- Kachu, kachu
- Co tam?
- Wdycham mąkę
- Nie wiedziałem że jesteś narkomanką
- Mąkomankką
- Hi hi, jedna żona a tyle radości
(My)
Zbiegam w dół pod estakadami w kierunku doliny Kartuskiego Potoku przede mną dolina mgieł, pokryta fawelą gubiącą powoli jesienne barwy. W rękach czuję wciąż obroty maszyny, mijają mnie ze trzy autobusy nim dotrę do przystanku. Daleko na ostatnim szczycie, który jest równocześnie początkiem Moreny geometryczne bryły kościółka. Pastelowy błękit zmierzchu, lekka mgiełka jak ze snu i neonowy krzyż, lśniący w górze jak brocząca białym światłem wyrwa w niebie.
Nakręcono pierwszy film porno z drona.
A na Discovery mają puścić film dokumentalny z wnętrza głodnej anakondy. Jakiś koleś zrobił sobie specjalny strój w którym da się połknąć i zobaczyć jak to jest...i będzie dokumentować... od środka... o ja pierdole...
Moja niezwykle zdolna babka, lat 83, postanowiła zadziwić wszystkich i chrupła sobie ścięgno achillesa. Służba zdrowia w szoku, pięć godzin sprawdzali bo nie wierzyli, a ja od dawna podejrzewałem, że jak nikt nie patrzy to babka cichcem udaje się za dom kultury charatać z małolatami w gałę, tudzież uprawia skyboarding, tudzież inne skoki z opóźnionym otwarciem spadochronu. Nieistotne, ważne za to, że jest obecnie mobilnie upośledzona przesunęła więc ciężar swej egzystencji na me bohaterskie barki. Mówię wam, nie podejrzewacie nawet jakie formy aktywności przejawia taka staruszka. Praktycznie drugi etat.
Ostatnio po takim zagęszczonym wikendzie chciał wpaść do nas Marzan, spławiliśmy go zachowując ostatnie szczątki uprzejmości.. Akurat leżeliśmy dogorywając z łapkami do góry, jak sobie pomyślałem, że musiałbym wstać, zejść po schodach otworzyć mu furtkę ...
Teraz M jedzie do Czech, a jego Freulain koczuje gdzieś na Kostaryce czy innej Sri Lance, więc jakiś czas ich nie ujrzę.
Muszę też łazić z babcinym pseudopsem na spacery. Okazało się, że bestia boi się ciemności i jeśli się ją spuści ze smyczy po zmroku to wiedziona nieomylnym instynktem i pragnieniem powrotu w krąg domowego ogniska, z miejsca, z pełną prędkością gna do domu. Mam chęć eksperymentalnie puścić ją na Stogach, żeby przekonać się jak szybko rozwiąże taktyczną kwestię kanału...
Ostatnio walcząc na jednej z klatek nalałem do maszyny jakiegoś płynu, na którym wielgachnymi bukwami napisali, że może podrażnić oczy, oczywiście moja hipochondria natychmiast wychynęła z jamy i rozejrzała się z ogniem nadziei w ślepiach. Jadę kręciołem po pół piętrze a tam wielgachna, niestabilna donica, pełna takich kulistych dziadostestw i rozłożystej palmy. Reasumując więc ten krótki przebłysk czasu, obawiałem się by kręcioł nie wyrwał mi się, nie przewrócił donicy, nie uszkodził palmy i nie zwiał w radosnych podskokach w dół schodów gnany całą mocą silnika i trzydziestokilową masą, no i oczywiście podrażnienia oczu... Znacie zwrot złośliwość losu? No właśnie. Pomknął, trącił donicę, palma runęła majestatycznie niczym drzewo rodzinne w Avatarze. Kręcioł odbił się i wyskoczył w otchłań, tak że tylko poświęcając stawy w rękach i dobry humor powstrzymałem go przed dalszym lotem nurkującym. Gdy podnosiłem palmę jeden z zabrudzonych pianą liści przejechał mi dokładnie po oku. Zamarłem tam, na chwilę klęcząc pośród tych wszystkich mydlin i stwierdziłem z podziwem: Jakież to cudownie makiaweliczne.
-...nie diament? To daj mi pięciometrowy,
alabastrowy pomnik - Centaur strzelający
z łuku do syreny.
- ...jadącej na pegazie
(My)
*
piątek, 7 listopada 2014
niedziela, 26 października 2014
Pójdę na bezrobocie... inie wrócę
Pani naprawdę wydaje się, że Bóg
nie słucha Behemota? Naprawdę pani
myśli, że Bóg nie kocha Nergala?
- Coraz więcej kobiet obejmuje ster władzy. Pomyśl Pułkowniku co będzie gdy w naszych rękach będzie cała władza na świecie...
- Broń masowej zagłady w rękach istot z PSM. Wojna ostateczna co miesiąc, bo ta larwa z drugiej półkuli ma lepszego fryzjera. Już nie ma! HA HA, bo wyparował...
Zimno, wieje, morze tańczy się i skręca w stroboskopowym rytmie sztormów.W powietrzu kręcą samobójcze spirale opadające liście. A my je zbieramy i zbierać będziemy bezapelacyjnie do samego końca nas lub ich. Ostatnie koszenia, idziemy przez deszcz jak senne mary wznosząc spod ostrzy chmury wodnej mgły. Gdy nad świat wychodzi słońce jego światło jest piękne, bezlitosne i wyciska życie nawet z kamieni.
Ostatnio strzygliśmy pępek nieszczęścia w Pryszczu. Powędrowaliśmy dygocząc z lekka z Grzesiem do sklepu spod znaku płaza. Zamawiamy hot dogi, a należy tu wspomnieć, że mam pociąg do sosów mało popularnych i długo zalegających. Dziewczyna ujęła w swą wypielęgnowaną dłoń butlę, potrząsnęła znamiennie i sos eksplodował... Był wszędzie: na ścianach, na półkach, na szybie. Kapał z sufitu, maszyna do opiekania obracając się smarowała nim parówki. Ciężki, białe krople spływały lasce po policzkach, ustach i skapywały na hojnie wyeksponowany dekolt. Grzesiu nie wytrzymał, się skręcił się jak ruskie wiertło i zaczął rechotać. Kobieta stoi z tą pierdzącą tubą w ręce i patrzy na niego ze szczerą nienawiścią, w tym momencie ja z kamienną twarzą "To zdarza się czasem przy pięknej kobiecie...". Odwróciła wzrok na mnie i zrozumiałem, że już nigdy nie będę mile widziany w tym sklepie.
Chłopaki malowali ławki na Wróbla. Okazało się, że muszę poprawić. Zastanawiałem się czemu. Przyjeżdżam, patrzę a tam 20sto centowymi literami na siedzisku "Uwielbiam pani dupę". Ach te dzisiejsze dzieci. Za dużo TV, za mało przemocy domowej.
Zmieniłem okulary, przez poprzednie patrzyło się już jak przez śnieżycę. Pierwszy raz w życiu dali mi mniejsze dioptrie niż poprzednio. Szponiasta śmieje się, że się starzeję i słabnący wzrok zaczyna redukować dalekowzroczność.
Ostatnio Awatar podzieliła się z moją ślubną grą, w której jest się plagą, a naszym celem jest wytępienie ludzkości. Trochę upiorne ale jakże zabawne, coś jak symulator do ćwiczeń dla członka Al Kaidy. Na początku należy oczywiście wymyślić nazwę, np wirusa nazwaliśmy Happyface, śmiercionośnego grzyba - Fungi 1, a nicienia przed którym nie ma ucieczki - Awarii. W końcu doszliśmy do poziomu Bioweapon, po chwili namysłu nazwaliśmy go Landryna, a potem chichotaliśmy jak pensjonarki za każdym razem gdy pojawiał się komunikat typu:Landryna zabiła więcej ludzi niż Hiszpanka albo Cały naukowy świat pochyla się nad Landryną...
Przy broni biologicznej trzeba się mocno namęczyć by redukować jej latentność, by nie zaczęła za dużo zabijać, bo wtedy wredna ludzkość orientuje się, że coś jet nie halo i, bezczelna, wstrzymuje ruch lotniczy, albo zaczyna pracować nad szczepionką. Ładowaliśmy więc wszystkie punkty by łagodzić efekty kolejnych mutacji, aż zużyliśmy wszystkie możliwości pozostał tylko jedna ikona: Uwolnij Armageddon. No to uwolniliśmy.To był rekord szybkości zakończenia gry. Na koniec pojawiła się wiadomość "Landryna unicestwiła ludzkość", a my wyobraziliśmy sobie Mono, jak stoi na niebosiężnej górze stygnących ciał i krwistoczerwoną szpilką wyciska ostatni oddech z ostatniego żywego człowieka.
A tak poza tym to wszyscy zdrowi.
Nie myśl za dużo bo stworzysz problem,
którego przed chwilą jeszcze nie było
(sieć)
*
nie słucha Behemota? Naprawdę pani
myśli, że Bóg nie kocha Nergala?
- Coraz więcej kobiet obejmuje ster władzy. Pomyśl Pułkowniku co będzie gdy w naszych rękach będzie cała władza na świecie...
- Broń masowej zagłady w rękach istot z PSM. Wojna ostateczna co miesiąc, bo ta larwa z drugiej półkuli ma lepszego fryzjera. Już nie ma! HA HA, bo wyparował...
Zimno, wieje, morze tańczy się i skręca w stroboskopowym rytmie sztormów.W powietrzu kręcą samobójcze spirale opadające liście. A my je zbieramy i zbierać będziemy bezapelacyjnie do samego końca nas lub ich. Ostatnie koszenia, idziemy przez deszcz jak senne mary wznosząc spod ostrzy chmury wodnej mgły. Gdy nad świat wychodzi słońce jego światło jest piękne, bezlitosne i wyciska życie nawet z kamieni.
Ostatnio strzygliśmy pępek nieszczęścia w Pryszczu. Powędrowaliśmy dygocząc z lekka z Grzesiem do sklepu spod znaku płaza. Zamawiamy hot dogi, a należy tu wspomnieć, że mam pociąg do sosów mało popularnych i długo zalegających. Dziewczyna ujęła w swą wypielęgnowaną dłoń butlę, potrząsnęła znamiennie i sos eksplodował... Był wszędzie: na ścianach, na półkach, na szybie. Kapał z sufitu, maszyna do opiekania obracając się smarowała nim parówki. Ciężki, białe krople spływały lasce po policzkach, ustach i skapywały na hojnie wyeksponowany dekolt. Grzesiu nie wytrzymał, się skręcił się jak ruskie wiertło i zaczął rechotać. Kobieta stoi z tą pierdzącą tubą w ręce i patrzy na niego ze szczerą nienawiścią, w tym momencie ja z kamienną twarzą "To zdarza się czasem przy pięknej kobiecie...". Odwróciła wzrok na mnie i zrozumiałem, że już nigdy nie będę mile widziany w tym sklepie.
Chłopaki malowali ławki na Wróbla. Okazało się, że muszę poprawić. Zastanawiałem się czemu. Przyjeżdżam, patrzę a tam 20sto centowymi literami na siedzisku "Uwielbiam pani dupę". Ach te dzisiejsze dzieci. Za dużo TV, za mało przemocy domowej.
Zmieniłem okulary, przez poprzednie patrzyło się już jak przez śnieżycę. Pierwszy raz w życiu dali mi mniejsze dioptrie niż poprzednio. Szponiasta śmieje się, że się starzeję i słabnący wzrok zaczyna redukować dalekowzroczność.
Ostatnio Awatar podzieliła się z moją ślubną grą, w której jest się plagą, a naszym celem jest wytępienie ludzkości. Trochę upiorne ale jakże zabawne, coś jak symulator do ćwiczeń dla członka Al Kaidy. Na początku należy oczywiście wymyślić nazwę, np wirusa nazwaliśmy Happyface, śmiercionośnego grzyba - Fungi 1, a nicienia przed którym nie ma ucieczki - Awarii. W końcu doszliśmy do poziomu Bioweapon, po chwili namysłu nazwaliśmy go Landryna, a potem chichotaliśmy jak pensjonarki za każdym razem gdy pojawiał się komunikat typu:Landryna zabiła więcej ludzi niż Hiszpanka albo Cały naukowy świat pochyla się nad Landryną...
Przy broni biologicznej trzeba się mocno namęczyć by redukować jej latentność, by nie zaczęła za dużo zabijać, bo wtedy wredna ludzkość orientuje się, że coś jet nie halo i, bezczelna, wstrzymuje ruch lotniczy, albo zaczyna pracować nad szczepionką. Ładowaliśmy więc wszystkie punkty by łagodzić efekty kolejnych mutacji, aż zużyliśmy wszystkie możliwości pozostał tylko jedna ikona: Uwolnij Armageddon. No to uwolniliśmy.To był rekord szybkości zakończenia gry. Na koniec pojawiła się wiadomość "Landryna unicestwiła ludzkość", a my wyobraziliśmy sobie Mono, jak stoi na niebosiężnej górze stygnących ciał i krwistoczerwoną szpilką wyciska ostatni oddech z ostatniego żywego człowieka.
A tak poza tym to wszyscy zdrowi.
Nie myśl za dużo bo stworzysz problem,
którego przed chwilą jeszcze nie było
(sieć)
*
niedziela, 12 października 2014
Pocałunek z wirusem
- Ona jest jedną z Nich!
- Kim są Oni?
- Nieważne! Ważne że są! I są wszędzie!
To już jesień... ślimaki wypełzają mi ze zlewu w łazience, a w pokoju tynk osypuje się powoli i majestatycznie niczym radioaktywny śnieg. Mamy chyba jedyne mieszkanie w okolicy w którym podczas sobotnich porządków odkurza też się sufit. Pogoda zrobiła się październikowa, może jeszcze nie tak jak w piosenkach Kultu, ale wystarczająco. Na tydzień wylądowałem w zastępstwie na klatkach Brętowa. Znaczy się to nie miałem być ja, ale niestety nasz uberkierownik, który ściągnął do firmy swoich funfli i obecnie woli pracować wraz z nimi w pełnej dyskrecji, ciepła i wzajemnego zrozumienia atmosferze, wpakował mnie w to gówno. Mówię wam, nigdzie tak nie wychodzi różnica w psychice między kobietami a mężczyznami jak w takiej pracy. Minął tydzień a ja czuję jakby mózg mi się rozpuścił. Wypełnia mnie ciężka szarość a poziom energii spadł poniżej dopuszczalnych rezerw. To dla tego przy takich pracach lepiej radzą sobie babki, cierpliwość i umiejętność utrzymania uwagi na tym samym poziomie przez całe godziny. Pamiętanie o tysiącu szczegółów. Ja wyszedłem stamtąd na świat z garbem i objawami deprywacji sensorycznej, a całą sobotę przesiedziałem nieruchomo przed kompem niczym pachnące płynem do mycia zombie. Nie powiem dziewczyny, że wam zazdroszczę ale na pewno was podziwiam.
Daniel za to ostatnio odżył, ogolił się zaczął się odzywać. Zabrało mu chwilę zebranie się do kupy po marszu na wyniszczenie jaki mu urządzili. Najgorsza w tym wszystkim była samotność. Nierealne wytyczne, brak sprzętu i środków czy nawet pracę ponad siły da się wytrzymać, ale jak człowiek siedzi na pierwszej linii frontu wojny z chaosem wiecznie sam, to prędzej czy później musi jebnąć wszystkim albo zdechnąć. No może też wykopać spod jabłonki w sadzie mauzera po dziadki i radośnie chichocząc pod nosem strzelać do ludzi w centrum handlowym.
Nie dałem rady dotrzeć nas pogrzeb Przybylskiej.
Ebola nadchodzi. Wiecie, że Polska była jedynym krajem na świecie, który dzięki polityce naszych władców uniknął Czarnej Śmierci? Ciekawe czy uda się drugi raz...
Pierwszy raz w historii skopaliśmy Niemców w nogę. Jak się dowiedziałem to wyjrzałem przez okno żeby sprawdzić czy świat się nie kończy.
Skarbeczku, tatuś zadzwoni później, dobrze?
- Powiedział głosem słodkim jak Aspartam -
Mamy tu mały kryzys z umarłymi. No umarłymi,
Janeczko, dobrze słyszałaś. Wstali z martwych
i posiedli ziemię, a teraz odnawiają jej oblicze,
jak papież kazał. No jak jaki papież...
(Ćwiek)
*
- Kim są Oni?
- Nieważne! Ważne że są! I są wszędzie!
To już jesień... ślimaki wypełzają mi ze zlewu w łazience, a w pokoju tynk osypuje się powoli i majestatycznie niczym radioaktywny śnieg. Mamy chyba jedyne mieszkanie w okolicy w którym podczas sobotnich porządków odkurza też się sufit. Pogoda zrobiła się październikowa, może jeszcze nie tak jak w piosenkach Kultu, ale wystarczająco. Na tydzień wylądowałem w zastępstwie na klatkach Brętowa. Znaczy się to nie miałem być ja, ale niestety nasz uberkierownik, który ściągnął do firmy swoich funfli i obecnie woli pracować wraz z nimi w pełnej dyskrecji, ciepła i wzajemnego zrozumienia atmosferze, wpakował mnie w to gówno. Mówię wam, nigdzie tak nie wychodzi różnica w psychice między kobietami a mężczyznami jak w takiej pracy. Minął tydzień a ja czuję jakby mózg mi się rozpuścił. Wypełnia mnie ciężka szarość a poziom energii spadł poniżej dopuszczalnych rezerw. To dla tego przy takich pracach lepiej radzą sobie babki, cierpliwość i umiejętność utrzymania uwagi na tym samym poziomie przez całe godziny. Pamiętanie o tysiącu szczegółów. Ja wyszedłem stamtąd na świat z garbem i objawami deprywacji sensorycznej, a całą sobotę przesiedziałem nieruchomo przed kompem niczym pachnące płynem do mycia zombie. Nie powiem dziewczyny, że wam zazdroszczę ale na pewno was podziwiam.
Daniel za to ostatnio odżył, ogolił się zaczął się odzywać. Zabrało mu chwilę zebranie się do kupy po marszu na wyniszczenie jaki mu urządzili. Najgorsza w tym wszystkim była samotność. Nierealne wytyczne, brak sprzętu i środków czy nawet pracę ponad siły da się wytrzymać, ale jak człowiek siedzi na pierwszej linii frontu wojny z chaosem wiecznie sam, to prędzej czy później musi jebnąć wszystkim albo zdechnąć. No może też wykopać spod jabłonki w sadzie mauzera po dziadki i radośnie chichocząc pod nosem strzelać do ludzi w centrum handlowym.
Nie dałem rady dotrzeć nas pogrzeb Przybylskiej.
Ebola nadchodzi. Wiecie, że Polska była jedynym krajem na świecie, który dzięki polityce naszych władców uniknął Czarnej Śmierci? Ciekawe czy uda się drugi raz...
Pierwszy raz w historii skopaliśmy Niemców w nogę. Jak się dowiedziałem to wyjrzałem przez okno żeby sprawdzić czy świat się nie kończy.
Skarbeczku, tatuś zadzwoni później, dobrze?
- Powiedział głosem słodkim jak Aspartam -
Mamy tu mały kryzys z umarłymi. No umarłymi,
Janeczko, dobrze słyszałaś. Wstali z martwych
i posiedli ziemię, a teraz odnawiają jej oblicze,
jak papież kazał. No jak jaki papież...
(Ćwiek)
*
niedziela, 5 października 2014
Najnowszy cesarz Europy
TV - ...idealna, gładka skóra. 7 na 10
kobiet znalazło ją w aptece.
Pazurkowata - Leżała sobie...
Podobno nie potrafimy wyśnić tego czego kiedyś nie widzieliśmy. Jeśli śnią się nam jacyś ludzie, to często są to osoby których w normalnym trybie nawet nie spostrzegliśmy, ale zapamiętał je nasz umysł. Nosimy w sobie ogromny bank twarzy. I teraz pomyślcie, te wszystkie laski z skołtunionych i gorących otchłani erotycznych fantazji... one wszystkie gdzieś tam są!
Jeżdżę ostatnio przez przesycone złotą mgłą poranki. Promienie słońca smużą się w powietrzu, kontrastują detale budynków, rozmażają perspektywy wzgórz. Wieczory zaś stają się orgią złota , błękitu i kolorowych wirów jesiennych liści, gdy zjeżdżam półprzytomny poprzez stary Wrzesz ku morzu. Uwielbiam tę porę roku. Wszystko jest takie piękne,wyraźne i umierające.
Tymczasem Krzychu wciąż nie może wyjść z szoku, że Natalia Siwiec została twarzą kampanii kremu do wybielania odbytu. Żona torturuje mnie Top Model. Eliminacje - jakiś koleś na którego radośnie rzuca się Krupa. Nawet jeśli typ nie przedostałby się dalej to do końca swych dni będzie mógł opowiadać kumplom przy piwie, że dnia pewnego jedna z największych światowych supermodelek wieszała się na jego półnagim ciele do zdjęć i smarowała go oliwką.
W real life tu zaś udałem się ze ślubną i Beą do nowo otwartego Centrum Solidarności. Bieda z nędzą pokropiona chaosem. Gdyby zgasł prąd zniknęłoby trzy czwarte ekspozycji. Tylko ogromne atrium wypełnione roślinnością zrobiło na mnie naprawdę wrażenie. Gdy już zostanę bezwzględnym dyktatorem i absolutnym władcą świata i będę stawiał swój Pałac Tysiąca Kiszczaczych Cnót, to walnę sobie takie, tylko większe... no i wpuszczę lwy, żeby interesanci się nie nudzili... i nie przyłazili z byle pierdołą.
Praca, w pracy pełzając stadnie przy ziemi przez półtorej miesiąca, grzebiąc i drapiąc jak jakieś monstrualne, przedpotopowe kury, wykonaliśmy pracę dwóch butelek Roundapu. Lądowałem też na klatkach z częściowo działającą maszyną. Było dość zabawnie bo w związku z tym potrzebowałem asystentów, którzy by moczyli przede mną klatki i zmywali je po mnie. Na 3żaglach, na samej górze są takie wielgachne okna. W pewnej chwili zorientowałem się, że w zamyśleniu podążam miarowo z maszyną ku jednemu z nich. To byłby dopiero surrealistyczny widok, gdybym tak sobie spokojnie z nią wyjechał na zewnątrz. Coś jak ten spadający z chmur do morza parowóz Tau.
W międzyczasie wydarzyła się też integracja na której pojawili się najlepsi z najlepszych by alkoholizować się bohatersko w światłe świec, strzelać pośród zieleni, do różnych stałych przedmiotów, które w skutek kaca zdawały się przemieszczać po okolicy z ogromną prędkością i po niespodziewanych płaszczyznach. Niektórzy też uciekali wprost z kajaków by pomknąć z walizkami w deszcz
Na koniec sensacja! Dostałem pomocnika. Znaczy ciągle trzeba mu pomagać. Koleś nie pracuje źle, ale jest jak bomba. Trzeba go wycelować, starannie wpisać koordynaty i wypchnąć we właściwym kierunku... a na koniec jeszcze sprawdzić gdzie pierdolnął . Bezwolny ja foliówka na wietrze, powolny jak lodowce, gdy go po coś wyślę i patrzę jak po to majestatycznie podąża ogarnia mnie niepowstrzymana senność i ogólny czillaut.
Ostatni tydzień był dość morderczy. i głęboko wlazł mi w plecy. Maszyna, akryle na halach, czołganie przez pełzanie pielenia, na koniec zaś taniec z elementami akrobacji z parometrowym stelażem, mycie okien i wreszcie przycinanie piłą dziesiątek rabat. Od czterech dni znowu nie mogę siedzieć.
A w poniedziałek, wyląduję gdzieś na wysokości 6 metrów na stoku o nachyleniu 60 stopni by zasadzić 900 róż. Już nie mogę się doczekać.
Mniej ważne od tego, że jesteśmy mistrzami świata
jest to, że wpierdoliliśmy ruskim żółto-niebieską piłką.
(Radek)
*
kobiet znalazło ją w aptece.
Pazurkowata - Leżała sobie...
Podobno nie potrafimy wyśnić tego czego kiedyś nie widzieliśmy. Jeśli śnią się nam jacyś ludzie, to często są to osoby których w normalnym trybie nawet nie spostrzegliśmy, ale zapamiętał je nasz umysł. Nosimy w sobie ogromny bank twarzy. I teraz pomyślcie, te wszystkie laski z skołtunionych i gorących otchłani erotycznych fantazji... one wszystkie gdzieś tam są!
Jeżdżę ostatnio przez przesycone złotą mgłą poranki. Promienie słońca smużą się w powietrzu, kontrastują detale budynków, rozmażają perspektywy wzgórz. Wieczory zaś stają się orgią złota , błękitu i kolorowych wirów jesiennych liści, gdy zjeżdżam półprzytomny poprzez stary Wrzesz ku morzu. Uwielbiam tę porę roku. Wszystko jest takie piękne,wyraźne i umierające.
Tymczasem Krzychu wciąż nie może wyjść z szoku, że Natalia Siwiec została twarzą kampanii kremu do wybielania odbytu. Żona torturuje mnie Top Model. Eliminacje - jakiś koleś na którego radośnie rzuca się Krupa. Nawet jeśli typ nie przedostałby się dalej to do końca swych dni będzie mógł opowiadać kumplom przy piwie, że dnia pewnego jedna z największych światowych supermodelek wieszała się na jego półnagim ciele do zdjęć i smarowała go oliwką.
W real life tu zaś udałem się ze ślubną i Beą do nowo otwartego Centrum Solidarności. Bieda z nędzą pokropiona chaosem. Gdyby zgasł prąd zniknęłoby trzy czwarte ekspozycji. Tylko ogromne atrium wypełnione roślinnością zrobiło na mnie naprawdę wrażenie. Gdy już zostanę bezwzględnym dyktatorem i absolutnym władcą świata i będę stawiał swój Pałac Tysiąca Kiszczaczych Cnót, to walnę sobie takie, tylko większe... no i wpuszczę lwy, żeby interesanci się nie nudzili... i nie przyłazili z byle pierdołą.
Praca, w pracy pełzając stadnie przy ziemi przez półtorej miesiąca, grzebiąc i drapiąc jak jakieś monstrualne, przedpotopowe kury, wykonaliśmy pracę dwóch butelek Roundapu. Lądowałem też na klatkach z częściowo działającą maszyną. Było dość zabawnie bo w związku z tym potrzebowałem asystentów, którzy by moczyli przede mną klatki i zmywali je po mnie. Na 3żaglach, na samej górze są takie wielgachne okna. W pewnej chwili zorientowałem się, że w zamyśleniu podążam miarowo z maszyną ku jednemu z nich. To byłby dopiero surrealistyczny widok, gdybym tak sobie spokojnie z nią wyjechał na zewnątrz. Coś jak ten spadający z chmur do morza parowóz Tau.
W międzyczasie wydarzyła się też integracja na której pojawili się najlepsi z najlepszych by alkoholizować się bohatersko w światłe świec, strzelać pośród zieleni, do różnych stałych przedmiotów, które w skutek kaca zdawały się przemieszczać po okolicy z ogromną prędkością i po niespodziewanych płaszczyznach. Niektórzy też uciekali wprost z kajaków by pomknąć z walizkami w deszcz
Na koniec sensacja! Dostałem pomocnika. Znaczy ciągle trzeba mu pomagać. Koleś nie pracuje źle, ale jest jak bomba. Trzeba go wycelować, starannie wpisać koordynaty i wypchnąć we właściwym kierunku... a na koniec jeszcze sprawdzić gdzie pierdolnął . Bezwolny ja foliówka na wietrze, powolny jak lodowce, gdy go po coś wyślę i patrzę jak po to majestatycznie podąża ogarnia mnie niepowstrzymana senność i ogólny czillaut.
Ostatni tydzień był dość morderczy. i głęboko wlazł mi w plecy. Maszyna, akryle na halach, czołganie przez pełzanie pielenia, na koniec zaś taniec z elementami akrobacji z parometrowym stelażem, mycie okien i wreszcie przycinanie piłą dziesiątek rabat. Od czterech dni znowu nie mogę siedzieć.
A w poniedziałek, wyląduję gdzieś na wysokości 6 metrów na stoku o nachyleniu 60 stopni by zasadzić 900 róż. Już nie mogę się doczekać.
Mniej ważne od tego, że jesteśmy mistrzami świata
jest to, że wpierdoliliśmy ruskim żółto-niebieską piłką.
(Radek)
*
czwartek, 11 września 2014
Nowy cesarz Europy
- Co tak tam zapamiętale żujesz?
- Szczypiorek z zęba...
- Który rocznik
(My)
To nie ustawianie plecaków pod drzwiami, nie pożegnania, to moment gdy zamykamy wszystkie okna uświadamia nam definitywnie że wyruszamy w podróż...
Marzan zakochał się w Niemce i szykuje się by ruszyć na Berlin. Pyta mnie "Co robić?". Ucz się niemieckiego, polub parówki - odpowiadam.
Czyszczę wnętrzności ziemi zamiatarką, a tu nadchodzi Don Chichot i wręcza mi kabel. "Do czego to?" - pytam, zastanawiając się czy mam się na tym obwiesić w ramach redukcji alboco, "Do zamiatarki". Chwilę trawię tę informację po czym trawię ją jeszcze chwile, w końcu odpowiadam: Ona ma napęd jądrowy, z tyłu musi iść za nią koleś i pchać.
W ostatnich promieniach letniego słońca opuszczam kolejne osiedle, opuszczam na chwilę miasto idąc pomiędzy drzewa kamienistą gruntówką. Swat zaczyna falować, raz w dół, raz w górę. Topografię nacinają druciane płoty budujących się osiedli. Droga umiera w gąszczu ostów i owocowym zapachu upału Gdzieś na krawędzi jesieni opadam w dół błotnistą ścieżką w dolinę pełną opadłych mirabelek i wąskich strumyków. Nadaję ci imię Dolina Mirabelek i będę czcił twe istnienie dopóki będziesz i później gdy zginiesz pod betonem i torowiskiem i śniegiem i popiołem, po kres mej świadomości i ostatni impuls mózgu.
Potem w górę, by wynurzyć się na szczycie Moreny i dalej ku morzu i falom uderzającym w podnurze moich okien.
Gadam w pracy, Gregory zwraca uwagę, że zawsze mówię "w dawnym Brzeźnie, dawniej, kiedyś, w starym... Faktycznie. Podobno wszystkie najważniejsze wspomnienia mamy do 25 roku życia. To jest nasz świat, w nim pozostajemy i do niego porównujemy wszystko co nadchodzi i przemija wokół nas.
Otworzyli stalowy bunkier ECS. To początek końca legendy Solidarności. Zauważyliście że gdy w Polsce chcemy pochować jakąś sprawę to budujemy jej pomnik. Nie jesteśmy w stanie znosić przejmowania się czymś, pamiętania o tym. Uwiera nas to niemiłosiernie. Zrzucamy więc to do dołu, lejemy fundamenty i stawiamy grobowiec. Czym większa sprawa tym okazalszy. Jan Paweł milion razy powtarzał, że nie życzy sobie pomników, że chce aby pamiętano jego słowa i czyny, a tu jak Rzepa długa i szeroka zmieniają go w spiżową laleczkę. Jest pomnik, znaczy się zapamiętane, można zapomnieć.
Kupiłem najnowszy szkolny atlas historyczny, jest zadżebisty. Na ostatnich stronach mapa Europy, a na niej oznaczona rosyjska aneksja Krymu. Historia dzieje się na naszych oczach.
Sopot, tawerna przy plaży, grzmią szantowo CDNy. Świętnie brzmi gitara, zupełnie nowe brzmienie. patrzę a do niej nadal podłączony Kudłaty, a myślałem, że go wydalą, zrzucą z mostu w rzekę lawy i przywalą autobusem, a tu nie jest i brzmi, brzmią naprawdę świetnie.
Marzan oprowadza po Wrzeszczu swojego dzieciństwa kilkadziesiąt osób. Złota godzina, wiersze czytane z parkanu rozchwianym głosem wprost z dalekiej podróży. Ludzie patrzący z niedowierzaniem na ten kolorowy kondukt przechodzący przez ich podwórka.Wspinaczka ku źródłom Matki Polki i opowieść o ustach szeroko otwartych by pomieścić całe Ciało Chrystusa. "Mama stała w kolejce po mięso, a ja bawiłem się figurkami muppetów w kolejkę po mięso. Miałem ich z 50, gdy któryś kupił kiełbasę szedł grzecznie na koniec kolejki a porządku pilnował potwór z pałą.". Rozdzierająca, chropowata inwokacja. Koncert w Gaju Gutenberga. Spiżowy pomnik w wysokiej altanie i M w wojskowej kurtce wystrzeliwujący w niebyt słowa i upuszczający zapisane kartki wprost w płomienie świec.
- Moja mżonko
- Mój małżu...
- CO?!
(My)
*
- Szczypiorek z zęba...
- Który rocznik
(My)
To nie ustawianie plecaków pod drzwiami, nie pożegnania, to moment gdy zamykamy wszystkie okna uświadamia nam definitywnie że wyruszamy w podróż...
Marzan zakochał się w Niemce i szykuje się by ruszyć na Berlin. Pyta mnie "Co robić?". Ucz się niemieckiego, polub parówki - odpowiadam.
Czyszczę wnętrzności ziemi zamiatarką, a tu nadchodzi Don Chichot i wręcza mi kabel. "Do czego to?" - pytam, zastanawiając się czy mam się na tym obwiesić w ramach redukcji alboco, "Do zamiatarki". Chwilę trawię tę informację po czym trawię ją jeszcze chwile, w końcu odpowiadam: Ona ma napęd jądrowy, z tyłu musi iść za nią koleś i pchać.
W ostatnich promieniach letniego słońca opuszczam kolejne osiedle, opuszczam na chwilę miasto idąc pomiędzy drzewa kamienistą gruntówką. Swat zaczyna falować, raz w dół, raz w górę. Topografię nacinają druciane płoty budujących się osiedli. Droga umiera w gąszczu ostów i owocowym zapachu upału Gdzieś na krawędzi jesieni opadam w dół błotnistą ścieżką w dolinę pełną opadłych mirabelek i wąskich strumyków. Nadaję ci imię Dolina Mirabelek i będę czcił twe istnienie dopóki będziesz i później gdy zginiesz pod betonem i torowiskiem i śniegiem i popiołem, po kres mej świadomości i ostatni impuls mózgu.
Potem w górę, by wynurzyć się na szczycie Moreny i dalej ku morzu i falom uderzającym w podnurze moich okien.
Gadam w pracy, Gregory zwraca uwagę, że zawsze mówię "w dawnym Brzeźnie, dawniej, kiedyś, w starym... Faktycznie. Podobno wszystkie najważniejsze wspomnienia mamy do 25 roku życia. To jest nasz świat, w nim pozostajemy i do niego porównujemy wszystko co nadchodzi i przemija wokół nas.
Otworzyli stalowy bunkier ECS. To początek końca legendy Solidarności. Zauważyliście że gdy w Polsce chcemy pochować jakąś sprawę to budujemy jej pomnik. Nie jesteśmy w stanie znosić przejmowania się czymś, pamiętania o tym. Uwiera nas to niemiłosiernie. Zrzucamy więc to do dołu, lejemy fundamenty i stawiamy grobowiec. Czym większa sprawa tym okazalszy. Jan Paweł milion razy powtarzał, że nie życzy sobie pomników, że chce aby pamiętano jego słowa i czyny, a tu jak Rzepa długa i szeroka zmieniają go w spiżową laleczkę. Jest pomnik, znaczy się zapamiętane, można zapomnieć.
Kupiłem najnowszy szkolny atlas historyczny, jest zadżebisty. Na ostatnich stronach mapa Europy, a na niej oznaczona rosyjska aneksja Krymu. Historia dzieje się na naszych oczach.
Sopot, tawerna przy plaży, grzmią szantowo CDNy. Świętnie brzmi gitara, zupełnie nowe brzmienie. patrzę a do niej nadal podłączony Kudłaty, a myślałem, że go wydalą, zrzucą z mostu w rzekę lawy i przywalą autobusem, a tu nie jest i brzmi, brzmią naprawdę świetnie.
Marzan oprowadza po Wrzeszczu swojego dzieciństwa kilkadziesiąt osób. Złota godzina, wiersze czytane z parkanu rozchwianym głosem wprost z dalekiej podróży. Ludzie patrzący z niedowierzaniem na ten kolorowy kondukt przechodzący przez ich podwórka.Wspinaczka ku źródłom Matki Polki i opowieść o ustach szeroko otwartych by pomieścić całe Ciało Chrystusa. "Mama stała w kolejce po mięso, a ja bawiłem się figurkami muppetów w kolejkę po mięso. Miałem ich z 50, gdy któryś kupił kiełbasę szedł grzecznie na koniec kolejki a porządku pilnował potwór z pałą.". Rozdzierająca, chropowata inwokacja. Koncert w Gaju Gutenberga. Spiżowy pomnik w wysokiej altanie i M w wojskowej kurtce wystrzeliwujący w niebyt słowa i upuszczający zapisane kartki wprost w płomienie świec.
- Moja mżonko
- Mój małżu...
- CO?!
(My)
*
sobota, 30 sierpnia 2014
Z tą Dominikaną to było tak...
Gdzieś koło drugiej autokar zatrzymał się na rozświetlonej stacji benzynowej. Stanąłem pośród ciszy na granicy światła patrząc w mrok. Mała wysepka światła pośród niczego. Krąg mojego postrzegania poza którym nic już nie jest realne.
Dworzec autobusowy w Łodzi o świcie. Pancerna ściana omywana kolejnymi falami graffiti. Zapach moczu i łubinu, 15 rodzajów bruku splecionych w różowym blasku wschodzącego słońca Włoszczyce gdzie spotykają się autobusy i mieszają pasażerowie. Podróż przez Czechy i Austrię krótsza niż przez najwspanialszą wśród Rzeczpospolitych.Fabryka pokarmu pośród płaskiego, betonowego pustkowia, monstrualne wiatraki mielące czas na tle nadchodzącej burzy i austriaccy podajmajstrzy którym pokazuje się paluchem pożądany kotlet. My danke schein oni proshe bardzho.
Słowenia o zmierzchu jak kraina baśni wprost z dziecinnych marzeń o domku na drzewie. Domy na stokach, wzgórz, wzgórza aspirujące w góry, lasy spływające w zamglone doliny jak zielony lukier.
Noc na obcym terytorium, dzikie dzieci pierwszy raz same w hotelu. Eksplozja złotego poranka, czerwonymi dachami płonie za oknami Kranj. Zaskoczenia i rozkosze szwedzkiego stołu.
Słowenia, miejsce gdzie austriacki ornung koegzystuje z włoskim dolce vita na tle słowiańskiego indywidualizmu. Szczęśliwy punkt gdzieś pod tłustym brzuchem zachodu, a gorącymi żywiołami południa. Ostatnia woja trwała tu 10 dni, zginęło 66 osób. Chorwaci dostali taki łomot, że szybko dali sobie spokój i poszli rozszerzać swe imperium gdzie indziej.
Skopija Loka na wskroś średniowieczna. Zamek, klasztor, na kamiennym moście posąg biskupa w jego herbie murzyn - sługa który uratował go na polowaniu i któremu obiecano, że zapamiętają go na wieki. Ekipy zrywające średniowieczny bruk i kładące kostkę by turystkom na szpilkach było wygodniej.
Dalej dziką doliną. Pociąg sunący po stoku 800 metrów wyżej. Kamienne wsie i ufortyfikowany kościółek z zeszłego tysiąclecia, cały w freskach. Hrastovle z tańcem śmierci umieszczonym na 1000 słoweńskich pocztówek.
Wenecki Koper, gdzie ulice starówki zamykają strzeliste, białe ściany pełnomorskich liniowców. Dwujęzyczne nazwy ulic, jeśli chcesz dostać pracę musisz też płynnie mówić po włosku. Wąskie uliczki, weneckie lwy z księgami na ścianach. Kolejne z miast w których Napoleon kazał zwalić mury obronne w wody laguny, bo nie lubił mieć ścian za plecami. Jemy lody patrząc na cypel za którym umościł się Triest.
Piran, włoski na wskroś cypel wychodzący w morze.Wprost z restauracji wchodzi się w wody Adriatyku. plaże z kamieni i zastygłych w pół ruchu prehistorycznych stworów. Nikt nie przejmuje się nagością, na wielkim głazie jakiś dziadek z lat na oko 70, golutki i zwisający na wszystkie strony. Szponiasta śmiała się, że przynajmniej zobaczyła rozgwiazdę pięcioramienną.
Skok w bok do Chorwacji, kontrole graniczne przypominają że tu już nie ma Schengen. Miasta na szczytach wzgórz, akwedukty i nocleg pod gigantyczną skałą.
Kolejny dzień rusza z kopyta w najstarszej stadninie świata w Lipicy. Hodowali tu konie na wojnę z Turkami, aż któryś z cesarzy Austro-Węgier zażyczył sobie wyjątkowej rasy koni.Stworzono je więc dla niego. Niezwykle inteligentne, rodzą się czarne, z wiekiem stają się białe. Do dziś ich stajnie stoją przy pałacach Habsburgów w centrum Wiednia. Stara część stolicy jest wręcz przesiąknięta ich "zapachem".
Mrok, zejście pod ziemię. Jaskinie Skocjańskie, wiele w życiu widziałem, ale nigdy czegoś takiego, nawet w nadętych hollywoodzkich produkcjach. Wpisane na listę UNESCO miejsce, gdzie we wnętrzu gór można by ukrywać sterowce. Nie wolno robić zdjęć, a Słoweńcy nie drukują albumów ani folderów, to ma być coś co się widzi osobiście.
Słodka Lubljana (Ukochana). Miasto tworzone przez jednego architekta jako dzieło sztuki. Zamek na górze i potrójny most. Plac Preszerena , poety nad którym naprzeciw katedry siedzi naga muza. Słowenia istnieje jako niezależne państwo na 23 lat, ale tożsamość narodową utrzymywała przez wieki. Nie czczą tu wojowników, ciężko też znaleźć pomnik jakiegoś męczennika.Największym bohaterem narodowym jest Preszerena, który napisał min hymn Słowenii "Toast". Jeśli kiedyś zgubicie się w jakimś słoweńskim mieście szukajcie jego ulicy, to zawsze będzie jedna z głównych.
Sklepiki z miodem i likierami. Miód borówkowy, cynamonowy, pomarańczowy, ciemne jak krew ziemi Terrano. Gorące burki z mięsem i serem na Placu Kongresu i Jan Paweł ll na stalowych drzwiach katedry.
Czas, czas, kolejny dzień, Alpy Julijskie w tle Karawanek. Autobus tańczy pośród serpentyn jak szalona baletnica z napędem diesla. Ludzie krzyczą,odsuwają się od okien za którymi otwierają się otchłanie, zmieniają miejscami. Moja żona przesypia to wszystko kamiennym snem tylko lekko ją podtrzymują gdy pikujemy gwałtownie w dół. Za oknem migają kapliczki z dachami jak czapki krasnali.
Austriacka Karyntia wita nas mżawką. Klagenfurt z piękną starówką i pomnikiem smoka na rynku. W historii Słowenii i części Austrii istnieje nagła fuga, znak przestankowy ok 1500 roku kiedy to nastąpiło gigantyczne trzęsienie ziemi, które zmiotło i zmieliło wszystko co było wcześniej.
Zegar z kwiatów przed ratuszem, promieniejąca secesja na średniowiecznym podkładzie, marmurowe krawężniki, gipsowe krasnale za szkłem. Teatr zbudowany przez architekta cesarza, który jako jedyny mógł powiedzieć monarsze, że ten zna się na rządzeniu ale o architekturze gówno wie.
Ulewa, Wspaniała dolina pomiędzy Alpami a Karawankami. Planica w powodzi kropel, skocznie, dziura w miejscu po skoczni Mamuciej, pośród mgieł sunące powoli cielska spychaczy.
Jezioro Bohinj jak lustro Boga, nad nim kościół ze strzelistą wieżą i głaz z pomnikiem koziorożca. Góra Vogel we mgle. Pierwszy raz w życiu kolejką linową. Wbijamy się w płytę chmur. Zero widoków, ustawiam ślubną z prospektem i robię zdjęcie - widok z góry Vogel. Chodzimy wewnątrz chmury, w restauracji schroniska kołowroty i grające, stalowe liny kolejki.
Turkusowe oko jeziora Bled, szczyty wokół, na jednym z nich zamek później będziemy fotografować na nim przestrzenie i rupieciarnie muzeum. teraz płyniemy do kościoła na wyspie, gdzie wisi dzwon spełniający życzenia. Noc w hotelu na 5 gwiazdek. Jest biblia i czekoladki przy łóżku, jest wanna a w wannie żona mrucząca złowróżbnie jakieś kocie obietnice.
Jeśli jeszcze to czytacie jesteście twardsi ode mnie.
Rano Nowe Mesto, na cyplu. Stary rynek, otoczony komunistyczną zabudową. Miasto bombardowali Włosi a dopalili Niemcy.Z kilkunastu kościołów zostały 2, w tym siedziba biskupa.
Dalej Celie, siedziba Książąt Celieńskich, dawnych władców Słowenii. To ich gwiazdki są w herbie na słoweńskiej fladze.Starówka jak dekoracja tortu, muzea, niesamowicie malowane stropy, dwa zamki. Starszy pachnący średniowieczem wypełnia muzeum, a w nim czaszki książąt, ostatnia przecięta na pół toporkiem na jakiejś zakrapianej imprezie rodzinnej. Wtedy to wiedzieli jak się bawić.Mocne przeżycia gdy schodzimy w głąb ziemi, a tam pod zamkiem sale wypełnione odkopanym rzymskim miastem. Wydobyte z wiecznego mroku ulice, ściany, posągi. I ja postawiłem mój pancerny adidas na bruku rzymskiej drogi. Na rynku pomnik pewnej dziewiętnastowiecznej starszej pani, która pewnego dnia ubrała kapelusz, spakowała walizkę i ruszyła w świat. Całe piętro muzeum przeznaczone jest na łupy które ze sobą przewiozła, od afrykańskich masek po japońskie kimona.
Po południ średniowieczny Ptuj z zamkiem wypchanym po szczyt muzeami aż do użygu. Mają tu największą kolekcję instrumentów na świecie, malarstwo obrazujące ludy wschodu, trafił się nawet jakiś uśmiechający się podejrzanie chińczyk i Indianie. Ptuj liczy obecnie 27 tys mieszkańców, w czasach rzymskich był miastem garnizonowy, stacjonowały tu dwa legiony, z obsługo 40 000 ludzi z górką, ale przyszedł Hun Atylla i posprzątał. Pod miastem jest jedna z dwuch istniejących świątyń Mitry. Wędrówka krętymi uliczkami i dzwonnica w którą miejscowy proboszcz wmurował rzymskie nagrobki i rzeźby, aby miejscowi nieużyli ich do budowy chlewików.
Wieczór w Mariborze, drugim mieście Słowenii.Najstarsza winorośl świata, z której wino może robić tylko burmistrz miasta. Legend głosi, że w czasie potopu jakiegoś protoplastę Słoweńców uratował bóg wina. Zgadnijcie co mieli robić w zamian...
Ulea przez całą noc. Nici ze spływu tratwami. Flisacy porywają nas do knajpy w podziemiach ratusza, karmią i poją. Flaszka na stół, profilaktycznie zajmujemy dwuosobowy, Tańce i igrce pod ceglanym sklepieniem.
Zwrot na północ, ponownie Austria, ojczyzna Adolfa Hitlera. Wspaniałe ulice Grazu. Tramwaj mkną ich środkiem potrącając Turków, na średniowiecznym bruku zielone dywany, żeby nikt nie ukręcił sobie szpileczki. Dębowy bruk w bramie parlamentu by nie hałasowały karety, marmurowy bałwan myślący o przemijaniu na dziedzińcu seminarium. Niesamowita katedra i jedyne na świecie splatające się podwójne schody. Wurst w bułce na rynku pod ratuszem. Ponad miastem wzgórze z twierdzą. Napoleon nie zdołał jej zdobyć i poddał się w końcu, kazał wysadzić ją w powietrze. Mieszkańcy miast zrobili zbiórkę, posmarowali komu trzeba i ocalili jedyną wieżę z zegarem, która dziś jest symbolem miasta. Resztki twierdzy zmieniono w park po którym łazić można godzinami. Wchodzi się tam po niesamowitych schodach, albo wkracza w jaskinie pod górą i wjeżdża szybkobieżną windą. Kiszczak z Polski wręcza euro austriackiej żebraczce. Eter przenika jęk rozkoszy pokoleń polskich powstańców
Zapada zmierzch, dalej, dalej, wkraczamy do Wiednia, z jurną przewodniczką objeżdżamy Ring i wkraczamy na starówkę. Pałace imperium, ruiny rzymskiej tawerny wyrwane z ziemi wprost ze środka ulicy, na ścianach widoczny jeszcze tynk. Blask europejskiej stolicy, tłumy na ulicach, historia wyciekająca złotem z każdego kąta. Popielata katedra wyglądająca jak coś co spadło w środek miasta z kosmosu.
Dalej, w górę. W nocy gdzieś w Czechach postój przy średniowiecznym lunaparku. Zamek jak z klocków lego, rycerze, katapulty, trzymetrowe laski z mieczmi. I smoki, wszędzie smoki najróżniejszych kształtów i rozmiarów. Na koniec z dwudziestometrowa planeta Ziemia i nie wiedzieć czemu samolot pomalowany w cycki.
Swit gdzieś za Cieszynem Żurek i kartacze w Woszczycach gdy czekamy na zagubione autobusy. Pościg za deszczowymi chmurami, sms z życzeniami na drugą rocznicę ślubu i w końcu zapach gdańskiego popołudnia.
Zakupy w Lidlu i sen we własnym łóżku.
Zapytacie może czemuż to, oczywiście poza względami marketingowymi (gdzieśmy nie byli) popełniłem to monumentalne dzieło... Otuż gdy nas nie było Krzyśki spotkały Arków i Krzyś soim przekonującym zwyczjem wcisnął im, że pojechaliśmy na Dominikanę. Uznajmy to więc za eksteremalnie szczegółowe sprostowanie.
Jeśli macie ochotę na wizualizację:
Podróż do
Dzień 1
Dzień 2
Dzień 3
Dzień 4
Dzień 5
Podróż powrotna
Dworzec autobusowy w Łodzi o świcie. Pancerna ściana omywana kolejnymi falami graffiti. Zapach moczu i łubinu, 15 rodzajów bruku splecionych w różowym blasku wschodzącego słońca Włoszczyce gdzie spotykają się autobusy i mieszają pasażerowie. Podróż przez Czechy i Austrię krótsza niż przez najwspanialszą wśród Rzeczpospolitych.Fabryka pokarmu pośród płaskiego, betonowego pustkowia, monstrualne wiatraki mielące czas na tle nadchodzącej burzy i austriaccy podajmajstrzy którym pokazuje się paluchem pożądany kotlet. My danke schein oni proshe bardzho.
Słowenia o zmierzchu jak kraina baśni wprost z dziecinnych marzeń o domku na drzewie. Domy na stokach, wzgórz, wzgórza aspirujące w góry, lasy spływające w zamglone doliny jak zielony lukier.
Noc na obcym terytorium, dzikie dzieci pierwszy raz same w hotelu. Eksplozja złotego poranka, czerwonymi dachami płonie za oknami Kranj. Zaskoczenia i rozkosze szwedzkiego stołu.
Słowenia, miejsce gdzie austriacki ornung koegzystuje z włoskim dolce vita na tle słowiańskiego indywidualizmu. Szczęśliwy punkt gdzieś pod tłustym brzuchem zachodu, a gorącymi żywiołami południa. Ostatnia woja trwała tu 10 dni, zginęło 66 osób. Chorwaci dostali taki łomot, że szybko dali sobie spokój i poszli rozszerzać swe imperium gdzie indziej.
Skopija Loka na wskroś średniowieczna. Zamek, klasztor, na kamiennym moście posąg biskupa w jego herbie murzyn - sługa który uratował go na polowaniu i któremu obiecano, że zapamiętają go na wieki. Ekipy zrywające średniowieczny bruk i kładące kostkę by turystkom na szpilkach było wygodniej.
Dalej dziką doliną. Pociąg sunący po stoku 800 metrów wyżej. Kamienne wsie i ufortyfikowany kościółek z zeszłego tysiąclecia, cały w freskach. Hrastovle z tańcem śmierci umieszczonym na 1000 słoweńskich pocztówek.
Wenecki Koper, gdzie ulice starówki zamykają strzeliste, białe ściany pełnomorskich liniowców. Dwujęzyczne nazwy ulic, jeśli chcesz dostać pracę musisz też płynnie mówić po włosku. Wąskie uliczki, weneckie lwy z księgami na ścianach. Kolejne z miast w których Napoleon kazał zwalić mury obronne w wody laguny, bo nie lubił mieć ścian za plecami. Jemy lody patrząc na cypel za którym umościł się Triest.
Piran, włoski na wskroś cypel wychodzący w morze.Wprost z restauracji wchodzi się w wody Adriatyku. plaże z kamieni i zastygłych w pół ruchu prehistorycznych stworów. Nikt nie przejmuje się nagością, na wielkim głazie jakiś dziadek z lat na oko 70, golutki i zwisający na wszystkie strony. Szponiasta śmiała się, że przynajmniej zobaczyła rozgwiazdę pięcioramienną.
Skok w bok do Chorwacji, kontrole graniczne przypominają że tu już nie ma Schengen. Miasta na szczytach wzgórz, akwedukty i nocleg pod gigantyczną skałą.
Kolejny dzień rusza z kopyta w najstarszej stadninie świata w Lipicy. Hodowali tu konie na wojnę z Turkami, aż któryś z cesarzy Austro-Węgier zażyczył sobie wyjątkowej rasy koni.Stworzono je więc dla niego. Niezwykle inteligentne, rodzą się czarne, z wiekiem stają się białe. Do dziś ich stajnie stoją przy pałacach Habsburgów w centrum Wiednia. Stara część stolicy jest wręcz przesiąknięta ich "zapachem".
Mrok, zejście pod ziemię. Jaskinie Skocjańskie, wiele w życiu widziałem, ale nigdy czegoś takiego, nawet w nadętych hollywoodzkich produkcjach. Wpisane na listę UNESCO miejsce, gdzie we wnętrzu gór można by ukrywać sterowce. Nie wolno robić zdjęć, a Słoweńcy nie drukują albumów ani folderów, to ma być coś co się widzi osobiście.
Słodka Lubljana (Ukochana). Miasto tworzone przez jednego architekta jako dzieło sztuki. Zamek na górze i potrójny most. Plac Preszerena , poety nad którym naprzeciw katedry siedzi naga muza. Słowenia istnieje jako niezależne państwo na 23 lat, ale tożsamość narodową utrzymywała przez wieki. Nie czczą tu wojowników, ciężko też znaleźć pomnik jakiegoś męczennika.Największym bohaterem narodowym jest Preszerena, który napisał min hymn Słowenii "Toast". Jeśli kiedyś zgubicie się w jakimś słoweńskim mieście szukajcie jego ulicy, to zawsze będzie jedna z głównych.
Sklepiki z miodem i likierami. Miód borówkowy, cynamonowy, pomarańczowy, ciemne jak krew ziemi Terrano. Gorące burki z mięsem i serem na Placu Kongresu i Jan Paweł ll na stalowych drzwiach katedry.
Czas, czas, kolejny dzień, Alpy Julijskie w tle Karawanek. Autobus tańczy pośród serpentyn jak szalona baletnica z napędem diesla. Ludzie krzyczą,odsuwają się od okien za którymi otwierają się otchłanie, zmieniają miejscami. Moja żona przesypia to wszystko kamiennym snem tylko lekko ją podtrzymują gdy pikujemy gwałtownie w dół. Za oknem migają kapliczki z dachami jak czapki krasnali.
Austriacka Karyntia wita nas mżawką. Klagenfurt z piękną starówką i pomnikiem smoka na rynku. W historii Słowenii i części Austrii istnieje nagła fuga, znak przestankowy ok 1500 roku kiedy to nastąpiło gigantyczne trzęsienie ziemi, które zmiotło i zmieliło wszystko co było wcześniej.
Zegar z kwiatów przed ratuszem, promieniejąca secesja na średniowiecznym podkładzie, marmurowe krawężniki, gipsowe krasnale za szkłem. Teatr zbudowany przez architekta cesarza, który jako jedyny mógł powiedzieć monarsze, że ten zna się na rządzeniu ale o architekturze gówno wie.
Ulewa, Wspaniała dolina pomiędzy Alpami a Karawankami. Planica w powodzi kropel, skocznie, dziura w miejscu po skoczni Mamuciej, pośród mgieł sunące powoli cielska spychaczy.
Jezioro Bohinj jak lustro Boga, nad nim kościół ze strzelistą wieżą i głaz z pomnikiem koziorożca. Góra Vogel we mgle. Pierwszy raz w życiu kolejką linową. Wbijamy się w płytę chmur. Zero widoków, ustawiam ślubną z prospektem i robię zdjęcie - widok z góry Vogel. Chodzimy wewnątrz chmury, w restauracji schroniska kołowroty i grające, stalowe liny kolejki.
Turkusowe oko jeziora Bled, szczyty wokół, na jednym z nich zamek później będziemy fotografować na nim przestrzenie i rupieciarnie muzeum. teraz płyniemy do kościoła na wyspie, gdzie wisi dzwon spełniający życzenia. Noc w hotelu na 5 gwiazdek. Jest biblia i czekoladki przy łóżku, jest wanna a w wannie żona mrucząca złowróżbnie jakieś kocie obietnice.
Jeśli jeszcze to czytacie jesteście twardsi ode mnie.
Rano Nowe Mesto, na cyplu. Stary rynek, otoczony komunistyczną zabudową. Miasto bombardowali Włosi a dopalili Niemcy.Z kilkunastu kościołów zostały 2, w tym siedziba biskupa.
Dalej Celie, siedziba Książąt Celieńskich, dawnych władców Słowenii. To ich gwiazdki są w herbie na słoweńskiej fladze.Starówka jak dekoracja tortu, muzea, niesamowicie malowane stropy, dwa zamki. Starszy pachnący średniowieczem wypełnia muzeum, a w nim czaszki książąt, ostatnia przecięta na pół toporkiem na jakiejś zakrapianej imprezie rodzinnej. Wtedy to wiedzieli jak się bawić.Mocne przeżycia gdy schodzimy w głąb ziemi, a tam pod zamkiem sale wypełnione odkopanym rzymskim miastem. Wydobyte z wiecznego mroku ulice, ściany, posągi. I ja postawiłem mój pancerny adidas na bruku rzymskiej drogi. Na rynku pomnik pewnej dziewiętnastowiecznej starszej pani, która pewnego dnia ubrała kapelusz, spakowała walizkę i ruszyła w świat. Całe piętro muzeum przeznaczone jest na łupy które ze sobą przewiozła, od afrykańskich masek po japońskie kimona.
Po południ średniowieczny Ptuj z zamkiem wypchanym po szczyt muzeami aż do użygu. Mają tu największą kolekcję instrumentów na świecie, malarstwo obrazujące ludy wschodu, trafił się nawet jakiś uśmiechający się podejrzanie chińczyk i Indianie. Ptuj liczy obecnie 27 tys mieszkańców, w czasach rzymskich był miastem garnizonowy, stacjonowały tu dwa legiony, z obsługo 40 000 ludzi z górką, ale przyszedł Hun Atylla i posprzątał. Pod miastem jest jedna z dwuch istniejących świątyń Mitry. Wędrówka krętymi uliczkami i dzwonnica w którą miejscowy proboszcz wmurował rzymskie nagrobki i rzeźby, aby miejscowi nieużyli ich do budowy chlewików.
Wieczór w Mariborze, drugim mieście Słowenii.Najstarsza winorośl świata, z której wino może robić tylko burmistrz miasta. Legend głosi, że w czasie potopu jakiegoś protoplastę Słoweńców uratował bóg wina. Zgadnijcie co mieli robić w zamian...
Ulea przez całą noc. Nici ze spływu tratwami. Flisacy porywają nas do knajpy w podziemiach ratusza, karmią i poją. Flaszka na stół, profilaktycznie zajmujemy dwuosobowy, Tańce i igrce pod ceglanym sklepieniem.
Zwrot na północ, ponownie Austria, ojczyzna Adolfa Hitlera. Wspaniałe ulice Grazu. Tramwaj mkną ich środkiem potrącając Turków, na średniowiecznym bruku zielone dywany, żeby nikt nie ukręcił sobie szpileczki. Dębowy bruk w bramie parlamentu by nie hałasowały karety, marmurowy bałwan myślący o przemijaniu na dziedzińcu seminarium. Niesamowita katedra i jedyne na świecie splatające się podwójne schody. Wurst w bułce na rynku pod ratuszem. Ponad miastem wzgórze z twierdzą. Napoleon nie zdołał jej zdobyć i poddał się w końcu, kazał wysadzić ją w powietrze. Mieszkańcy miast zrobili zbiórkę, posmarowali komu trzeba i ocalili jedyną wieżę z zegarem, która dziś jest symbolem miasta. Resztki twierdzy zmieniono w park po którym łazić można godzinami. Wchodzi się tam po niesamowitych schodach, albo wkracza w jaskinie pod górą i wjeżdża szybkobieżną windą. Kiszczak z Polski wręcza euro austriackiej żebraczce. Eter przenika jęk rozkoszy pokoleń polskich powstańców
Zapada zmierzch, dalej, dalej, wkraczamy do Wiednia, z jurną przewodniczką objeżdżamy Ring i wkraczamy na starówkę. Pałace imperium, ruiny rzymskiej tawerny wyrwane z ziemi wprost ze środka ulicy, na ścianach widoczny jeszcze tynk. Blask europejskiej stolicy, tłumy na ulicach, historia wyciekająca złotem z każdego kąta. Popielata katedra wyglądająca jak coś co spadło w środek miasta z kosmosu.
Dalej, w górę. W nocy gdzieś w Czechach postój przy średniowiecznym lunaparku. Zamek jak z klocków lego, rycerze, katapulty, trzymetrowe laski z mieczmi. I smoki, wszędzie smoki najróżniejszych kształtów i rozmiarów. Na koniec z dwudziestometrowa planeta Ziemia i nie wiedzieć czemu samolot pomalowany w cycki.
Swit gdzieś za Cieszynem Żurek i kartacze w Woszczycach gdy czekamy na zagubione autobusy. Pościg za deszczowymi chmurami, sms z życzeniami na drugą rocznicę ślubu i w końcu zapach gdańskiego popołudnia.
Zakupy w Lidlu i sen we własnym łóżku.
Zapytacie może czemuż to, oczywiście poza względami marketingowymi (gdzieśmy nie byli) popełniłem to monumentalne dzieło... Otuż gdy nas nie było Krzyśki spotkały Arków i Krzyś soim przekonującym zwyczjem wcisnął im, że pojechaliśmy na Dominikanę. Uznajmy to więc za eksteremalnie szczegółowe sprostowanie.
Jeśli macie ochotę na wizualizację:
Podróż do
Dzień 1
Dzień 2
Dzień 3
Dzień 4
Dzień 5
Podróż powrotna
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Pies który szczeka jest po prostu niedogotowany
- Chodź wymasuję ci gałki oczne
- NIE!!!
- Ale ich tak nie zaciskaj...
- Będę! Kto mi zabroni!
(My)
Urlop, urlop. Zawsze to ja robię śniadanie gdy Szponiasta zapada na godzinę w łazienkę na dole. Dziś budzą mnie odgłosy, wpływam do kuchni a tu żona ma jedyna robi śniadanie w samych koronkowych majtasach. Przyssałem się zaraz od tyłu łapiąc za to co wystawało i mruczę - Tak to mi możesz gotować.
Wam też jest tak gorąco? Ja jestem rasa północna, poruszam się w tej rozżarzonej zawiesinie, która wypełnia powietrze umierając z przegrzania piętnaście razy na minutę. Od miesiąca dobrze nie spałem. Brodzę w morzu i przytulam się do ścian.
Krzaczki pomidorów i papryki, które adoptowaliśmy od Meave, obrodziły owocami, szykujemy się właśnie na ceremonię konsumpcji naszego pierwszego, osobistego chili
W pracy mamy kolejnego najnowszego, nowego nowego, a i ten wygląda jakby popadł w zadumę nad kondycją ludzką i zawiłymi meandrami polskiego kapitalizmu. Jego poprzednik wyleciał bo był wolnym człowiekiem, bardzo wolnym. Poza tym nie słuchał. Mówiło mu się gdy idą ludzie przerwij na chwilę podkaszanie bo maszyna wyrzuca przedmioty z prędkością 400 km na h, ale nie. Dwóch przechodzących kolesi dostało piachem po oczach, gdy robił skarpę na Myśliwców, a na koniec spiaskował jakiejś lasi na Pryszczu rajstopki z nóg. Przyznam wyglądało to zadżebiście, najpierw małe, pojedyncze kropeczki dziur, narastające lawinowo i łączące się by eksplodować nagle strzępami materiału w przestrzeń ulicy. Przez pół dnia czekałem z duszą na ramieniu czy kobita nie wróci z policją. Jakby co nie przyznałbym się do nich. - Ekipa? Jaka ekipa? ja tylko wyprowadzam tą wspaniałą, siedemdziesięciokonną kosiarkę na spacer...
Wczoraj w przypływie obłędu wyszliśmy na plażę w pełni dnia. Najpierw przez zwały ciał i sprzętów przedzieraliśmy się do wody a później operację tę odtwarzaliśmy w odwrotnym kierunku. Kurcze, to lepsze niż jogging i siłka razem wzięte. Gdy wróciliśmy doma zamknęliśmy szczelnie drzwi, zasłoniliśmy okna roletami i leczyliśmy traumę przegrywając resztę dnia na kompach. To swoją drogą ciekawe; ja wolę strategie w których palę krainy i posyłam dziesiątki tysięcy w otchłanie szeolu a moja słodka żonka preferuje walkę bezpośrednią. Ubiera się w parę pancernych opasek, które odsłaniają właściwie wszystkie istotne dla życia organy, zapuszcza skrzydła, ujmuje w czułe dłonie wielki, dwumetrowy miecz i idzie na spacer w jakieś podziemia siejąc ból i zagładę. To nie ludzkie! czyż te istoty nawet potworne nie mają swych żyć, marzeń, aspiracji? Czyż nie mają słodkich dzieciaczków, którym po dniu ciężkiej pracy przynoszą udziec barbarzyńcy i opowiadają o swym pełnym żmudnych, ale jakże pożytecznych obowiązków dniu? Pomyślał z oburzeniem Kiszczak wysyłając kolejnych 120 armat pod oblężoną Aleksandrię...
Ja - Dzwoni Dan, że jest z małą na plaży,
pyta czy przyjdziemy pokąpać się...
Pazurek - W tej napromieniowanej wodzie?
- Mówi, że jest ciepła...
- To reaktor sprawia, że jest ciepła.
(My)
*
- NIE!!!
- Ale ich tak nie zaciskaj...
- Będę! Kto mi zabroni!
(My)
Urlop, urlop. Zawsze to ja robię śniadanie gdy Szponiasta zapada na godzinę w łazienkę na dole. Dziś budzą mnie odgłosy, wpływam do kuchni a tu żona ma jedyna robi śniadanie w samych koronkowych majtasach. Przyssałem się zaraz od tyłu łapiąc za to co wystawało i mruczę - Tak to mi możesz gotować.
Wam też jest tak gorąco? Ja jestem rasa północna, poruszam się w tej rozżarzonej zawiesinie, która wypełnia powietrze umierając z przegrzania piętnaście razy na minutę. Od miesiąca dobrze nie spałem. Brodzę w morzu i przytulam się do ścian.
Krzaczki pomidorów i papryki, które adoptowaliśmy od Meave, obrodziły owocami, szykujemy się właśnie na ceremonię konsumpcji naszego pierwszego, osobistego chili
W pracy mamy kolejnego najnowszego, nowego nowego, a i ten wygląda jakby popadł w zadumę nad kondycją ludzką i zawiłymi meandrami polskiego kapitalizmu. Jego poprzednik wyleciał bo był wolnym człowiekiem, bardzo wolnym. Poza tym nie słuchał. Mówiło mu się gdy idą ludzie przerwij na chwilę podkaszanie bo maszyna wyrzuca przedmioty z prędkością 400 km na h, ale nie. Dwóch przechodzących kolesi dostało piachem po oczach, gdy robił skarpę na Myśliwców, a na koniec spiaskował jakiejś lasi na Pryszczu rajstopki z nóg. Przyznam wyglądało to zadżebiście, najpierw małe, pojedyncze kropeczki dziur, narastające lawinowo i łączące się by eksplodować nagle strzępami materiału w przestrzeń ulicy. Przez pół dnia czekałem z duszą na ramieniu czy kobita nie wróci z policją. Jakby co nie przyznałbym się do nich. - Ekipa? Jaka ekipa? ja tylko wyprowadzam tą wspaniałą, siedemdziesięciokonną kosiarkę na spacer...
Wczoraj w przypływie obłędu wyszliśmy na plażę w pełni dnia. Najpierw przez zwały ciał i sprzętów przedzieraliśmy się do wody a później operację tę odtwarzaliśmy w odwrotnym kierunku. Kurcze, to lepsze niż jogging i siłka razem wzięte. Gdy wróciliśmy doma zamknęliśmy szczelnie drzwi, zasłoniliśmy okna roletami i leczyliśmy traumę przegrywając resztę dnia na kompach. To swoją drogą ciekawe; ja wolę strategie w których palę krainy i posyłam dziesiątki tysięcy w otchłanie szeolu a moja słodka żonka preferuje walkę bezpośrednią. Ubiera się w parę pancernych opasek, które odsłaniają właściwie wszystkie istotne dla życia organy, zapuszcza skrzydła, ujmuje w czułe dłonie wielki, dwumetrowy miecz i idzie na spacer w jakieś podziemia siejąc ból i zagładę. To nie ludzkie! czyż te istoty nawet potworne nie mają swych żyć, marzeń, aspiracji? Czyż nie mają słodkich dzieciaczków, którym po dniu ciężkiej pracy przynoszą udziec barbarzyńcy i opowiadają o swym pełnym żmudnych, ale jakże pożytecznych obowiązków dniu? Pomyślał z oburzeniem Kiszczak wysyłając kolejnych 120 armat pod oblężoną Aleksandrię...
Ja - Dzwoni Dan, że jest z małą na plaży,
pyta czy przyjdziemy pokąpać się...
Pazurek - W tej napromieniowanej wodzie?
- Mówi, że jest ciepła...
- To reaktor sprawia, że jest ciepła.
(My)
*
Subskrybuj:
Posty (Atom)