak żywioły które nas niszczą najpiękniejsze są te, które nas unicestwiają byśmy mogli odradzać się na nowo z popiołu lub pięknie ginąć. Kurwy inspiracji takie jak Lenn czy Yoru. Pozostawiające za sobą pas przepięknych zniszczeń, które gdy porosną mchem i byliną staną się miejscem schadzek przy świetle księżyca.
Potem zaś wyrywam się trzewiom nocy do ciepłych pieleszy i szerokokątnych ekranów, do żony - zbożowo - słonecznej bogini wszelkiego lata. Ból miesza się z strachem w szklance mojego ciał. Przytulam się więc, topię w zapachu i nie myślę już więcej o niczym.
W górze toczyła się bitwa
Czyniących i płonęło niebo,
na dole żywi walczyli z
umarłymi
(Grzędowicz)
środa, 27 lutego 2013
Gwałciciel powietrza
Silni tworzą historię
słabi historyjki
Jest tak ciemno. Żyje w pożyczonym czasie dzień każdy oddala mnie od terminu przydatności. Myślę, że już nigdy nie wyzdrowieję. Ciągle coś we mnie pęka. Wpadam z bólu w ból. Tydzień temu niezdolny do oddychania bez bandaża elastycznego, dziś uginam się pod ciężarem zdenaturyzowanego ramienia, ale w gruncie rzeczy nie chcę już o tym myśleć.
Z nostalgią wspominam czasy gdy byłem po prostu dryfującym wrakiem, pchanym wiatrem od mielizny do mielizny. Teraz płonę, powietrze wypełniają wirujące metalowe strzępy rozrywanego eksplozjami kadłuba a niebo jest czarne od nurkujących krzyży myśliwców Zero i zamyślonych stratosferycznie molochów z amerykańskich fabryk Boeinga. Budzą mnie nurkujące z wizgiem po nitkach nerwów łańcuszki bomb.
Dużo czytam, dużo chodzę, wszyscy mnie straszą że leczenie jest gówno warte i że prędzej czy później trafię pod skalpel.
Wpadłem dziś do roboty pomóc trochę Danowi. Walka z maszynami pod powierzchnią ziemi.
ZUS nie przysłał mi ani grosza,co dzień coraz bardziej zadziwia mnie bezmiar zbędności tej instytucji. Biorą jedną trzecią pensji, a gdy trzeba oddać choć część tej forsy to patrzą wielkimi, smutnymi oczami afrykańskiego dziecka żującego oponę. Przecież to nie ich, to moje pieniądze, które tymczasowo u nich zdeponowałem. Naprawdę, z radością przestanę zawracać im głowę, z dziką chęcią zrezygnuję nawet z ich usług... niestety, ZUS działa na zasadzie mafii pobierającej haracz. Nie zapłacisz - zrobi się przykro.
Marzana odznaczyli, nie wiem czym i za co, skombinował sobie za to, za moją nieroztropną radą, jakąś ponętną Ukrainkę i sytuacja jest podobno rozwojowa jak róża eksplozji termojądrowej. Zawsze robię się niespokojny gdy ludzie mnie słuchają. Spiknął się też ostatnio w swoim pędzie dekonstrukcji Systemu z Konjem, który pięknie mu się wpisał w cegle, którą dopiero co opublikował, o wiele mówiącym tytule "Gangrena - mój punk rock song". Biorąc pod uwagę, że kolo wychowywał się jakieś 200 metrów stąd na zachód, wgłębianie się gruboziarnistą przeszłość, której osobiście posmakowałem już tylko smętne resztki, sprawia wiele radości.
Mój Starszy wyskoczył do Iranu z wiceministrem gospodarki, który okazał się moim kolegą z dzieciństwa. Poprosiłem go, żeby przywiózł mi koran, ale z nim to jest tak, że jak się go pośle po latawiec to wróci Jumbo Jetem. Zakupił mi za 150 euro, wciśnięte w podwójne, tłoczone okładki monstrum, skrzące się kolorami tęczy i wydrukowane na papierze mieszanym z jedwabiem. Trzy dni ze strachem szukałem po mieszkaniu miejsca w którym mógłbym to cudo postawić. O samym Iranie opowiedział niewiele, bo na imprezę powrotną zaprosił oprócz nas parę tłuków, kipiących jadem i zazdrością , tak, że właściwie nie dali mu dojść do słowa. Nie kumam po co on się trzyma tych... ludzi.
Jedna z ciekawostek, która mi się spodobała, to to, że Iran, kraj niesamowicie wręcz bogaty eksportuje ropę, ale z powodu embarga nie może budować własnych rafinerii, więc importuje benzynę. Za to wszyscy mają gaz za darmo i prąd za grosze.
Tyle na razie, niestety obecnie moje pisanie uzależnione jest od tego jak długo dam radę siedzieć. Zdaje się, że czas ten się właśnie skończył.
...I był tam ten Gdańsk
niepokojąco piękny w
swej legendzie...
(Konjo)
*
słabi historyjki
Jest tak ciemno. Żyje w pożyczonym czasie dzień każdy oddala mnie od terminu przydatności. Myślę, że już nigdy nie wyzdrowieję. Ciągle coś we mnie pęka. Wpadam z bólu w ból. Tydzień temu niezdolny do oddychania bez bandaża elastycznego, dziś uginam się pod ciężarem zdenaturyzowanego ramienia, ale w gruncie rzeczy nie chcę już o tym myśleć.
Z nostalgią wspominam czasy gdy byłem po prostu dryfującym wrakiem, pchanym wiatrem od mielizny do mielizny. Teraz płonę, powietrze wypełniają wirujące metalowe strzępy rozrywanego eksplozjami kadłuba a niebo jest czarne od nurkujących krzyży myśliwców Zero i zamyślonych stratosferycznie molochów z amerykańskich fabryk Boeinga. Budzą mnie nurkujące z wizgiem po nitkach nerwów łańcuszki bomb.
Dużo czytam, dużo chodzę, wszyscy mnie straszą że leczenie jest gówno warte i że prędzej czy później trafię pod skalpel.
Wpadłem dziś do roboty pomóc trochę Danowi. Walka z maszynami pod powierzchnią ziemi.
ZUS nie przysłał mi ani grosza,co dzień coraz bardziej zadziwia mnie bezmiar zbędności tej instytucji. Biorą jedną trzecią pensji, a gdy trzeba oddać choć część tej forsy to patrzą wielkimi, smutnymi oczami afrykańskiego dziecka żującego oponę. Przecież to nie ich, to moje pieniądze, które tymczasowo u nich zdeponowałem. Naprawdę, z radością przestanę zawracać im głowę, z dziką chęcią zrezygnuję nawet z ich usług... niestety, ZUS działa na zasadzie mafii pobierającej haracz. Nie zapłacisz - zrobi się przykro.
Marzana odznaczyli, nie wiem czym i za co, skombinował sobie za to, za moją nieroztropną radą, jakąś ponętną Ukrainkę i sytuacja jest podobno rozwojowa jak róża eksplozji termojądrowej. Zawsze robię się niespokojny gdy ludzie mnie słuchają. Spiknął się też ostatnio w swoim pędzie dekonstrukcji Systemu z Konjem, który pięknie mu się wpisał w cegle, którą dopiero co opublikował, o wiele mówiącym tytule "Gangrena - mój punk rock song". Biorąc pod uwagę, że kolo wychowywał się jakieś 200 metrów stąd na zachód, wgłębianie się gruboziarnistą przeszłość, której osobiście posmakowałem już tylko smętne resztki, sprawia wiele radości.
Mój Starszy wyskoczył do Iranu z wiceministrem gospodarki, który okazał się moim kolegą z dzieciństwa. Poprosiłem go, żeby przywiózł mi koran, ale z nim to jest tak, że jak się go pośle po latawiec to wróci Jumbo Jetem. Zakupił mi za 150 euro, wciśnięte w podwójne, tłoczone okładki monstrum, skrzące się kolorami tęczy i wydrukowane na papierze mieszanym z jedwabiem. Trzy dni ze strachem szukałem po mieszkaniu miejsca w którym mógłbym to cudo postawić. O samym Iranie opowiedział niewiele, bo na imprezę powrotną zaprosił oprócz nas parę tłuków, kipiących jadem i zazdrością , tak, że właściwie nie dali mu dojść do słowa. Nie kumam po co on się trzyma tych... ludzi.
Jedna z ciekawostek, która mi się spodobała, to to, że Iran, kraj niesamowicie wręcz bogaty eksportuje ropę, ale z powodu embarga nie może budować własnych rafinerii, więc importuje benzynę. Za to wszyscy mają gaz za darmo i prąd za grosze.
Tyle na razie, niestety obecnie moje pisanie uzależnione jest od tego jak długo dam radę siedzieć. Zdaje się, że czas ten się właśnie skończył.
...I był tam ten Gdańsk
niepokojąco piękny w
swej legendzie...
(Konjo)
*
wtorek, 12 lutego 2013
Nasze bydło jest nieumarłe!
TV - ...swędzenie stref intymnych i upławy...
Ja - Swędzenie stref intymnych i upławy...
Kocham to słowo UPŁAWY.Kochanie masz
upławy?
Szponiasta - Całe mnóstwo.
No i zwagarował nam papież. Widzieliście zdjęcie błyskawicy, która tego samego dnia pizdnęła w Bazylikę Św Piotra. Zdaje się, że rada nadzorcza przedstawiła swoje obiekcje Z drugiej strony Papa może wiedzieć coś o czym my nie wiemy i chce pozałatwiać zaległe sprawy nim dopełni się era ludzkości, i zastąpią nas organizmy oparte na siarce, srające radioaktywną pulpą i czczące Godzillę.
Niezłe jest to, że w sumie jeszcze, żaden papież w historii, nie miał szansy usłyszeć dogłębnej oceny swojego pontyfikatu, co z pewnością nie będzie zbyt przyjemne. No cóż, rzadko kiedy analityk i naukowiec okazuje się charyzmatycznym przywódcą porywającym tłumy. Tacy ludzie wolą tło i cień mównic i tam właśnie Ratzinger powróci.
Wybrałem się dziś na zwiedzanie nowych mostów Letniewa. Przygoda, przygoda, śnieg pomiędzy zębami, przęsła wijące się w powietrzu jak kryształowe struny i groza wiejąca w plecy, jako, że na moście samochodowym złośliwie nie umieszczono chodników. Krążyłem po obsypanych świeżym śniegiem nieużywanych pasów ruchu patrząc na rodzącą się nową dzielnicę. W nocy most samochodowy mieni się kolorami i rozświetla barwnie zimowe niebo nisko zawieszone nad Brzeźnem.
Urodziny przyszły i przeszły, jestem bogatszy o magnetofon, na którym teraz z obłędem w oczach odsłuchuje moje 1264 zakurzone kasety, oraz głośniki do komputera większe od komputera, którymi z kolei do obłędu doprowadzam babkę.
Poza tym kupiłem sobie wagę i odkryłem, że po trzech miesiącach leżenia i rekraacji ważę około 118 kilo... Ech, wyczuwam nadchodzący czas bólu i wyrzeczeń Już widzę rozchybotane butelki koli niesione w dal na szeleszczących falach oceanu czipsów, nadchodzi odpływ, odsłaniając rafy marchewek, papryk i innych odrażających substancji. Nadchodzi czas rzezi i pożogi.
W przyszłości leży reszta naszego
życia, więc równie dobrze możesz
zacząć już teraz...
(skądś)
*
Ja - Swędzenie stref intymnych i upławy...
Kocham to słowo UPŁAWY.Kochanie masz
upławy?
Szponiasta - Całe mnóstwo.
No i zwagarował nam papież. Widzieliście zdjęcie błyskawicy, która tego samego dnia pizdnęła w Bazylikę Św Piotra. Zdaje się, że rada nadzorcza przedstawiła swoje obiekcje Z drugiej strony Papa może wiedzieć coś o czym my nie wiemy i chce pozałatwiać zaległe sprawy nim dopełni się era ludzkości, i zastąpią nas organizmy oparte na siarce, srające radioaktywną pulpą i czczące Godzillę.
Niezłe jest to, że w sumie jeszcze, żaden papież w historii, nie miał szansy usłyszeć dogłębnej oceny swojego pontyfikatu, co z pewnością nie będzie zbyt przyjemne. No cóż, rzadko kiedy analityk i naukowiec okazuje się charyzmatycznym przywódcą porywającym tłumy. Tacy ludzie wolą tło i cień mównic i tam właśnie Ratzinger powróci.
Wybrałem się dziś na zwiedzanie nowych mostów Letniewa. Przygoda, przygoda, śnieg pomiędzy zębami, przęsła wijące się w powietrzu jak kryształowe struny i groza wiejąca w plecy, jako, że na moście samochodowym złośliwie nie umieszczono chodników. Krążyłem po obsypanych świeżym śniegiem nieużywanych pasów ruchu patrząc na rodzącą się nową dzielnicę. W nocy most samochodowy mieni się kolorami i rozświetla barwnie zimowe niebo nisko zawieszone nad Brzeźnem.
Urodziny przyszły i przeszły, jestem bogatszy o magnetofon, na którym teraz z obłędem w oczach odsłuchuje moje 1264 zakurzone kasety, oraz głośniki do komputera większe od komputera, którymi z kolei do obłędu doprowadzam babkę.
Poza tym kupiłem sobie wagę i odkryłem, że po trzech miesiącach leżenia i rekraacji ważę około 118 kilo... Ech, wyczuwam nadchodzący czas bólu i wyrzeczeń Już widzę rozchybotane butelki koli niesione w dal na szeleszczących falach oceanu czipsów, nadchodzi odpływ, odsłaniając rafy marchewek, papryk i innych odrażających substancji. Nadchodzi czas rzezi i pożogi.
W przyszłości leży reszta naszego
życia, więc równie dobrze możesz
zacząć już teraz...
(skądś)
*
środa, 23 stycznia 2013
Conan Biblotekarz
Bóg nie błogosławi ubogich.
błogosławi ubogich duchem.
Zwykłe ubóstwo jest zbyt
łatwe do osiągnięcia
(Msza u Palotynów)
Moment, potrzebuje mocniejszej muzyki... o to będzie w sam raz: "World in My eyes" w wykonaniu Sonata Arctica. Teraz czuje jak przez grunt przebiegają leniwe fale sejsmiczne tętna kosmosu, teraz odczuwam w sobie niepowstrzymane wznoszenie przypływów krwi. Na zewnątrz wszystko zamarzło. Siedzę zatopiony w bloku szarości w samym środku mojego bunkra dowodzenia, przestrzeń na zewnątrz pokrył zabójczy, biały lukier. W odosobnionej, spokojnej chwili mojego życia wszystkim co rozświetla mrok wokół mojego jestestwa jest ekran komputera.
Zdaje się że znowu piszę.
Mówił dla was John Connor, good night and good luck. Kto dowodzi? JA.
Zebraliśmy się tu wczoraj by oglądać filmy. Zagubiliśmy się nieprzytomnie w eklektycznych meandrach ostatniego Residenta i zakończyliśmy seans jeszcze głupsi niż zaczęliśmy Potem na szczęście był "Dredd" wykonany w chropowatej, starej szkole filmów fantastycznych. Miał w sobie posmak radioaktywnych wiśni i "Łowcy androidów". Czas dobrze wypełniony na polowaniu na wyśnione owieczki.
Wymyśliłem, że powinniśmy zagrać sesję w stylu Residenta, część graczy będzie żywymi trupami, część zespołem Alfa, a jedna osoba wirusem...
MG-Co robisz?
G -Unoszę się w powietrzu wypełniającym pokój, moje drobinki opadają na blaty, drzwi szafek i klamkę od drzwi...
MG do reszty graczy - rzucajcie na alertness, czy przechodząc niczego nie dotkniecie
albo
Mg - Wszczepiają sobie surowicę. Co robisz?
G - Mutuję, mutuje!
A tak poza tym? Prawie 3 miesiące w zamknięciu. Od dwóch miechów nie dostaję kasy, szef obiecał, a ZUS popadł w zadumę. Jutro urodziny Stasiów i będę musiał jakoś wysiedzieć z tą moją pękniętą struną w Herbaciarni. Może postawią dużo piwa wtedy będzie mi przynajmniej obojętne jak bardzo popękany jest świat i co spod niego wyziera... o rany, włączyło się coś naprawdę smutnego i treść mi od razu skręciła w kierunku przeplatanych błękitem terytoriów indygo. Kończę nie dam rady dłużej wysiedzieć.
TV - Kosmetyki Pandora!
Pazurkowata - Ta, otwórz pudełko
*
błogosławi ubogich duchem.
Zwykłe ubóstwo jest zbyt
łatwe do osiągnięcia
(Msza u Palotynów)
Moment, potrzebuje mocniejszej muzyki... o to będzie w sam raz: "World in My eyes" w wykonaniu Sonata Arctica. Teraz czuje jak przez grunt przebiegają leniwe fale sejsmiczne tętna kosmosu, teraz odczuwam w sobie niepowstrzymane wznoszenie przypływów krwi. Na zewnątrz wszystko zamarzło. Siedzę zatopiony w bloku szarości w samym środku mojego bunkra dowodzenia, przestrzeń na zewnątrz pokrył zabójczy, biały lukier. W odosobnionej, spokojnej chwili mojego życia wszystkim co rozświetla mrok wokół mojego jestestwa jest ekran komputera.
Zdaje się że znowu piszę.
Mówił dla was John Connor, good night and good luck. Kto dowodzi? JA.
Zebraliśmy się tu wczoraj by oglądać filmy. Zagubiliśmy się nieprzytomnie w eklektycznych meandrach ostatniego Residenta i zakończyliśmy seans jeszcze głupsi niż zaczęliśmy Potem na szczęście był "Dredd" wykonany w chropowatej, starej szkole filmów fantastycznych. Miał w sobie posmak radioaktywnych wiśni i "Łowcy androidów". Czas dobrze wypełniony na polowaniu na wyśnione owieczki.
Wymyśliłem, że powinniśmy zagrać sesję w stylu Residenta, część graczy będzie żywymi trupami, część zespołem Alfa, a jedna osoba wirusem...
MG-Co robisz?
G -Unoszę się w powietrzu wypełniającym pokój, moje drobinki opadają na blaty, drzwi szafek i klamkę od drzwi...
MG do reszty graczy - rzucajcie na alertness, czy przechodząc niczego nie dotkniecie
albo
Mg - Wszczepiają sobie surowicę. Co robisz?
G - Mutuję, mutuje!
A tak poza tym? Prawie 3 miesiące w zamknięciu. Od dwóch miechów nie dostaję kasy, szef obiecał, a ZUS popadł w zadumę. Jutro urodziny Stasiów i będę musiał jakoś wysiedzieć z tą moją pękniętą struną w Herbaciarni. Może postawią dużo piwa wtedy będzie mi przynajmniej obojętne jak bardzo popękany jest świat i co spod niego wyziera... o rany, włączyło się coś naprawdę smutnego i treść mi od razu skręciła w kierunku przeplatanych błękitem terytoriów indygo. Kończę nie dam rady dłużej wysiedzieć.
TV - Kosmetyki Pandora!
Pazurkowata - Ta, otwórz pudełko
*
piątek, 18 stycznia 2013
Kompres z nieśmiertelności
- Nie wolno mnie bić, mam okulary
i jestem chory...
-Oj tam, zdejmiemy okulary i będziemy
bić w zdrowe miejsca
(My)
Powoli zdrowieję, kręgosłup zrasta mi się. Drży w kolebce mięsa jak radioaktywny powój, rozpycha się i mości w takt kolejnych serii ćwiczeń.W nocy budzą mnie suche trzaski i wycie rozwścieczonych maszyn, gdzieś w epicentrum nocy. Czuję głód ciemności, przebywanych w ciszy kilometrów, gdy każdy metr asfaltu, każdy kubik betonu należy tylko i wyłącznie do mnie, a wasze śpiące ciała spoczywają horyzontalnie w przestrzeni, wzdłuż i wszerz jak daleko sięga wzrok.
Zwilgotniał mi sufit, w krew wkradło się szaleństwo czterech ścian. oczy ciekną mi literami czytanych na metry książek.
Przez chwilę zajaśniało wszystko, gdy przez pokój przemknął mi spowity płomieniami, po raz kolejny upadający, porzucony Marzan {Nie pomogło nawet awaryjna wynurzenie z chaosu pierwotnej zupy mieszkania i wyrzucenie na śmietnik wszystkich czułych zaległości ). Opowiadał o spotkaniach z Konjem i niewydanej książce o Korei wszystkich Kimów.
Czekam na telefon od żony, by wstawić obiad. Dwa kilometry ode mnie powstaje największe rondo Europy i czai się wśród siarkowych mgieł wielki wkrętacz, który ma podgryźć od spodu dno Martwej Wisły - wredny padlinożerca.
Przedwczoraj byłem w ZUSie, gdzie musiałem udowodnić, że jestem chory. Po prawie 40 minutach maglowania, mierzenia ciśnień i tortur na leżance orzeczono, że...uwaga...Jestem chory. Teraz już wiem na pewno.Ten ich zakład orzecznictwa wygląda masakrycznie. Piętro za piętrem korytarze, a na nich co 2,5 metra drzwi z napisem: Lekarz Orzecznik (dobrze że nie biernik), przed każdymi drzwiami jęcząca, słaniająca się kolejka. Jakaś fabryko - rzeźnia wprost z Orwella.
Poza tym chodzę na masaże, gdzie moje ciało pod sprawnymi rękami specjalisty zmienia się w luźny worek grzechoczących kości. Każdy masaż kończy się tym półzłamaniem karku. Zdarzyło mi się, że wspomnienie tego trzasku w głębi czaszki budziło mnie w środku nocy. Są też zabawne akcenty, gdy lekarz pozwolił mi w końcu chodzić, pierwsze pytanie mojej ukochanej żony, do niego brzmiało: A czy mąż może już nosić zakupy?
Podobno obecnie w Irlandii
jest więcej Polaków niż
Anglików
*
i jestem chory...
-Oj tam, zdejmiemy okulary i będziemy
bić w zdrowe miejsca
(My)
Powoli zdrowieję, kręgosłup zrasta mi się. Drży w kolebce mięsa jak radioaktywny powój, rozpycha się i mości w takt kolejnych serii ćwiczeń.W nocy budzą mnie suche trzaski i wycie rozwścieczonych maszyn, gdzieś w epicentrum nocy. Czuję głód ciemności, przebywanych w ciszy kilometrów, gdy każdy metr asfaltu, każdy kubik betonu należy tylko i wyłącznie do mnie, a wasze śpiące ciała spoczywają horyzontalnie w przestrzeni, wzdłuż i wszerz jak daleko sięga wzrok.
Zwilgotniał mi sufit, w krew wkradło się szaleństwo czterech ścian. oczy ciekną mi literami czytanych na metry książek.
Przez chwilę zajaśniało wszystko, gdy przez pokój przemknął mi spowity płomieniami, po raz kolejny upadający, porzucony Marzan {Nie pomogło nawet awaryjna wynurzenie z chaosu pierwotnej zupy mieszkania i wyrzucenie na śmietnik wszystkich czułych zaległości ). Opowiadał o spotkaniach z Konjem i niewydanej książce o Korei wszystkich Kimów.
Czekam na telefon od żony, by wstawić obiad. Dwa kilometry ode mnie powstaje największe rondo Europy i czai się wśród siarkowych mgieł wielki wkrętacz, który ma podgryźć od spodu dno Martwej Wisły - wredny padlinożerca.
Przedwczoraj byłem w ZUSie, gdzie musiałem udowodnić, że jestem chory. Po prawie 40 minutach maglowania, mierzenia ciśnień i tortur na leżance orzeczono, że...uwaga...Jestem chory. Teraz już wiem na pewno.Ten ich zakład orzecznictwa wygląda masakrycznie. Piętro za piętrem korytarze, a na nich co 2,5 metra drzwi z napisem: Lekarz Orzecznik (dobrze że nie biernik), przed każdymi drzwiami jęcząca, słaniająca się kolejka. Jakaś fabryko - rzeźnia wprost z Orwella.
Poza tym chodzę na masaże, gdzie moje ciało pod sprawnymi rękami specjalisty zmienia się w luźny worek grzechoczących kości. Każdy masaż kończy się tym półzłamaniem karku. Zdarzyło mi się, że wspomnienie tego trzasku w głębi czaszki budziło mnie w środku nocy. Są też zabawne akcenty, gdy lekarz pozwolił mi w końcu chodzić, pierwsze pytanie mojej ukochanej żony, do niego brzmiało: A czy mąż może już nosić zakupy?
Podobno obecnie w Irlandii
jest więcej Polaków niż
Anglików
*
środa, 19 grudnia 2012
Pawilon martwych pragnień
Wiecie jak sprawić aby facet polubił
kilogram tłuszczu? Doczepcie do
niego sutek
Czasem udaje mi się wstać. Wolno mi nawet trochę chodzić, ale nie wolno mi siedzieć, więc w tej właśnie chwili popełniam przestępstwo przeciw własnemu ciału i przerdzewiałej, cieknącej szlamem medycynie polskiej. Siedzę a aluminiowa struna w moich plecach skręca się powoli i wibruje ulegając nieubłaganie grawitacji. Czuję się trochę jak osiadający budynek.
Mój świat skurczony do 20 metrów kwadratowych przesiąka mną na wylot, znam każdy jego załom i zagięcie. Uciekam z niego rysując nowe horyzonty, choć na razie dość niemrawo bo przez lata praktyka wyciekła z rąk, czytam po trzy książki dziennie pozwalając treści łączyć się z majakami ciągłego spoczynku. Na szczęście zakupiliśmy wielgachny telewizor, przez który mogę zaglądać rzeczywistości w kieszeń, a także laptop dzięki czemu, gdy już nauczę się go obsługiwać na leżąco, bez ataków aktynicznej furii, będę mógł się gapić w sieć z łóżka. Wtedy pewnie do końca zgniję i przyrosnę do pościeli małymi białymi korzonkami.
Bywa że jestem odwiedzany. Sesje filmowe przeniosły się do mnie, a biorąc pod uwagę sympatię ogółu do dużego ekranu i poczęstunków, mam straszne wrażenie, że już tu pozostaną. Trochę szkoda, te wtorki u Avatara, to było jedyne kilka godzin w tygodniu, gdy mogłem naprawdę odpocząć, gdy nie musiałem przy kimś latać, a ktoś latał przy mnie.
Nawiedzają mnie też towarzysze broni opowiadając jak fajnie się odśnieża, wpadła też Monika przejrzała parę tysięcy zdjęć i snuła seksualne opowieści wigilijne. Naprawdę nie wiedziałem jaki wpływ może mieć bulimia na seks oralny. Jutro jadę znowu do lekarza, który ma gabinet (jak słodko) tuż obok cmentarza na Zaspie. Co daje mu zapewne szerokie możliwości pozbywania się własnych błędów. Wciąż natomiast czekam na wizytę mojego szefa z pensją, zaczynam odnosić wrażenie, że nie zamierza mi jej dać przed świętami. To by było straszne, musiałbym mu wtedy cichą wigilijną nocą podesłać paru Ukraińców w czapach Mikołajów, aby sprzedali mu parę bombek... i może jakieś łańcuchy.
- A ty nie zamierzasz sobie walnąć tatuażu?
- Nie poczekam aż wszyscy będziecie wy-
tatuowani, wtedy będę wyjątkowy.
*
kilogram tłuszczu? Doczepcie do
niego sutek
Czasem udaje mi się wstać. Wolno mi nawet trochę chodzić, ale nie wolno mi siedzieć, więc w tej właśnie chwili popełniam przestępstwo przeciw własnemu ciału i przerdzewiałej, cieknącej szlamem medycynie polskiej. Siedzę a aluminiowa struna w moich plecach skręca się powoli i wibruje ulegając nieubłaganie grawitacji. Czuję się trochę jak osiadający budynek.
Mój świat skurczony do 20 metrów kwadratowych przesiąka mną na wylot, znam każdy jego załom i zagięcie. Uciekam z niego rysując nowe horyzonty, choć na razie dość niemrawo bo przez lata praktyka wyciekła z rąk, czytam po trzy książki dziennie pozwalając treści łączyć się z majakami ciągłego spoczynku. Na szczęście zakupiliśmy wielgachny telewizor, przez który mogę zaglądać rzeczywistości w kieszeń, a także laptop dzięki czemu, gdy już nauczę się go obsługiwać na leżąco, bez ataków aktynicznej furii, będę mógł się gapić w sieć z łóżka. Wtedy pewnie do końca zgniję i przyrosnę do pościeli małymi białymi korzonkami.
Bywa że jestem odwiedzany. Sesje filmowe przeniosły się do mnie, a biorąc pod uwagę sympatię ogółu do dużego ekranu i poczęstunków, mam straszne wrażenie, że już tu pozostaną. Trochę szkoda, te wtorki u Avatara, to było jedyne kilka godzin w tygodniu, gdy mogłem naprawdę odpocząć, gdy nie musiałem przy kimś latać, a ktoś latał przy mnie.
Nawiedzają mnie też towarzysze broni opowiadając jak fajnie się odśnieża, wpadła też Monika przejrzała parę tysięcy zdjęć i snuła seksualne opowieści wigilijne. Naprawdę nie wiedziałem jaki wpływ może mieć bulimia na seks oralny. Jutro jadę znowu do lekarza, który ma gabinet (jak słodko) tuż obok cmentarza na Zaspie. Co daje mu zapewne szerokie możliwości pozbywania się własnych błędów. Wciąż natomiast czekam na wizytę mojego szefa z pensją, zaczynam odnosić wrażenie, że nie zamierza mi jej dać przed świętami. To by było straszne, musiałbym mu wtedy cichą wigilijną nocą podesłać paru Ukraińców w czapach Mikołajów, aby sprzedali mu parę bombek... i może jakieś łańcuchy.
- A ty nie zamierzasz sobie walnąć tatuażu?
- Nie poczekam aż wszyscy będziecie wy-
tatuowani, wtedy będę wyjątkowy.
*
Subskrybuj:
Posty (Atom)