Tlen jest efektem ubocznym
fotosyntezy, inaczej mówiąc
oddychamy gównem roślin.
(Borys)
Wczoraj wpadłem do Lenn i jej półpaśca, który wiernie
towarzyszy jej dniami i nocami od samego początku świąt. Przeładowałem książki,
dałem zapas taśmy klejącej (tak tej, która skończy mi się na przełomie wieków)
i z namaszczeniem wydobyłem z plecaka prezent na pierwsze urodziny Krewetki. Z
tego co wiem na coś konkretnego będziemy zbierać się stadnie, ale jako że
poczuwam się z głębi swego oślizgłego jestestwa do wójkowania, szukałem więc po
sklepach czegoś w rodzaju pluszowego czołgu. Niestety okazało się, że ten
rodzaj asortymentu wykracza nawet poza wyobraźnie psychopatycznych, chińskich
dizajnerów. Dopiero gdy powróciłem do Brzeźna, o tak na Brzeźno zawsze można
liczyć, uśmiech powrócił na mą twarz, bo oto między radioaktywnymi misiami a
czymś co wyglądało na zestaw różowych wibratorów dla Barbie spoczywało TO i
mrugało do mnie znacząco.
I tak oto nie zważając na groźbę zarażenia wkroczyłem w
mroczne czeluście leża Lenn. Do prezentacji potrzebowałem kota, złapałem więc
przemykającą Yoko, drugą ręką wyciągając z torby wielki pluszowy młot z
rysunkiem owieczki. Oto kotek – Powiedziałem do zainteresowanej Krewetki –
Kotek czasem się psuje, biega, miauczy. Wtedy należy ująć go tak, po czym...
Sami się domyślcie. Dodam tylko, że gdy młotkiem solidnie się przywali to beczy
jak zarzynana owca, co skłania mnie do przypuszczeń, że zabawka ta mogła być
osłodą dzieciństwa Hannibala Lectera. Kreweten podobno pełza teraz wszędzie z
tym młotem sprawdzając czy uderzone krzesło też zrobi meee. Bez obaw maleńka,
gdy trochę podrośniesz i nabierzesz wprawy, to Wujek Groza kupi ci taki większy
i metalowy.
Kiedy człowiek zstępuje w przepaść
jego życie zawsze zyskuje jasno
określony kierunek
(demotywatory.pl)
*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz